„Lama?” – Pytanie, które przetrwało w spinaczu
W Archiwum Korczakowskim w Sztokholmie znalazłem cztery strony maszynopisu mojego taty. Spięte starym spinaczem, noszą tytuł „Lama” – po hebrajsku „Dlaczego?”.
To pytanie towarzyszy mi całe życie. Mój ojciec, który pracował u boku Janusza Korczaka w getcie, szukał odpowiedzi w losach „Starego Doktora”. Ja, jako naukowiec, szukam jej w statystyce i „p-value”, próbując zrozumieć matematykę przetrwania tam, gdzie szanse wynosiły niemal zero.
Zapraszam Was do lektury niezwykłego świadectwa o Korczaku, tożsamości i o tym, jak uczyć dzieci „patrzeć śmierci w oczy”, gdy nie można już walczyć.
Znalezisko
W Archiwum Korczakowskim w Sztokholmie znalazłem czterostronicowe opowiadanie mojego taty zatytułowane „Lama”. Po hebrajsku słowo lama (לָמָה) oznacza „dlaczego”. Strony były złączone starym spinaczem. Nie wiem, czy to przemówienie, czy tekst do publikacji, ale w kontekście moich ostatnich rozważań o „statystyce przetrwania”, ten tytuł – „Dlaczego?” – nabiera symbolicznego znaczenia. To pytanie, które zadaję sobie do dziś.
W Archiwum Korczakowskim w Sztokholmie znalazłem czterostronicowe opowiadanie mojego taty zatytułowane „Lama”. Po hebrajsku słowo lama (לָמָה) oznacza „dlaczego”. Strony były złączone starym spinaczem. Nie wiem, czy to przemówienie, czy tekst do publikacji, ale w kontekście moich ostatnich rozważań o „statystyce przetrwania”, ten tytuł – „Dlaczego?” – nabiera symbolicznego znaczenia. To pytanie, które zadaję sobie do dziś.
Tekst dokumentu:
Mój ojciec zaczyna od spotkania w Sztokholmie, gdzie izraelskie dzieci, patrząc na plakat „Trudno być Żydem”, pytają: Lama? Dlaczego to trudne? Dla nich, urodzonych w wolnym Izraelu, to pojęcie abstrakcyjne. Ojciec pisze: „Nie znają labiryntu dróg swoich dziadów... dróg, które rzadko prowadziły do celu”.
Mój ojciec zaczyna od spotkania w Sztokholmie, gdzie izraelskie dzieci, patrząc na plakat „Trudno być Żydem”, pytają: Lama? Dlaczego to trudne? Dla nich, urodzonych w wolnym Izraelu, to pojęcie abstrakcyjne. Ojciec pisze: „Nie znają labiryntu dróg swoich dziadów... dróg, które rzadko prowadziły do celu”.
Wspomina postać Henryka Goldszmita – Janusza Korczaka. Pisze o nim z perspektywy kogoś, kto miał szczęście pracować u jego boku przez kilkanaście lat, również w getcie warszawskim. Opisuje drogę Korczaka od „dziecka salonu” do „ojca cudzych dzieci”.
Szczególnie poruszające są fragmenty, które ojciec wykreślił, a które udało mi się odczytać. Skreślił zdanie o tym, że Korczak „urodził się Żydem i nigdy tego nie ukrywał... choć ktoś mógłby powiedzieć, że był Polakiem”. Ta walka o tożsamość, o prawo do bycia jednym i drugim w świecie pełnym nienawiści, przebija z każdej strony.
Ojciec opisuje ostatnie dni w getcie. Wspomina przedstawienie „Poczty” Tagorego, gdzie mały Abrasza grał umierającego Amala. „Byłem na tym przedstawieniu” – pisze. Kiedy Amal umierał na scenie, dzieci na widowni łkały. Korczak, zapytany dlaczego wybrał ten utwór, odpowiedział: „Kiedy walczyć nie można, trzeba nauczyć się spokojnie patrzeć śmierci w oczy...”.
Finał następuje 5 sierpnia 1942 roku. Ojciec opisuje marsz na Umschlagplatz. Korczak na czele, Stefa Wilczyńska z tyłu. Spokój dzieci, które wierzyły swoim opiekunom do końca. Ojciec wykreślił zdanie, że idąc do wagonu, Korczak „wyznał swą prawdę”. To „obumieranie człowieka”, o którym pisze tata na końcu, stało się legendą, ale dla mojego ojca było to po prostu logiczne zakończenie życia poświęconego dziecku.
Transkrypcja
Lama
Misza Wasserman Wróblewski
Misza Wasserman Wróblewski
(Lewa kolumna)
Na spotkaniu z przedstawicielami społeczności żydowskiej w Sztokholmie [overcrossed: Golda Meir plastycznie scharakteryzowała współczesną młodzież Izraela]. Przed plakatem zapowiadającym występy Dżigana dwoje dzieci izraelskich sylabizowało tytuł widowiska: "Trudno być Żydem". Dzieci dziwiły się, nie mogły zrozumieć, dlaczego trudno? Dlaczego? "Lama"?
[overcrossed: Wykładowca historii w szkole rolniczej w Petach Tikwa nigdy przedtem nie myślał, że najwięcej kłopotów sprawi mu wyjaśnienie uczniom, jak podczas okupacji sześć milionów Żydów pozwoliło się zabić. Raz po raz wyrastało to ich "Lama", jak mur nie do przebicia].
Nie zamierzam wyjaśniać tych trudnych skomplikowanych problemów. Nie dziwię się wszakże ani tym dzieciom, ani młodzieży. W znakomitej większości przyszli na świat w Izraelu. [overcrossed: Mają poczucie godności i siły, jaką daje i zwielokrotnia identyfikacja z ludźmi, narodem i krajem]. Nie znają [overcrossed: krętych] labiryntu dróg swoich dziadów, pradziadów, a często nawet ojców; dróg, które rzadko prowadziły do celu. Nie wiedzą chyba, że czasem człowiek na długo przed swą śmiercią biologiczną może umierać śmiercią wewnętrzną, duchową.
Z bolesnych kart [overcrossed: luto-wej] historii [overcrossed: nie] można jednak ani wyrwać, ani zamazać. Uogólnienia jednak, jakimi z konieczności operuje, mogą utrudnić właściwy odbiór, nawet zamazawszy rzeczywisty obraz. Dlatego też warto sięgnąć do jednostek i do ich niejednostkowych losów; do ludzi, którzy wysoko i godnie nieśli sztandar człowieczeństwa w tych ponurych czasach pogardy.
Do takich postaci należy skromny, a niepospolity człowiek dr. Henryk Goldszmit, znany powszechnie jako JANUSZ KORCZAK. Ten "ojciec cudzych dzieci" spokojnie ze swą gromadką sierot i współ- (...)
(Prawa kolumna)
Ta duża litera C nie jest przypadkiem, nie wynika nawet wyłącznie z głębokiego kultu autora niniejszego artykułu dla Starego Doktora, u którego boku miał szczęście pracować kilkanaście lat, jeszcze nawet w getcie warszawskim.
"Daj mi, Boże, ciężkie życie, ale piękne, bogate" – prosił za młodu Henryk, nie pominął również tego marzenia młodości w "Pamiętniku", pisanym tuż przed śmiercią. Ciężkie, bo ciężkie, było to życie; ale piękne bez wątpienia i bogate.
[overcrossed: Korczak urodził się Żydem, był Żydem i nigdy swojego żydowskiego pochodzenia nie ukrywał. Mogłoby ktoś powiedzieć, że był Polakiem. Urodził się przecież w Polsce, mówił i pisał po polsku, działał w Polsce, do polskiej rzeczywistości w różnych zmiennych okresach historycznych dostosowywał swoje marzenia i z trudem próbował im nadać realny kształt. Spór bezprzedmiotowy]. Na pytanie odpowiedział sam. Odpowiedział życiem. Na to pytanie odpowiedziało również samo życie.
Jako pięcioletni chłopczyk zetknął się po raz pierwszy z t.zw. problemem żydowskim. Zdechł jego ukochany kanarek. Henryk chce mu urządzić pogrzeb i postawić krzyż na jego grobie. Nie dopuszcza do tego syn dozorcy, tłumacząc dość brutalnie, że skoro kanarek należał do Żyda, więc sam też był Żydem; ten epizod wywołał zapewne niejedno "Lama" (dlaczego?) u tego [overcrossed: niezwykle wyczulonego dziecka salonu].
Jego dzieciństwo "sielskie anielskie" nie trwało długo. Jako 11-letni chłopiec traci ojca. Rodzina ubożeje. Młody gimnazjalista udziela korepetycji. Styka się przy tym z dziećmi z różnych środowisk. Nie bez trudności dostaje się na medycynę. Jako student próbuje pióra. Jego cięte felietony cieszą się dużą popularnością. Na ogłoszony konkurs literacki wysyła swój utwór. Zgodnie z warunkami trzeba podać godło. Na stole leży powieść Kraszewskiego: "O Januszu Korczaku i pięknej Miecznikównie". Młodzieniec po raz pierwszy podpisuje swoją (...)
pracę jako Janusz Korczak. Pod tym pseudonimem znany już będzie później bardziej aniżeli Henryk Goldszmit. [overcrossed: Zwracam uwagę na ten drobny szczegół, aby podkreślić, że to nie była zmiana nazwiska celowa, mająca zamaskować żydowskie pochodzenie].
Młodość jest "rzeźbiarką, co wykuwa żywot cały"... A lata młodzieńcze Henryka przypadają na okres, kiedy jeszcze nie przebrzmiały echa "Wiosny ludów" i powstań narodowych. Antysemityzm nie stanowił jeszcze programowego hasła reakcji. Goldszmit nie odczuwa zatem przykrości związanych z pochodzeniem. Ciekawie, refleksyjnie przygląda się światu i oddycha swobodnie pełną piersią.
Uporczywa myśl o konieczności znalezienia sensu życia i swego miejsca na tym nienajlepszym ze światów nie opuszcza myślącego i czującego młodzieńca. Stąd ucieczki do biedoty na Powiśle. Głęboka zaduma nad losem ludzkim, nad niedolą dzieci z nizin społecznych. Powoli dojrzewa decyzja, by stanąć w szeregach ludzi walczących o lepsze jutro dla dzieci biedoty... I tak wkracza młody Henryk w wiek XX.
Po upadku rewolucji 1905 roku cała Rosja, a więc i część Polski pod jej zaborem, znalazły się we władzy "czarnej sotni". [overcrossed: Osławione "biej Żydów spasaj Rassiju" stało się hasłem dnia]. Nową sytuację wykorzystała na ziemiach polskich "endecja" /narodowa demokracja/. Młody Goldszmit kończy w tym czasie medycynę. Pracuje jako lekarz. Praktyka lekarska nauczyła Korczaka, że niepodobna leczyć ciała dziecka, gdy dusza jest cierpiąca.
[overcrossed: W oparach antysemityzmu, gdy polska ulica go nie chciała, a żydowskiej był obcy i właściwie jej nie znał], włączył się młody społecznik do pracy Towarzystwa "Pomoc dla sierot". Była to filantropijna organizacja żydowska, która w tym okresie planowała budowę nowoczesnego domu sierot i przeniesienie tam sierocińca żydowskiego z ul. Franciszkańskiej.
Z dzieckiem żydowskim zetknął się Korczak po raz pierwszy na koloniach letnich w Michałowku. Na kanwie jego obserwacji i przeżyć zrodziły się później urzekające po dzień dzisiejszy "Joski, Mośki i Srule". Na przekór antysemickim nastrojom, wierny swoim humanistycznym ideałom Korczak tam notuje: "Polski wyraz 'smutno' znaczy po żydowsku także smutno; i kiedy żydowskiemu lub polskiemu dziecku jest smutno, wyraża to tym samym słowem." Ale świat jeszcze nie dojrzał do szczytnych marzeń tego niepoprawnego optymisty, który równie serdecznie [overcrossed: troską] darzył Mośków z Krochmalnej, co Józków i Franków z "Naszego Domu" na Bielanach.
[overcrossed: Niepokój pozostał jednak przy osieroconym dziecku żydowskim. Dlaczego? Często uśmiechając się powtarzał: "Czy dobrze być dzieckiem? – Tak sobie, nie bardzo... Ja jednak wiem, że gorzej być dzieckiem żydowskim, a najgorzej być biednym żydowskim sierotą... Własnej rodziny nigdy nie założył. Niewolnik pisał: nie ma prawa mieć dzieci. A cóż dopiero Żyd w Polsce pod zaborem rosyjskim?]
Wybucha pierwsza wojna światowa. Goldszmit jako lekarz zostaje powołany do wojska. Cały ciężar pracy w Domu Sierot spada na barki Stefanii Wilczyńskiej, mądrej, dzielnej kobiety, długoletniej, niezastąpionej współpracownicy Doktora. Front, ranni, zabici, bratanie się ze śmiercią na co dzień. Trudna odpowiedzialna praca lekarza. Myśl o dziecku nawet i tu nie opuszcza Korczaka. W zgiełku walk, wśród jęku rannych rodzi się zarys kodeksu sądu koleżeńskiego, który miał uczyć dzieci, jak pokojowo, bez gwałtu fizycznego można załatwiać nieporozumienia i konflikty.
Odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku i kilka lat następnych można uznać za okres renesansu nadziei i czynu. Doktor dwoi się i troi. Przygotowuje nowe książki, drukuje artykuły w różnych czasopismach, doskonali system wychowawczy w sierocińcach, organizuje wspólne kolonie letnie dla żydowskich dzieci z Krochmalnej i polskich z Pruszkowa. We wszystkich jego wy- (...)
stąpieniach, referatach i książkach dominuje uczucie niesprawiedliwości wobec dziecka. Znamienne są nawet tytuły niektórych jego dzieł: "Jak kochać dziecko", "Prawo dziecka do szacunku", "Prawidła życia". Świat jego zdaniem bezwzględnie wymaga reformy, a zreformować świat – to zreformować wychowanie. Choć wielu było wówczas ludzi jasnej myśli, Korczak nie bez przyczyny czuł się osamotniony. Porzuca więc praktykę lekarską i zamyka się w Domu Sierot by tam budować lepsze życie dla gromadki dzieci, wyciągniętych z nędzy. Powstaje tu idealna republika dziecięca: samorząd reguluje życie, sąd koleżeński stoi na straży porządku i sprawiedliwości, a praca ludzka zostaje podniesiona do wysokiej rangi. Siedem dobrych lat dostawało w darze od losu 107 stałych mieszkańców Domu Sierot, by potem wrócić do normalnego bezlitosnego życia, ale już z umiłowaniem prawdy, sprawiedliwości, z przekonaniem, że świat może być lepszy i że to znów tylko od ludzi zależy.
W Polsce zagęszcza się nieustannie atmosfera nienawiści rasowej. Pikietowanie sklepów żydowskich pod osławionym hasłem "Nie kupuj u Żyda", getto ławkowe na uniwersytetach, wreszcie pogromy – oto pokłosie szalejącego nad Wisłą antysemityzmu lat trzydziestych.
Wielu byłych wychowanków Domu Sierot emigruje do Palestyny. Doktora ogarniają obawy o los powierzonej mu gromadki sierot. Rozwiewa się wiele wczorajszych marzeń, [overcrossed: następuje agonia wiary i nadziei]. [overcrossed: Moje] "Lama?" – kołata się w zmęczonym mózgu. "Czymże jest rozczarowanie – zastanawia się Korczak. Stwierdzeniem, że [overcrossed: ulegliśmy lekkomyślnej iluzji...]" W jednym z listów do b. wychowanka, który osiadł w Palestynie, pisze: "... My nastawieni na wczoraj, wy na jutro. My – pomniki i groby; wy – kołyski i już jasne spojrzenia dzieci bardziej świadomych czujnych. Z złudzeniami żyliśmy tak długo..."
W steranym życiem, ale wciąż żywotnym Doktorze dojrzewa postanowienie wyjazdu do Izrael. [overcrossed: "Tam, gdzie najgorszy nie plunie w twarz najlepszemu tylko dlatego, że jest Żydem".]
Dwa razy był Korczak w Palestynie. Dwa razy po sześć tygodni pracował w kibucowym domu dziecka w Ein-Charod. Będąc w Ein-Charod tęsknił za swymi dziećmi z Krochmalnej, za Warszawą, gdzie niemal całe życie spędził. W Warszawie znów pożerała go tęsknota za Ein-Charod. Z silnym uczuciowym zaangażowaniem opowiadał o swoich palestyńskich wrażeniach. Zapytałem go raz, jak widzi problem współżycia Żydów i Arabów. Palestyne porównał Doktor do sznura, którego końce znajdują się, jeden w ręku Żyda, drugi – Araba. Każdy ciągnie sznur w swoją stronę. Sznur się przy tym napina, ale zbliża do siebie przeciwników. W chwili gdy napięcie słabnie i Żyd z Arabem są już blisko siebie, ktoś z zewnątrz sznur przecina i "zabawa" rozpoczyna się na nowo.
Rok 1939. Złowieszcze czarne chmury kłębiły się nad Polską. Zbliża się katastrofa. Jak tu w godzinie próby pozostawić Dom na pastwę losu. Pozostaje więc w Warszawie. Wraz z dziećmi znalazł się za murami getta na Śliskiej, dokąd Dom Sierot przeniesiono. Życie w domu płynie na pozór normalnie. W dzień Doktor w roli wielkiego jałmużnika prośbą i groźbą zdobywa środki na utrzymanie swoich dzieci. Wieczorem zwala się jak ścięte drzewo na swoje łóżko w izolatce dla chorych. W nocy budzi się, by wynieść kubły po chorych i... pospiesznie pisze "Pamiętnik". Tak pospiesznie, bo "homo rapax" zwyciężał na całej linii.
Rytm pracy Domu nie ulegał jednak zakłóceniu. Kółko Pożytecznych Rozrywek rozwinęło nawet działalność teatralną. Wystawiono m.inn. "Pocztę" Rabindranatha Tagore. Przedstawienie odbyło się 18 lipca. Mały Abrasza o płonących, czarnych oczach grał rolę umierającego hinduskiego chłopca Amali. Byłem na tym przedstawieniu. Wstrząsające wrażenie wywarła na widzach śmierć Amali. Dorośli [overcrossed: trwali] w bezruchu, a dzieci głośno [overcrossed: zakwiliły / łkały].
szlochały. Doktor zapytany dlaczego właśnie ten utwór wybrano, przybladł i z grymasem bólu odpowiedział: kiedy walczyć nie można, trzeba nauczyć się spokojnie patrzeć śmierci w oczy...
Środa 5 sierpnia 1942 roku. Hitlerowcy wdarli się do domu z krzykiem "alles herunter". Dzieci ustawiły się w kolumnę. Na czele Pan Doktor. Pochód zamykała Pani Stefa. Marsz na Umschlagplatz odbywał się bez zamieszania. Doktor ze wzgardą odrzucił propozycję ss-mana, by pozostał. Pomagał ładować dzieci do wagonów. Dzieci były spokojne, bo przecież z nimi byli p. Doktor i p. Stefa. Ostatni wszedł do wagonu Henryk Goldszmit. Jak na ojca przystało, poszedł na śmierć wraz z gromadą swych żydowskich dzieci. [overcrossed: jako ich część nierozdzielna... wyznał swą prawdę.]
pracowników wkroczył w ostatni etap swej drogi prowadzącej do obozu zagłady w Treblince. Ten dumny protest bez słów świat obleciał, zaalarmował opinię publiczną, poruszył serca i sumienia ludzkie, stał się legendą.
Legendarna śmierć Korczaka była logicznym zakończeniem, nieuchronną konsekwencją życia, poświęconego bez reszty pracy i walce o dobro dziecka.
X X X
Spróbujmy zebrać garść wiedzy o Henryku Goldszmicie, aby zrozumieć Jego, a może nie tylko Jego...
Urodził się w Warszawie w zasymilowanej, zamożnej, inteligenckiej rodzinie. Nadano mu imię Henryk po dziadku Herszu – lekarzu. Dziecko było wychowywane w duchu polskiej kultury, na polskim obyczaju i tradycji. [overcrossed: Można nawet przypuszczać, że później długo identyfikował się z krajem, w którym urodził się, wyrósł i za swój uważał.]
Kiedy wiadomość o narodzinach dziecka dotarła do zaprzyjaźnionego z rodziną Goldszmitów nadrabina Paryża, ten składając życzenia napisał, że z chłopca wyrośnie wielki mąż w Izraelu.
Naród żydowski może być niewątpliwie dumny ze swego syna, "ojca cudzych dzieci" – który żył pięknie i po ludzku śmiercią nieludzką wraz z nimi umierał... Dorobek Korczaka w dziedzinie teorii i praktyki wychowania oraz Jego spuścizna literacka stały się własnością świata. Jego książki tłumaczone są nawet na japoński, nie mówiąc już o angielskim, francuskim, hebrajskim, rosyjskim czy niemieckim.
Kim był właściwie Janusz Korczak? Czym zdobył sobie sławę i sympatię świata? Ograniczę się do podania niektórych faktów z życiorysu, aby czytelnik zrozumiał proces s t a w a n i a s i ę i o b u m i e r a n i a tego C z ł o w i e k a.
LAMA? (WHY?) – English Version
Introduction:
In the Korczak Archive in Stockholm, I discovered a four-page manuscript written by my father titled "Lama." In Hebrew, lama (לָמָה) means "why." The pages were held together by an old paperclip. I do not know if it was a speech or an article for publication, but in light of my recent reflections on the "Math of Survival," this title—"Why?"—feels incredibly symbolic. It mirrors the very questions I am asking today.
In the Korczak Archive in Stockholm, I discovered a four-page manuscript written by my father titled "Lama." In Hebrew, lama (לָמָה) means "why." The pages were held together by an old paperclip. I do not know if it was a speech or an article for publication, but in light of my recent reflections on the "Math of Survival," this title—"Why?"—feels incredibly symbolic. It mirrors the very questions I am asking today.
The Document Text:
My father begins with a meeting in Stockholm where Israeli children, looking at a poster titled "It’s Hard to Be a Jew," ask: Lama? Why is it hard? For them, born in a free Israel, the concept is foreign. My father writes: "They do not know the labyrinth of the paths of their grandfathers... paths that rarely led to a goal."
My father begins with a meeting in Stockholm where Israeli children, looking at a poster titled "It’s Hard to Be a Jew," ask: Lama? Why is it hard? For them, born in a free Israel, the concept is foreign. My father writes: "They do not know the labyrinth of the paths of their grandfathers... paths that rarely led to a goal."
He centers the story on Henryk Goldszmit—Janusz Korczak. He writes as someone who had the privilege of working by the Old Doctor's side for over a decade, including the years in the Warsaw Ghetto. He traces Korczak’s journey from a "child of the salon" to the "father of other people's children."
The crossed-out passages are particularly haunting. My father struck through the sentence stating that Korczak "was born a Jew and never hid it... though some might say he was a Pole." This struggle for identity—the right to be both in a world of hate—pulses through every page.
He recounts the final days in the Ghetto. He describes the performance of Tagore’s The Post Office, where little Abrasza played the dying boy, Amal. "I was at that performance," my father writes. When Amal died on stage, the children in the audience sobbed. When asked why he chose such a play, Korczak replied: "When one cannot fight, one must learn to look death calmly in the eye..."
The climax comes on August 5, 1942. My father describes the march to the Umschlagplatz. Korczak at the front, Stefa Wilczyńska at the rear. The calm of the children, who trusted their guardians until the end. My father crossed out the line stating that by entering the wagon, Korczak "confessed his truth." This "perishing of a Man," as my father calls it at the end, became a legend—but for him, it was simply the inevitable conclusion of a life devoted to the child.
