![]() |
| Antena: ilustrowany tygodnik dla wszystkich R.2, nr 47, str. 18 (24 listopada 1935). |
Janusz Korczak rozpoczął swoją stałą współpracę z Polskim Radiem w 1934 roku i szybko stał się jedną z najbardziej uwielbianych postaci u progu ery radiofonii w Polsce m.in. dlatego że Korczak nie wygłaszał sztywnych odczytów. Jego pogadanki (nazywane głośnymi felietonami) były pełne ciepła, intymności i głębokiego zrozumienia psychiki dziecka. Mówił cicho, ściszonym głosem, jakby zwracał się do jednego, konkretnego słuchacza.
Transmisja ze szpitala, opisana przez publicystę Esge, była na tamte czasy wydarzeniem przełomowym. Wyjście z mikrofonem bezpośrednio do łóżek chorych dzieci, do szpitala im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, pokazało niezwykły zmysł reporterski Korczaka. Radiowy wóz transmisyjny pozwolił Polakom usłyszeć autentyczny, wzruszający dialog lekarza z cierpiącymi dziećmi.
Transmisja z 14 listopada 1935 roku nie byłaby możliwa bez dynamicznie rozwijającej się sekcji technicznej Polskiego Radia. W tamtych czasach nadawanie programu spoza studia (tzw. „audycje zza drutu”) wymagało ogromnego wysiłku logistycznego. W połowie lat 30. Polskie Radio dysponowało specjalnymi, nowoczesnymi wozami transmisyjnymi. Były to najczęściej specjalnie zaadaptowane samochody ciężarowe i furgony wiodących marek (takich jak Chevrolet (na fotografii z 1939 roku) lub krajowy Polski Fiat 621 L. Wewnątrz takiego samochodu znajdowały się mobilne studio i reżyserka. Samochód wyposażony był w ciężkie szpule z kablami mikrofonowymi o długości setek metrów, które ciągnięto np. jak w transmisji ze Starym Doktorem, bezpośrednio do sal szpitalnych. Wóz transmisyjny podjeżdżał pod budynek szpitala. Ekipa techniczna łączyła się za pomocą specjalnych kabli z najbliższą studzienką telefoniczną (linią napowietrzną/kablową), skąd sygnał wędrował bezpośrednio do centrali Polskiego Radia przy ul. Zielnej w Warszawie, a stamtąd do potężnej stacji nadawczej w Raszynie.
Publicysta i recenzent radiowy tygodnika Antena, Stanisław Gieżyński* (stąd skrót S.G. – Esge), tak opisał pierwszą transmisję Starego Doktora:
A jednak w ubiegłym tygodniu zdarzyła się właśnie taka audycja. Była nią transmisja, przeprowadzona w dn. 14.XI przez „Starego Doktora“ z kliniki chorób dziecięcych w szpitalu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. „Stary Doktór“ nie opisywał ani urządzeń, ani też nie opowiadał o celach i zadaniach tej instytucji, ale poszedł sobie po prostu z wizytą do chorych dzieci, aby z niemi pogwarzyć, dowiedzieć się co im dolega. I ta ujmująco bezpretensjonalna, prosta, niezawierająca tanich efektów całość była wzorem bezpośredniości i niekłamanego, chociaż nienarzucającego się uczucia.„Gdyby pan nauczyciel mógł widzieć dzięki promieniom Roentgena, jak trwożnie bije serce niejednego ucznia — napewno nigdy nie byłby dla nich zbyt surowy...“**Oto jedna z „perełek“, wyłowionych z tej miłej audycji.Esge.
* Pod kryptonimem Esge (zapisywanym w prasie również fonetycznie jako S-g) najprawdopodobniej ukrywał się przedwojenny publicysta i recenzent radiowy Stanisław Gieżyński (stąd skrót S.G. – Esge). Był on stałym współpracownikiem tygodnika „Antena” oraz „Kuriera Warszawskiego”, specjalizującym się właśnie w felietonach i omówieniach bieżącego programu Polskiego Radia.
Był to wykład inauguracyjny Janusza Korczaka dla studentów – przyszłych wychowawców i nauczycieli. Korczak zamiast tradycyjnego, teoretycznego odczytu przyszedł na salę wykładową z małym, kilkuletnim chłopcem (prawdopodobnie wychowankiem z Domu Sierot). Na oczach studentów postawił malca przed ekranem aparatu fluoroskopowego (rentgenowskiego) i uruchomił urządzenie. Chłopiec, nie rozumiejąc sytuacji i stojąc w ciemnej sali przed nieznaną maszyną, potwornie się przeraził. Studenci zobaczyli wtedy na ekranie rtg szaleńczo, trwożnie dygocące i bijące serce dziecka. Wtedy Korczak wypowiedział swoje słynne słowa: „Zapamiętajcie na zawsze ten widok. Tak wygląda serce dziecka, kiedy się boi”.
Wykład ten przeszedł do historii światowej pedagogiki jako jeden z najbardziej obrazowych i wstrząsających dowodów na to, jak niszczycielską siłą dla psychiki i fizjologii dziecka są strach oraz autorytarna surowość dorosłych.


