Tuesday, October 13, 2026

"Wakacje" Janusza Korczaka



Dzisiaj z rana po przebudzeniu myślałem o moich wakacjach. Fala ciepła przyszła, gdy myślałem o wakacjach jako dziecko w Dziwnowie. Najpierw dworzec kolejowy w Warszawie, walizki, rower taty (Pana Miszy) i gwizd lokomotywy, który nie tylko sygnalizował, że pociąg odjeżdża, ale również, że można było zacząć jeść, zaczynając od jajek na twardo. Potem obrazy jak z książki dla dzieci: Aleja Komarowa na plażę, łowienie ryb, betonowa droga do sąsiedniej osady i moja mama opowiadająca lub deklamująca wiersze. Wszystko to w slow motion. Powoli, bez stresu, poganiania, teraz to się temu dziwię! W jakiś sposób ten gwizd lokomotywy połączył mnie z wyjazdami Korczaka na jego pierwsze kolonie, nie jako dziecko, lecz jako wychowawca. Potem z uśmiechem pomyślałem o jego wakacjach w Pedagogice żartobliwej.

Czy Janusz Korczak (właściwie Henryk Goldszmit), nazywany „Starym Doktorem”, miał wakacje?
I tak i nie. Korczak traktował swoją pracę jako misję życiową, przez co rzadko i niechętnie korzystał z dłuższych urlopów. To, że wyjeżdżał na letnie kolonijne turnusy jako wychowawca, to była praca zarobkowa (np. Michalówka czy Wilhelmówka). Tam łączył opiekę nad dziećmi z pisaniem swoich dzieł (m.in. fragmentów książek i pedagogicznych notatek). Późniejsze wakacyjne wyjazdy razem ze swoimi wychowankami z Domu Sierot do Gocławka uważał jednak za urlop.

Zdarzały się krótkie przerwy, takie jak dwutygodniowe „urlopy do miasta” czy sporadyczne wyjazdy regeneracyjne, choć w swoich tekstach (np. w Pedagogice żartobliwej) pisał, że odpoczynek od dzieci i codziennych trosk sierocińca był dla niego trudny. Pedagogika żartobliwa ma podtytuł, „Moje wakacje”. Inne połączenie Korczaka z wakacjami to jego własne opowiadanie z letniska, gdzie jako dziecko płynął łódką ze swoim ojcem i spotkał znanego polskiego pisarza. Potem wakacje z Tokarzewskim