Thursday, January 16, 2025
Wednesday, January 15, 2025
Tuesday, January 14, 2025
Przedkorczakowski "Dom Sierot" w Grodzisku Mazowieckim - Gdzie?
![]() Grodzisk Mazowiecki był znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy. |
Czeka mnie w tym tygodniu podróż koleją do Grodziska Mazowieckiego. Tam poszukiwanie domu, miejsca w którym był przytułek dzieci przed przeprowadzką na ulicę Franciszkańską. nr. 2. gdzie dzieci spędziły 4 lata zanim mogły być przeniesione do własnego domu wybudowanego na ten cel, przy ul. Krochmalnej nr. 92.
Grodzisk Mazowiecki był znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy. W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy przytułek dla dzieci który poprzednio mieścił się w kilkupokojowym lokalu przy ul. Żabiej nr. 3.
W XIX w. Żydzi stanowili ponad 89 procent mieszkańców Grodziska Mazowieckiego. W miescie była synagoga i dwa cmentarze żydowskie.
P.S: Dojechałem koleją (za 9 zł) do Grodziska Mazowieckiego. Niestety nie znalazłem miejsca w którym był przytułek dzieci przeniesionych tam z Warszawy. Oddałem sprawę do miejscowego Archiwum. Obiecali pomóc!
![]() |
| Grodzisk Mazowiecki |
![]() |
| Grodzisk Mazowiecki |
![]() |
| Grodzisk Mazowiecki |
Na początku XX w. grodziska gmina żydowska rozwijała się prężnie. Wzrastał poziom wykształcenia, zaczęła również tworzyć się elita intelektualna i kulturalna. Istniała drewniana synagoga, cmentarz, mykwa oraz żydowska szkoła religijna i elementarna. Mnóstwo było straganów z koszernym jedzeniem, warsztatów rzemieślniczych i sklepów. Z tego czasu pochodzą okazałe kamienice, stanowiące dowód zamożności miejscowej elity.
Archiwum Państwowe w Warszawie Oddział w Grodzisku Mazowieckim
XXV lat działalności Towarzystwa "Pomoc dla Sierot": 1908-1933, str. 14.
Po długich staraniach uzyskano w końcu 1907 roku zatwierdzeniestatutu, a w początkach 1908 roku, Towarzystwo rozpoczęło swoją działalność. Z początku skromną. Wynajęto kilkupokojowy lokal, przyul. Żabiej Nr. 3, który miał służyć i na przytułek dla kilkanaściorgadzieci i na kancelarję. Że jednak właściciel domu nie chciał się na tozgodzić, zaś lokale w Warszawie były drogie, a środki Towarzystwa jeszcze bardzo szczupłe, zdecydowano się zrezygnować z lokalu w War-szawie i postanowiono wynająć pomieszczenie w Grodzisku, gdziewkrótce liczba dzieci wzrosła do 40-tu.Duża odległość od miasta okazała się w następstwie bardzo niewy-godna, nie pozwalała bowiem Zarządowi na roztoczenie nad Przytułkiem należytego nadzoru, wobec czego znów zaczęto szukać lokaluw Warszawie. W końcu udało się lokal niedrogi i narazie wystarczający znaleźć na ul. Franciszkańskiej Nr. 2. Tutaj dzieci spędziły 4 latat. j. aż do dnia, w którym mogły być przeniesione do własnego domu,wybudowanego na ten cel, przy ul. Krochmalnej Nr. 92.
W roku 1908, według rozkładu jazdy do Grodziska kursowało już 6 par pociągów, wyposażonych w wagony klasy II oraz III. Wprowadzono także bilety "spacerowe" sprzedawane w niedziele i święta.
Kolej przyczyniła się wydatnie do rozwoju Grodziska, który stał się celem wycieczek warszawiaków, a potem znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy. Pierwsze przejazdy "parochodu" wywoływały jednak panikę wśród chłopów i mieszkańców małych miasteczek. Tak reakcje ludności opisywał konduktor J. Rutkowski w dziełku Parochód djabłem z 1847 r.:„Bies leci! gwałtu reta leci!Uciekajta żywo, uciekajta dzieci,Zydy, Zydówki, Zydzięta,Bierzta krowy i cielęta!Chrześcijanie do kaplicy,Wy Zydkowie do buźnicy,Uciekajta, koniec świata,Bies na nasą ziemię wlata."
![]() |
| Pierwsze przejazdy "parochodu" wywoływały jednak panikę wśród chłopów i mieszkańców małych miasteczek. Tak reakcje ludności opisywał konduktor J. Rutkowski w dziełku Parochód djabłem z 1847 r. |
Monday, January 13, 2025
Ulica Wolność (Zegarmistrzowska) nr. 14 i 16 - Korczak - Nasz Dom - Dom Dziecka - Deportacja - Wielka Akcja - Harry Kaliszer - Opiekunka grupy chłopców w Domu Dziecka zaczęła szukać pomocy w książkach Korczaka.
![]() |
![]() |
| Ulica Wolność/Zegarmistrzowska nr. 14. |
![]() |
| Informacja CENTOS o Domu Dziecka przy ul. Wolność/Zegarmistrzowskiej 14. Również Gazeta Żydowska z 7 stycznia, 3/2, 6/3 i 21/2 pisała o Domu Dziecka. |
Rok 1939
W czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku zdecydowano się ewakuować Nasz Dom na Bielanach na ulicę Zegarmistrzowską/Wolność 14 na Woli. Do wybuchu wojny był tutaj dom noclegowy dla bezdomnych chłopców Towarzystwa Ognisk dla Młodzieży. Kapitulacja Warszawy została podpisana 28 września, a 2 października 1939 roku wróciły dzieci na piechotę z ulicy Wolności 14 z powrotem na Bielany do „Naszego Domu”. W „Naszym Domu” działał tam jeszcze szpital wojskowy.
Janusz Korczak podczas całej kampanii wrześniowej i obleżenia Warszawy zajmował się nie tylko dziećmi Domu Sierot, ale również wychowankami i personelem naszego Domu, którego głównym problemem po przeprowadzce na ulicę Zegarmistrzowską/Wolność 14 na Woli było zaprowiantowanie. (Tutaj poprzedni tekst).
Rok 1942-43
Harry Kaliszer był zastępcą kierownika Domu Dziecka przy ul. Wolność 14 (16). Dzięki niemu (tak twierdzi Rachela Kleiner w swojej Relacji nr. 301-6597) poprawiły się znacznie warunki bytowe dzieci. Na gołe wcześniej prycze przyniesiono sienniki i prześcieradła, wprowadzono dietę i porządek dzienny. W marcu 1942 r. dzień zaczynał się od gimnastyki.
Gdy dzieci zostały podzielone na grupy dziewczynek i chłopców, Rachela Kleiner została opiekunką grupy chłopców w Domu Dziecka. By podołać problemom, zaczęła szukać pomocy w książkach Korczaka.Harry należał do komórki PPR utworzonej w Domu, tzw. "piątki". Kiedy zaczęły dochodzić wiadomości o wysiedleniu Żydów z getta, usiłował przekształcić Dom w fabrykę, mając nadzieję, że Niemcy oszczędzą pracujących. Do ciasnych pomieszczeń, na korytarze i klatki schodowe wstawiają strugi, piły, deski itp. Nic to nie pomogło.
Harry Kaliszer był zastępcą kierownika Domu Dziecka, Marka Goldkorna, przy ul. Wolność 14 (16). Wychowanek Domu Sierot Korczaka w latach 1920–1927. Był pierwszym stałym korespondentem "Małego Przeglądu", na użytek którego został z Herszka reporterem Harrym. /1927 r, "Mały Przegląd" nr 41 -"Pmiętnik reportera. Próba"/. Jako szesnastolatek przemierzył na gapę Europę do wybrzeży Afryki, był w Palestynie i w Syrii. Żonaty z Różą.
Na przełomie 1941 i 1942 Harry pracował w Pogotowiu Opiekuńczym dla Żebrzących dzieci ulicy przy ul. Wolność/Zegarmistrzowskiej. Zorganizował tam zakład stolarski, co miało zabezpieczyć wychowanków i personel przed deportacją. Później pracował w szopach na Wolskiej i Okopowej. W getcie otworzył na dachu ośmiopiętrowego domu, w którym mieszkał, płatną plażę. Po jakimś czasie robiło się gorąco od blaszanego dachu. Wtedy przynosił kilka wiader wody, którą polewał opalających się ludzi (wiosną do lipca 1942 r.). Uniknął wywózki w 1942 r., próbował dostać się do partyzantki. Nie udało się. Uwierzył niemieckiej obietnicy, że Żydzi-obcokrajowcy będą mogli wrócić do swoich krajów, i kupił dla siebie i żony paszporty brazylijskie. Harry i Różyczka zginęli wraz z resztą "obcokrajowców" w niemieckich obozach śmierci /sprawa "Hotelu Polskiego" - czekało w nim na wyjazd ok. 1000 Żydów/.
25 marca 1942 r. Korczak pisze do Harry´ego gdzie zapewnia o o swojej przyjaźni, miłości, i z uznaniem pisze o zmianach na korzyść w osobowości Harry´ego. Pisze, że na starość ceni przyjaciół jeszcze bardziej: czuje się osamotniony, nowych bliskich już mu nie przybywa. Pisze o "najbliższej przyszłości".*
Z Gazety Żydowskiej, nr 3, 7 stycznia 1942:
Opieka nad dzieckiem na drodze rozwoju3 nowe, wielkie Domy Sierót„Miesiąc Dziecka" w r. 1941 był niewątpliwie punktem przełomowym w dziedzinie opieki nad dziećmii sierotami. Dzięki tej niezwykle rozległej i poważnejakcji społecznej udało się zmobilizować zarówno dośćpokaźne fundusze jak i skoncentrować zainteresowanieszerokich kół społecznych dla sprawy dziecka żydowskiego. Dzięki tej akcji wypłacił już „Centos" stosunkowo znaczne sumy wszystkim zakładom opiekuńczym na zaopatrzenie zimowe, na najniezbędniejsze inwestycje oraz na zakup odzieży i dodatkowych produktów. Dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka" utworzony już został szereg półinternatów i Izb Zatrzymań orazjeden internat (przy ul. Twardej 35) dla ok. 100 dzieci.W chwili obecnej przystępuje „Centos" do realizacji głównego zadania Akcji, do zorganizowania nowych,dużych Domów Sierot. Dzięki interwencjom „Centos’u"Biuro Kwaterunkowe przy Radzie Żydowskiej przyznało„Centos’owi" dom przy ul. Zegarmistrzowskiej (Wolność) Nr 14, w którym znajdował się do nie dawnainternat dla dzieci polskich („Pogotowie Opiekuńcze").Poza tym przyznana została „Centos’owi" część budynkuprzy ul. Zegarmistrzowskiej Nr 16/18, w którym po¬przednio znajdował się polski internat dla chłopców. —W obu budynkach, zajmujących przeszło 100 sal i izb,zamierza „Centos" zorganizować wielkie Domy Sierot,w których będzie można dać schronienie około 800 dzieciom. Plany organizacyjne obu zakładów zostały jużprzygotowane. Obecnie „Centos" przystępuje do ichrealizacji.Jednocześnie dzięki wpływom z „Miesiąca Dziecka",zostaje utworzony nowy, duży internat przy ul. Dzielnej 61, w którym znajdzie opiekę przeszło 300 dzieci.Internat ten zostaje zorganizowany przez specjalnypatronat społeczny przy współudziale „Centos’u" i Zakładu Zaopatrywania. Prezesem tego ogromnie aktywnego i ofiarnego patronatu jest p. Prez. A. Gepner. —Zakład ten, noszący symboliczną nazwę „Dobra Wola"będzie przeznaczony głównie dla bezdomnych „dzieciulicy". Lokal (4-piętrowy) tego zakładu jest już w dużej mierze wyremontowany i w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostanie on oddany do użytku dzieci.W trzech nowych zakładach znajdzie dom, schronienie i serdeczną, pieczołowitą opiekę przeszło1 sierot i dzieci opuszczonych.
25 marca 1942
Kochany Harry!Czuję, że masz żal do mnie. Sądzisz mylnie, że ochłódł mój życzliwy do Ciebie stosunek. – Może i Różyczka myśli, że zmieniłem się, a nie wiesz dlaczego. Oboje jesteście w błędzie – bliscy i drodzy, jak dawniej. W moim wieku ceni się przyjaciół bardziej jeszcze – ubywają, coraz ich mniej, coraz wokoło boleśniejszy luz i pustka; nowych nie przybywa. Zmienił się Twój do mnie stosunek i moja przyjaźń inna teraz, ale bynajmniej nie mniejsza. Tylko Ty inny jesteś już: wyrosłeś, spoważniałeś duchowo, zmężniałeś. Jak określić Twój dawny pogląd na życie? – Bawiło Ciebie. Było śmieszne i śmieszni byli ludzie. – Jest komizm nawet w łajdactwie, nawet w zbrodniach. Ciekawy życia i ludzi, spostrzegawczy, krytyczny – czynny i towarzyski – widziałeś wiele i wielu, ostro, przenikliwie; reagowałeś żywo i wbrew woli z humorem. – Przebaczali Ci, pozwalali – może nawet prowokowali: byłeś im potrzebny jak ostra przyprawa do jałowej bądź co bądź paszy. – Ambitny „psotnik”, pozwalałeś sobie na wiele. Sprawiało Ci zadowolenie, że boją się, a jednak chętnie widzą – krzywią się, śmiejąc się zarazem. Unikałeś wszystkiego, co dotkliwie boli – siłę Twoją widziałeś w tym, co było dowodem słabości, braku odporności i hartu.Nagle trzeźwym wzrokiem spojrzałeś i dostrzegłeś, co dzieje się wokoło; zbudziłeś się z chłopięcego snu; dłużej bronić się i odżegnywać się od prawdy, okrutnej prawdy – mogłeś tylko za cenę tchórzostwa i nieuczciwości. Jesteś odważny i prawy. Był moment, kiedy zachowując jeszcze zewnętrzne pozory kapryśnego chłopaczka i złośliwego lekkoducha – stałeś się mężczyzną, który rozumie i własną współodpowiedzialność. Żebrak przestał być komiczny, a szubrawiec ucieszny. – Nadąsanie i łatwa krytyka stała Ci się niegodnym szukaniem wygodnej odpowiedzi na ogólne pytanie: co robić – co mamy robić my – Ty i Różyczka – ja i inni bliscy. Można by to nazwać nagłym wyrzutem sumienia i chęcią jego zbudzenia. Praca Twoja jest drobna w porównaniu z tym, co jest do zrobienia i co byś pragnął zrobić, ale wielka w obliczu tego, co leży odłogiem i czeka, co zbiera żniwo śmierci i cierpień bez miary. Uważaj swoją pracę za egzamin i szczebel. Nie próbuj przeskoczyć sam siebie przed czasem. Zanim kurtyna zapadnie – potrzebna będzie Twoja młodość, energia i siły. – Niedługo czekać będziesz na nowe wezwanie i nowe zadania. Prawda, że mogę liczyć na Ciebie i na Was jako na bardzo bliskich, dojrzałych towarzyszy broni? Męski, żołnierski uścisk ręki Tobie i Różyczce.
W liście mowa o żonie Harrego, Róży.
Gazeta Żydowska 1942 7 stycznia 1942 3/2, 6/3, III 21/2,
Saturday, January 11, 2025
Dlaczego Panna Stefania Wilczyńska opuściła Dom Sierot podczas nieobecności Korczaka i Eliasberga którzy zostali powołani do wojska podczas I Wojny światowej?
English title:
Why did Miss Stefania Wilczyńska leave the Orphanage "Dom Sierot" during the absence of Korczak and Eliasberg, who were drafted into the Russian army during World War I?
Why did Miss Stefania Wilczyńska leave the Orphanage "Dom Sierot" during the absence of Korczak and Eliasberg, who were drafted into the Russian army during World War I?
![]() |
| Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918. |
Szukam odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Panna Stefania Wilczyńska opuściła w październiku 1917 roku Dom Sierot. Zrobiła to podczas nieobecności Korczaka i Eliasberga którzy, jako lekarze, zostali powołani do rosyjskiego wojska podczas I Wojny światowej? Korczak był poza Domem Sierot ponad cztery lata. Według pamiętnika pisanego przez jedną z wychowanek Domu Sierot, panna Stefa opuściła Dom Sierot w bardzo ciężkim okresie. Panował wtedy straszny głód i epidemia dezynterii i tyfusu plamistego. Wilczyńska, zatrudniona jako kierowniczka Domu Sierot musiała dostać na to pozwolenie od Towarzystwa Pomoc dla Sierot. Zostawiła Dom Sierot pod kierownictwem młodej, niedoświadczonej Esterki Wajntraub (Weintraub). Oczywiście, było to do przewidzenia, że dzieci Domu Sierot nie będą słuchały panny Esterki*** i rutyny Domu Sierot, mi.in. higieny nie bedą dostatecznie nadzorowane. To chyba podczas nieobecności panny Stefy wybuchła w Domu Sierot na Krochmalnej epidemia tyfusu i praczka Wosia nosiła dzieci do szpitala dziecięcego im. Marii i Karola. przy ul. Leszno 136 (róg ul. Żytniej).
Kiedy dokładnie panna Stefa wróciła do Warszawy i Domu Sierot nie jest znane. Prawdopodobnie pod koniec grudnia 1917 roku.
W pamiętniku anonimowej wychowanki Domu Sierot, „Dziewczynki numer 56” opublikowanym 15 lat po opisanych zdarzeniach (w latach 1917-1918) w Domu Sierot dowiadujemy się nie tylko o głodzie panującym w domu, o skromnych porcjach i sprzedaży brukwi i innych warzyw w "sklepiku" Domu Sierot. „Dziewczynka numer 56” opisuje dokładnie powrót dawnej wychowanki Domu Sierot, Esterki Weintraub w styczniu 1917 roku i jak Esterka stała się wychowawczynią "Panną Esterką" w Domu Sierot gdzie poprzednio była wychowanką. Między wierszami można wyczuć że Panna Stefa która razem z Korczakiem traktowali Esterkę jako własne dziecko, oskarża siebie o śmierć Esterki. Bo właśnie podczas nieobecności p. Stefy tyfus plamisty zawitał do Domu Sierot.
Jakie dokładnie były kontakty miedzy p. Stefa a sierocincem w Łodzi. Czy to była placówka "Dom Sierot" Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Opieki nad Sierotami który był prowadzony wg. zasad panujących u Korczaka? W ich regulaminie czytamy "Wszystkie dzieci począwszy od najmłodszych lat – winny być
przetworzone na pracowników, z których każde, zależnie od wieku, zasobu sił, jakości i stopnia uzdolnienia i chęci, powinno mieć obowiązek
współpracy we wspólnej tej dużej rodzinie”. ****
Wydaje mnie sie jednak że to była inna placówka albowiem Dom Sierot Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Opieki nad Sierotami miał w tym okresie prawie 20 osób personelu na 170 dzieci.
We wspomnianym pamiętniku pod datą 7 stycznia 1918 roku jest wypowiedz panny Stefy o sierocincu w Łodzi i komentarz piszącej wychowanki, „Dziewczynki numer 56”:
- Tak, moi drodzy. Zastałam tam wielki nieporządek. Dzieci są rozdokazywane i nie uznają higieny, ścierki do kurzu leżą pod łóżkiem, aby nie trzeba było ich jutro szukać kości od mięsa chowa się pod poduszki, a kubeł który trzeba znieść z drugiego na pierwsze piętro kopie się noga, i w ten sposób kubeł sam zjeżdża na swoje miejsce...Czuliśmy jednak, ze p. Stefa ma coś zupełnie innego na myśli, ze napewno powie także o porządkach, jakie panowały podczas jej nieobecności. I o tem najgorszem: że dzieci nie słuchały p. Esterki.
Moje jedyne wytłumaczenie "nieobecności panny Stefy" w tak krytycznym okresie to (podobna) postawa Korczaka w lutym 1942 roku. Możliwe że opisany internat dla sierot, w Łodzi był w podobnej sytuacji jak Główny Dom Schronienia na Dzielnej 39 w okresie Getta Warszawskiego. Wtedy Korczak, pozostając dyrektorem Domu Sierot przy ul. Siennej/Śliskiej, chciał dopomóc także dzieciom w Głównym Domu Schronienia na Dzielnej i przeniósł się na Dzielna. Liczba dzieci dochodziła tam do 500, a śmiertelność wśród nich była bardzo wysoka. Chociaż kwalifikacje Janusza Korczaka były powszechnie znane, musiał złożyć formalne podanie do Judenratu - Rady Żydowskiej. Korczak potraktował jako pretekst do spisania swojego życiorysu, określanego teraz jako testament. Placówka przy ul. Dzielnej 39 uchodziła za "umieralnię dzieci”.
Czułam, że wybuchnę płaczem, ale na myśl o tem,że przebudzę p. Esterkę, która napewno się przestraszy, zlazłam cichutko z drabinki.Wiem już teraz napewno: p. Esterka jest ciężkochora.13 lutego 1918: Przyszła doktorka Gutman. Powiedziała, że p. Esterka ma tyfus. Nie wolno mi już sprzątać,korytarza. P. Stefa sama ścięła p. Esterce włosy i zadzwoniła do szpitala.Akurat wśród lekcji dał się słyszeć turkot. Toprzyjechała karetka tyfusowa po p. Esterkę. P. Stefaczemprędzej opuściła klasę, a my stanęliśmy przy ok-nie. W kwadrans potem zauważyliśmy dwóch panóww białych fartuchach, jak na krześle zanosili p- Esterkędo karetki.Twarz miała bladą, oczy smutne, a taka byładrobna na tem krześle, jak mała dziewczynka. Spoj-rzała w nasze okna. Czy to Twoje ostatnie spojrzenie,kochana panno Esterko? _ . .17 lutego: P. Stefa prawie całemi dniami siedziu p. Esterki w szpitalu. Doktorzy nie pozwalają jejprzychodzić, aby się me zaraziła, ale p. Stefa głuchajest na wszystko. Obcięła tylko włosy, aby łatwiej było utrzymać głowę w czystości.W pokoju p. Esterki nocuje Rózia K. Ona chorowała już na tyfus i chce w przyszłości zostać pielęgniarką, więc czuwa teraz razem z p. Stefą w szpitaluP. Stefa codzień przynosi nam wieści ze szpitala. jest niedobrze. Gorączka nie opada. P- Esterka mewraca do przytomności- . .Gdy nam ranem o. Stefa wchodzi do sypialni, ypowiedzieć nam „dzień dobry", patrzę na jej a ątwarz z trwogą.26 lutego 1918: O szóstej rano, gdy tylko rozległ siębudzik, zjawiła się w sypialni p. Stefa z chusteczkaprzy oczach:— Panna Esterka umarła...I z płaczem weszła do swego pokoju. Zrobiło sięcicho, potem dały się słyszeć szlochy z kąta sypialni,Temu szlochowi zawtórował płacz A w kon-cu cała sypialnia, 58 dziewczynek łkało. Jedne wtuliłytwarz w poduszkę: pozwalały tak łzom płynąc, a nie-które głośno zawodziły.
13 sierpnia 1917. Głód doprowadza ludzi do strasznychrzeczy.P. Esterka ma słabe serce i nie może się pochwa-lić dobrem zdrowiem. Z polecenia p. Stefy dyżurnawkłada do jedzenia p. Esterki więcej masła, podajejej częściej mięso i gotuje kluski z pszennej mąki.Dzieci, szczególnie chłopcy, widzą to i zazdro-szczą. Bo oni dostają kapustę, buraki, czarną kaszęi rzadką zupę, a p. Esterka dostaje białe kluseczki...— Oho, idą już białe kluseczki — mruczą podnosem, gdy dyżurna zjawia się z tacą.Albo już po prostu, zamiast nazywać pannęEsterkę po imieniu, mówią: "Białe kluseczki"...
26 października 1917: Istnieje w Łodzi taki sam inter-nat dla sierot, jak nasz- Tylko że w tym internacieniema takiej p. Stefy, p. Esterki, ani tych dwóch doktorów, którzy chociaż z daleka, ale czuwają nad na-szym domem. Tamtym dzieciom jest bardzo zle, bonie maja żadnej przyzwoitej opieki.Więc p. Stefa pojechała do tych dzieci, aby tamzaprowadzić porządek. Dom zostawiła pod opiekęp. Esterki, która jest teraz najważniejszą osobą.Dzieci łódzkie przysyłają do nas listy i chcą siępoznać listownie ze swoimi imiennikami lub imien-niczkami. Ta wymiana korespondencji jest bardzo miła. Chętnie pisujemy listy, aby czemś zapełnić czas.,,,...Tymczasem p. Stefa jest już w Łodzi dwa mie-siące. U nas wszystko idzie zwykłym trybem. P. Ester-ka doskonale sobie radzi, a dzieci słuchają jej, jak sa-mej p. Stefy.
XXV lat działalności Towarzystwa "Pomoc dla Sierot": 1908-1933
Sprawozdanie strona 24, o kresie I Wojny światowej.
Tak wygląda w najogólniejszych zarysach system wychowawczy,według którego w murach nowowzniesionego Domu Sierot wychowałysię setki dzieci, wydarte nędzy, głodowi, a nierzadko występkowi lubśmierci.Tego obywatelskiego dzieła wychowania pokoleń ludzi uczciwychi świadomych swych celów życiowych, nie była w stanie przerwać nawet niszczycielska wojna, aczkolwiek wybuch jej dotkliwie dał się weznaki Instytucji, żyjącej ze składek i ofiar. Już w pierwszym roku wojny składki zmalały do połowy, a do kłopotów materjalnych przyłączyłysię i moralne. „Pan doktór” musiał wyruszyć na front. I tylko, dziękiniestrudzonej pracy „panny Stefy", udało się w Domu Sierot wszystkotak, jak było, zachować do jego powrotu.A niedługo potem i zasłużony Prezes Zarządu, wielki jałmużnikTowarzystwa, dr. Eliasberg wezwany zostaje na wojnę, wobec czegocały ciężar trudów finansowych spada na dotkliwie uszczuplony Zarząd.Mimo to w roku 1914 mury Domu Sierot chronią 180 dzieci, gdyżze względu na okoliczności wojenne, 80 dzieci—ofiar wojny, po nadkontyngent otrzymuje opiekę półinternatową.Na domiar złego, w roku 1915 wybucha w Warszawie epidemjatyfusu plamistego. Wtedy to przybywa ze Szwajcarji dobrowolnie, rzucając posadę, b. wychowanka Towarzystwa, Esterka Weintraubówna**.Przyjeżdża, aby w ciężkich dniach, jakie Dom Sierot przeżywa, nieść pomoc w pielęgnowaniu dzieci. Niestety, sama zaraża się tyfusem i padaofiarą choroby, którą zwalczać przyjechała. Umiera jak bohaterka nastanowisku. Cześć jej pamięci!Lata 1916 i 1917, to lata walki o środki dla Towarzystwa, o wyżywienie dzieci, to wreszcie są lata rozpaczliwej walki z brakiem aprowizacji, jaki Warszawa odczuwa. Ale mimo, że w miseczkach podczasposiłków podaje się dzieciom „pęczak", zamiast dawnych pożywnychzup i mięsa, że w ich kubkach z herbatą rzadkim gościem jest cukier,Instytucja jednak trwa, nie zwężając zakresu swej działalności i niezmieniając nic ze swego wychowawczego programu. Tak, dzięki wielkim wysiłkom uszczuplonego Zarządu, przetrwaliśmy i ciężki okreswojny.
Epidemia znajduje się obecnie (rok 1917) u szczytu swego rozwoju, a może jeszcze będzie wzrastać, albowiem liczby zachorowań w ostatnich tygodniach dochodziły do niebywałych w dziejach miasta naszego cyfr, nawet do 570 zachorowań w ciągu jednego tygodnia. Od początku r. 1917 do 1 Listopada umarły na tyfus plamisty w Warszawie 983 osoby, do końca roku zapewne liczba zgonów wyniesie nie mniej, jak 1200.
O pierwszej "nieobecności" Korczaka z powodu powołania na front dowiadujemy się ze Sprawozdania Towarzystwa „Pomoc dla Sierot” za 1914 rok.
D-ra Goldszmita, jako lekarza, wypadki wojenne powołały na pole walki. Zdawano bowiem sobie doskonale sprawę, że dłuższa nieobecność D-ra Goldszmita kierownika i twórcy systemu wychowawczego Domu Sierot — mogłaby bardzo ujemnie wpłynąć na organizację i życie wewnętrzne ZaKładu. I kto wie, jakie mogłyby być tej przedłużającej się nieobecności następstwa, gdyby steru z rąk Dyrektora nie podjęła dzielnie Naczelna Kierowniczka, panna Stefanja Wilczyńska, która z całem poświęceniem i zrozumieniem kontynuuje dalej system i dzieło przez naszego D-ra Goldszmita stworzone i ukochane.
* Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży: tygodniowy dodatek bezpłatny do "Naszego Przeglądu"
Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918.
** B. wychowanka Towarzystwa, Esterka Weintraubówna przyjeżdża w 1917 r, nie w 1915.
*** Panna Esterka Weintraubówna zmarła na tyfus plamisty w lutym 1918 r.**** Regulamin wewnętrzny Łódzkiego Żydowskiego Tow. Opieki nad Sierotami, 1916, s. 7.
Subscribe to:
Posts (Atom)




























%20-%202%20-%20d8c99ffa-bb78-4ed8-a56e-7d4aae8c03aa.jpg)





