Thursday, January 16, 2025

Wednesday, January 15, 2025

Tuesday, January 14, 2025

Przedkorczakowski "Dom Sierot" w Grodzisku Mazowieckim - Gdzie?



W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego, przytułek‎ dla dzieci który poprzednio mieścił się‎‎ w kilkupokojowym‎ ‎lokalu ‎przy ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎Nr.‎ ‎3 (foto).

W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego, przytułek‎ dla dzieci który poprzednio mieścił się‎‎ w kilkupokojowym‎ ‎lokalu ‎przy ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎Nr.‎ ‎3 (foto).

W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego, przytułek‎ dla dzieci który poprzednio mieścił się‎‎ w kilkupokojowym‎ ‎lokalu ‎przy ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎Nr.‎ ‎3 (foto objekt nr. 3).



W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy przytułek‎ dla dzieci który mieścił się‎‎ w kilkupokojowym‎ ‎lokalu ‎przy ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎Nr.‎ ‎3 (Niebieska kropka). Obok Ogrodu Saskiego i Pl. Żelaznej Bramy.


Grodzisk Mazowiecki był znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy.


Grodzisk Mazowiecki był znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy.


Czeka mnie w tym tygodniu podróż koleją do Grodziska Mazowieckiego. Tam poszukiwanie domu, miejsca w którym był przytułek‎ dzieci przed przeprowadzką na ulicę‎ ‎Franciszkańską.‎ ‎nr.‎ ‎2.‎ gdzie ‎dzieci‎ ‎spędziły‎ ‎4‎ ‎lata zanim ‎mogły‎ ‎być‎ ‎przeniesione‎ ‎do‎ ‎własnego‎ ‎domu wybudowanego‎ ‎na‎ ‎ten‎ ‎cel,‎ ‎przy‎ ‎ul.‎ ‎Krochmalnej‎ ‎nr.‎ ‎92.

Grodzisk Mazowiecki był znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy. W 1907 roku Towarzystwo "Pomoc dla Sierot" przeniosło z Warszawy przytułek‎ dla dzieci który poprzednio mieścił się‎‎ w kilkupokojowym‎ ‎lokalu ‎przy ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎nr.‎ ‎3.

W XIX w. Żydzi stanowili ponad 89 procent mieszkańców Grodziska Mazowieckiego. W miescie była synagoga i dwa cmentarze żydowskie.

P.S: Dojechałem koleją (za 9 zł) do Grodziska Mazowieckiego. Niestety nie znalazłem miejsca w którym był przytułek‎ dzieci przeniesionych tam z Warszawy. Oddałem sprawę do miejscowego Archiwum. Obiecali pomóc!

Grodzisk Mazowiecki
Grodzisk Mazowiecki

Grodzisk Mazowiecki

Na początku XX w. grodziska gmina żydowska rozwijała się prężnie. Wzrastał poziom wykształcenia, zaczęła również tworzyć się elita intelektualna i kulturalna. Istniała drewniana synagoga, cmentarz, mykwa oraz żydowska szkoła religijna i elementarna. Mnóstwo było straganów z koszernym jedzeniem, warsztatów rzemieślniczych i sklepów. Z tego czasu pochodzą okazałe kamienice, stanowiące dowód zamożności miejscowej elity. 

Archiwum Państwowe w Warszawie Oddział w Grodzisku Mazowieckim

XXV lat działalności Towarzystwa "Pomoc dla Sierot": 1908-1933, str. 14.

Po‎ ‎długich‎ ‎staraniach‎ ‎uzyskano‎ ‎w‎ ‎końcu‎ ‎1907‎ ‎roku‎ ‎zatwierdzenie
statutu,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎początkach‎ ‎1908‎ ‎roku,‎ ‎Towarzystwo‎ ‎rozpoczęło‎ ‎swoją‎ ‎dzia
łalność.‎ ‎Z‎ ‎początku‎ ‎skromną.‎ ‎Wynajęto‎ ‎kilkupokojowy‎ ‎lokal,‎ ‎przy
ul.‎ ‎Żabiej‎ ‎Nr.‎ ‎3,‎ ‎który‎ ‎miał‎ ‎służyć‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎przytułek‎ ‎dla‎ ‎kilkanaściorga
dzieci‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎kancelarję.‎ ‎Że‎ ‎jednak‎ ‎właściciel‎ ‎domu‎ ‎nie‎ ‎chciał‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎to
zgodzić,‎ ‎zaś‎ ‎lokale‎ ‎w‎ ‎Warszawie‎ ‎były‎ ‎drogie,‎ ‎a‎ ‎środki‎ ‎Towarzystwa‎ ‎jesz
cze‎ ‎bardzo‎ ‎szczupłe,‎ ‎zdecydowano‎ ‎się‎ ‎zrezygnować‎ ‎z‎ ‎lokalu‎ ‎w‎ ‎War-
szawie‎ ‎i‎ ‎postanowiono‎ ‎wynająć‎ ‎pomieszczenie‎ ‎w‎ ‎Grodzisku,‎ ‎gdzie
wkrótce‎ ‎liczba‎ ‎dzieci‎ ‎wzrosła‎ ‎do‎ ‎40-tu.
Duża‎ ‎odległość‎ ‎od‎ ‎miasta‎ ‎okazała‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎następstwie‎ ‎bardzo‎ ‎niewy-
godna,‎ ‎nie‎ ‎pozwalała‎ ‎bowiem‎ ‎Zarządowi‎ ‎na‎ ‎roztoczenie‎ ‎nad‎ ‎Przytuł
kiem‎ ‎należytego‎ ‎nadzoru,‎ ‎wobec‎ ‎czego‎ ‎znów‎ ‎zaczęto‎ ‎szukać‎ ‎lokalu
w‎ ‎Warszawie.‎ ‎W‎ ‎końcu‎ ‎udało‎ ‎się‎ ‎lokal‎ ‎niedrogi‎ ‎i‎ ‎narazie‎ ‎wystarcza
jący‎ ‎znaleźć‎ ‎na‎ ‎ul.‎ ‎Franciszkańskiej‎ ‎Nr.‎ ‎2.‎ ‎Tutaj‎ ‎dzieci‎ ‎spędziły‎ ‎4‎ ‎lata
t.‎ ‎j.‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎dnia,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎mogły‎ ‎być‎ ‎przeniesione‎ ‎do‎ ‎własnego‎ ‎domu,
wybudowanego‎ ‎na‎ ‎ten‎ ‎cel,‎ ‎przy‎ ‎ul.‎ ‎Krochmalnej‎ ‎Nr.‎ ‎92.

W roku 1908, według rozkładu jazdy do Grodziska kursowało już 6 par pociągów, wyposażonych w wagony klasy II oraz III.  Wprowadzono także bilety "spacerowe" sprzedawane w niedziele i święta.

Kolej przyczyniła się wydatnie do rozwoju Grodziska, który stał się celem wycieczek warszawiaków, a potem znanym i cenionym ośrodkiem wypoczynkowym i sanatoryjnym dla mieszkańców stolicy. Pierwsze przejazdy "parochodu" wywoływały jednak panikę wśród chłopów i mieszkańców małych miasteczek. Tak reakcje ludności opisywał konduktor J. Rutkowski w dziełku Parochód djabłem z 1847 r.:
„Bies leci! gwałtu reta leci!
Uciekajta żywo, uciekajta dzieci,
Zydy, Zydówki, Zydzięta,
Bierzta krowy i cielęta!
Chrześcijanie do kaplicy,
Wy Zydkowie do buźnicy,
Uciekajta, koniec świata,
Bies na nasą ziemię wlata."


Pierwsze przejazdy "parochodu" wywoływały jednak panikę wśród chłopów i mieszkańców małych miasteczek. Tak reakcje ludności opisywał konduktor J. Rutkowski w dziełku Parochód djabłem z 1847 r.





Monday, January 13, 2025

Ulica Wolność (Zegarmistrzowska) nr. 14 i 16 - Korczak - Nasz Dom - Dom Dziecka - Deportacja - Wielka Akcja - Harry Kaliszer - Opiekunka grupy chłopców w Domu Dziecka zaczęła szukać pomocy w książkach Korczaka.



Ulica Wolność/Zegarmistrzowska nr. 14.

W czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku zdecydowano ewakuować Nasz Dom na Bielanach na ulicę Wolność 14 na Woli. Do wybuchu wojny był tutaj dom noclegowy dla bezdomnych chłopców Towarzystwa Ognisk dla Młodzieży.
Ulica Wolność nr. 14. zaznaczona niebieska kropka po lewej stronie mapy.


Informacja CENTOS o Domu Dziecka przy ul. Wolność/Zegarmistrzowskiej 14. Również Gazeta Żydowska z 7 stycznia, 3/2, 6/3 i 21/2 pisała o Domu Dziecka.

Rok 1939
W czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku zdecydowano się ewakuować Nasz Dom na Bielanach na ulicę Zegarmistrzowską/Wolność 14 na Woli. Do wybuchu wojny był tutaj dom noclegowy dla bezdomnych chłopców Towarzystwa Ognisk dla Młodzieży. Kapitulacja Warszawy została podpisana 28 września, a 2 października 1939 roku wróciły dzieci na piechotę z ulicy Wolności 14 z powrotem na Bielany do „Naszego Domu”. W „Naszym Domu” działał tam jeszcze szpital wojskowy.

Janusz Korczak podczas całej kampanii wrześniowej i obleżenia Warszawy zajmował się nie tylko dziećmi Domu Sierot, ale również wychowankami i personelem naszego Domu, którego głównym problemem po przeprowadzce na ulicę Zegarmistrzowską/Wolność 14 na Woli było zaprowiantowanie. (Tutaj poprzedni tekst).




Rok 1942-43
Harry Kaliszer był zastępcą kierownika Domu Dziecka przy ul. Wolność 14 (16). Dzięki niemu (tak twierdzi Rachela Kleiner w swojej Relacji nr. 301-6597) poprawiły się znacznie warunki bytowe dzieci. Na gołe wcześniej prycze przyniesiono sienniki i prześcieradła, wprowadzono dietę i porządek dzienny. W marcu 1942 r. dzień zaczynał się od gimnastyki. 
Gdy dzieci zostały podzielone na grupy dziewczynek i chłopców, Rachela Kleiner została opiekunką grupy chłopców w Domu Dziecka. By podołać problemom, zaczęła szukać pomocy w książkach Korczaka.

Harry należał do komórki PPR utworzonej w Domu, tzw. "piątki". Kiedy zaczęły dochodzić wiadomości o wysiedleniu Żydów z getta, usiłował przekształcić Dom w fabrykę, mając nadzieję, że Niemcy oszczędzą pracujących. Do ciasnych pomieszczeń, na korytarze i klatki schodowe wstawiają strugi, piły, deski itp. Nic to nie pomogło.

Harry Kaliszer był zastępcą kierownika Domu Dziecka, Marka Goldkorna, przy ul. Wolność 14 (16). Wychowanek Domu Sierot Korczaka w latach 1920–1927. Był pierwszym stałym korespondentem "Małego Przeglądu", na użytek którego został z Herszka reporterem Harrym. /1927 r, "Mały Przegląd" nr 41 -"Pmiętnik reportera. Próba"/. Jako szesnastolatek przemierzył na gapę Europę do wybrzeży Afryki, był w Palestynie i w Syrii. Żonaty z Różą. 

Na przełomie 1941 i 1942 Harry pracował w Pogotowiu Opiekuńczym dla Żebrzących dzieci ulicy przy ul. Wolność/Zegarmistrzowskiej.  Zorganizował tam zakład stolarski, co miało zabezpieczyć wychowanków i personel przed deportacją. Później pracował w szopach na Wolskiej i Okopowej. W getcie otworzył na dachu ośmiopiętrowego domu, w którym mieszkał, płatną plażę. Po jakimś czasie robiło się gorąco od blaszanego dachu. Wtedy przynosił kilka wiader wody, którą polewał opalających się ludzi (wiosną do lipca 1942 r.). Uniknął wywózki w 1942 r., próbował dostać się do partyzantki. Nie udało się. Uwierzył niemieckiej obietnicy, że Żydzi-obcokrajowcy będą mogli wrócić do swoich krajów, i kupił dla siebie i żony paszporty brazylijskie. Harry i Różyczka zginęli wraz z resztą "obcokrajowców" w niemieckich obozach śmierci /sprawa "Hotelu Polskiego" - czekało w nim na wyjazd ok. 1000 Żydów/.

25 marca 1942 r. Korczak pisze do Harry´ego gdzie zapewnia o o swojej przyjaźni, miłości, i z uznaniem pisze o zmianach na korzyść w osobowości Harry´ego. Pisze, że na starość ceni przyjaciół jeszcze bardziej: czuje się osamotniony, nowych bliskich już mu nie przybywa. Pisze o "najbliższej przyszłości".*


 Z Gazety ‎Żydowskiej, nr 3, 7 stycznia 1942‎:

Opieka‎ ‎nad‎ ‎dzieckiem‎ ‎na‎ ‎drodze‎ ‎rozwoju
3‎ ‎nowe,‎ ‎wielkie‎ ‎Domy‎ ‎Sierót
„Miesiąc‎ ‎Dziecka"‎ ‎w‎ ‎r.‎ ‎1941‎ ‎był‎ ‎niewątpliwie‎ ‎pun
ktem‎ ‎przełomowym‎ ‎w‎ ‎dziedzinie‎ ‎opieki‎ ‎nad‎ ‎dziećmi
i‎ ‎sierotami.‎ ‎Dzięki‎ ‎tej‎ ‎niezwykle‎ ‎rozległej‎ ‎i‎ ‎poważnej
akcji‎ ‎społecznej‎ ‎udało‎ ‎się‎ ‎zmobilizować‎ ‎zarówno‎ ‎dość
pokaźne‎ ‎fundusze‎ ‎jak‎ ‎i‎ ‎skoncentrować‎ ‎zainteresowanie
szerokich‎ ‎kół‎ ‎społecznych‎ ‎dla‎ ‎sprawy‎ ‎dziecka‎ ‎żydow
skiego.‎ ‎Dzięki‎ ‎tej‎ ‎akcji‎ ‎wypłacił‎ ‎już‎ ‎„Centos"‎ ‎sto
sunkowo‎ ‎znaczne‎ ‎sumy‎ ‎wszystkim‎ ‎zakładom‎ ‎opiekuń
czym‎ ‎na‎ ‎zaopatrzenie‎ ‎zimowe,‎ ‎na‎ ‎najniezbędniejsze‎ ‎in
westycje‎ ‎oraz‎ ‎na‎ ‎zakup‎ ‎odzieży‎ ‎i‎ ‎dodatkowych‎ ‎produ
któw.‎ ‎Dzięki‎ ‎wpływom‎ ‎z‎ ‎„Miesiąca‎ ‎Dziecka"‎ ‎utworzo
ny‎ ‎już‎ ‎został‎ ‎szereg‎ ‎półinternatów‎ ‎i‎ ‎Izb‎ ‎Zatrzymań‎ ‎oraz
jeden‎ ‎internat‎ ‎(przy‎ ‎ul.‎ ‎Twardej‎ ‎35)‎ ‎dla‎ ‎ok.‎ ‎100‎ ‎dzieci.
W‎ ‎chwili‎ ‎obecnej‎ ‎przystępuje‎ ‎„Centos"‎ ‎do‎ ‎realiza
cji‎ ‎głównego‎ ‎zadania‎ ‎Akcji,‎ ‎do‎ ‎zorganizowania‎ ‎nowych,
dużych‎ ‎Domów‎ ‎Sierot.‎ ‎Dzięki‎ ‎interwencjom‎ ‎„Centos’u"
Biuro‎ ‎Kwaterunkowe‎ ‎przy‎ ‎Radzie‎ ‎Żydowskiej‎ ‎przyznało
„Centos’owi"‎ ‎dom‎ ‎przy‎ ‎ul.‎ ‎Zegarmistrzowskiej‎ ‎(Wol
ność)‎ ‎Nr‎ ‎14,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎znajdował‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎nie‎ ‎dawna
internat‎ ‎dla‎ ‎dzieci‎ ‎polskich‎ ‎(„Pogotowie‎ ‎Opiekuńcze").
Poza‎ ‎tym‎ ‎przyznana‎ ‎została‎ ‎„Centos’owi"‎ ‎część‎ ‎budynku
przy‎ ‎ul.‎ ‎Zegarmistrzowskiej‎ ‎Nr‎ ‎16/18,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎po‎¬
przednio‎ ‎znajdował‎ ‎się‎ ‎polski‎ ‎internat‎ ‎dla‎ ‎chłopców.‎ ‎—
W‎ ‎obu‎ ‎budynkach,‎ ‎zajmujących‎ ‎przeszło‎ ‎100‎ ‎sal‎ ‎i‎ ‎izb,
zamierza‎ ‎„Centos"‎ ‎zorganizować‎ ‎wielkie‎ ‎Domy‎ ‎Sierot,
w‎ ‎których‎ ‎będzie‎ ‎można‎ ‎dać‎ ‎schronienie‎ ‎około‎ ‎800‎ ‎dzie
ciom.‎ ‎Plany‎ ‎organizacyjne‎ ‎obu‎ ‎zakładów‎ ‎zostały‎ ‎już
przygotowane.‎ ‎Obecnie‎ ‎„Centos"‎ ‎przystępuje‎ ‎do‎ ‎ich
realizacji.
Jednocześnie‎ ‎dzięki‎ ‎wpływom‎ ‎z‎ ‎„Miesiąca‎ ‎Dziecka",
zostaje‎ ‎utworzony‎ ‎nowy,‎ ‎duży‎ ‎internat‎ ‎przy‎ ‎ul.‎ ‎Dziel
nej‎ ‎61,‎ ‎w‎ ‎którym‎ ‎znajdzie‎ ‎opiekę‎ ‎przeszło‎ ‎300‎ ‎dzieci.
Internat‎ ‎ten‎ ‎zostaje‎ ‎zorganizowany‎ ‎przez‎ ‎specjalny
patronat‎ ‎społeczny‎ ‎przy‎ ‎współudziale‎ ‎„Centos’u"‎ ‎i‎ ‎Za
kładu‎ ‎Zaopatrywania.‎ ‎Prezesem‎ ‎tego‎ ‎ogromnie‎ ‎aktyw
nego‎ ‎i‎ ‎ofiarnego‎ ‎patronatu‎ ‎jest‎ ‎p.‎ ‎Prez.‎ ‎A.‎ ‎Gepner.‎ ‎—
Zakład‎ ‎ten,‎ ‎noszący‎ ‎symboliczną‎ ‎nazwę‎ ‎„Dobra‎ ‎Wola"
będzie‎ ‎przeznaczony‎ ‎głównie‎ ‎dla‎ ‎bezdomnych‎ ‎„dzieci
ulicy".‎ ‎Lokal‎ ‎(4-piętrowy)‎ ‎tego‎ ‎zakładu‎ ‎jest‎ ‎już‎ ‎w‎ ‎du
żej‎ ‎mierze‎ ‎wyremontowany‎ ‎i‎ ‎w‎ ‎pierwszych‎ ‎dniach‎ ‎sty
cznia‎ ‎1942‎ ‎r.‎ ‎zostanie‎ ‎on‎ ‎oddany‎ ‎do‎ ‎użytku‎ ‎dzieci.
W‎ ‎trzech‎ ‎nowych‎ ‎zakładach‎ ‎znajdzie‎ ‎dom,‎ ‎schronie
nie‎ ‎i‎ ‎serdeczną,‎ ‎pieczołowitą‎ ‎opiekę‎ ‎przeszło
1‎ ‎sierot‎ ‎i‎ ‎dzieci‎ ‎opuszczonych.

Harry Kaliszer (w okularach po lewej), Janusz Korczak i Chaim Bursztyn na słonecznej (parzystej) stronie Marszałkowskiej (tu nr. 120). Jedyna znana fotografia Korczaka na ulicach Warszawy.
Harry Kaliszer (w okularach z lewej) i Janusz Korczak.


Gazeta Żydowska R. 3, nr 32 (15 marca 1942).

                                25 marca 1942
Kochany Harry!
Czuję, że masz żal do mnie. Sądzisz mylnie, że ochłódł mój życzliwy do Ciebie stosunek. – Może i Różyczka myśli, że zmieniłem się, a nie wiesz dlaczego. Oboje jesteście w błędzie – bliscy i drodzy, jak dawniej. W moim wieku ceni się przyjaciół bardziej jeszcze – ubywają, coraz ich mniej, coraz wokoło boleśniejszy luz i pustka; nowych nie przybywa. Zmienił się Twój do mnie stosunek i moja przyjaźń inna teraz, ale bynajmniej nie mniejsza. Tylko Ty inny jesteś już: wyrosłeś, spoważniałeś duchowo, zmężniałeś. Jak określić Twój dawny pogląd na życie? – Bawiło Ciebie. Było śmieszne i śmieszni byli ludzie. – Jest komizm nawet w łajdactwie, nawet w zbrodniach. Ciekawy życia i ludzi, spostrzegawczy, krytyczny – czynny i towarzyski – widziałeś wiele i wielu, ostro, przenikliwie; reagowałeś żywo i wbrew woli z humorem. – Przebaczali Ci, pozwalali – może nawet prowokowali: byłeś im potrzebny jak ostra przyprawa do jałowej bądź co bądź paszy. – Ambitny „psotnik”, pozwalałeś sobie na wiele. Sprawiało Ci zadowolenie, że boją się, a jednak chętnie widzą – krzywią się, śmiejąc się zarazem. Unikałeś wszystkiego, co dotkliwie boli – siłę Twoją widziałeś w tym, co było dowodem słabości, braku odporności i hartu.
Nagle trzeźwym wzrokiem spojrzałeś i dostrzegłeś, co dzieje się wokoło; zbudziłeś się z chłopięcego snu; dłużej bronić się i odżegnywać się od prawdy, okrutnej prawdy – mogłeś tylko za cenę tchórzostwa i nieuczciwości. Jesteś odważny i prawy. Był moment, kiedy zachowując jeszcze zewnętrzne pozory kapryśnego chłopaczka i złośliwego lekkoducha – stałeś się mężczyzną, który rozumie i własną współodpowiedzialność. Żebrak przestał być komiczny, a szubrawiec ucieszny. – Nadąsanie i łatwa krytyka stała Ci się niegodnym szukaniem wygodnej odpowiedzi na ogólne pytanie: co robić – co mamy robić my – Ty i Różyczka – ja i inni bliscy. Można by to nazwać nagłym wyrzutem sumienia i chęcią jego zbudzenia. Praca Twoja jest drobna w porównaniu z tym, co jest do zrobienia i co byś pragnął zrobić, ale wielka w obliczu tego, co leży odłogiem i czeka, co zbiera żniwo śmierci i cierpień bez miary. Uważaj swoją pracę za egzamin i szczebel. Nie próbuj przeskoczyć sam siebie przed czasem. Zanim kurtyna zapadnie – potrzebna będzie Twoja młodość, energia i siły. – Niedługo czekać będziesz na nowe wezwanie i nowe zadania. Prawda, że mogę liczyć na Ciebie i na Was jako na bardzo bliskich, dojrzałych towarzyszy broni? Męski, żołnierski uścisk ręki Tobie i Różyczce.

W liście mowa o żonie Harrego, Róży.

Gazeta Żydowska 1942 7 stycznia 1942 3/2, 6/3, III 21/2,






Saturday, January 11, 2025

Dlaczego Panna Stefania Wilczyńska opuściła Dom Sierot podczas nieobecności Korczaka i Eliasberga którzy zostali powołani do wojska podczas I Wojny światowej?

English title:
Why did Miss Stefania Wilczyńska leave the Orphanage "Dom Sierot" during the absence of Korczak and Eliasberg, who were drafted into the Russian army during World War I?

To chyba podczas nieobecności panny Stefy wybuchła w Domu Sierot na Krochmalnej epidemia tyfusu i praczka Wosia nosiła dzieci do szpitala dziecięcego im. Marii i Karola. przy ul. Leszno 136 (róg ul. Żytniej).


Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918.

Stefania Wilczyńska była bez wątpienia najbliższą współpracownicą Janusza Korczaka. Pod jego kierownictwem poświęciła całe życie osieroconym żydowskim dzieciom. Przez wiele lat wspólnie z Korczakiem prowadziła w Warszawie słynny Dom Sierot na Krochmalnej 92. Podczas nieobecności Korczaka podczas wojen prowadziła sama Dom Sierot.

Korczak w czasie I wojny światowej został powołany do wojska rosyjskiego i służył jako ordynator polowy szpitala wojskowego na Ukrainie. Od 15 sierpnia 1914 do 1 lipca 1917 był młodszym ordynatorem szpitala 4 Dywizji Piechoty armii rosyjskiej. Urlopowany z wojska po chorobie, w 1917 był lekarzem w przytułkach dla dzieci pod Kijowem. Miał również kontakt z domem wychowawczym dla chłopców polskich w Kijowie, który prowadziła Maryna Rogowska-Falska (którą poznał wcześniej, w 1915 podczas urlopu). W połowie 1917 r. przyjechał do Kijowa i podjął pracę lekarza pediatry w przytułkach dla dzieci ukraińskich oraz psychologa w polskim przedszkolu. Służbę w wojsku rosyjskim zakończył w stopniu kapitana. Dopiero po czterech latach, w połowie 1918 Korczak wrócił do Warszawy, do Domu Sierot. 

Szukam odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Panna Stefania Wilczyńska opuściła w październiku 1917 roku Dom Sierot.  Zrobiła to podczas nieobecności Korczaka i Eliasberga którzy, jako lekarze, zostali powołani do rosyjskiego wojska podczas I Wojny światowej? Korczak był poza Domem Sierot ponad cztery lata. Według pamiętnika pisanego przez jedną z wychowanek Domu Sierot, panna Stefa opuściła Dom Sierot w bardzo ciężkim okresie. Panował wtedy straszny głód i epidemia dezynterii i tyfusu plamistego. Wilczyńska, zatrudniona jako kierowniczka Domu Sierot musiała dostać na to pozwolenie od Towarzystwa Pomoc dla Sierot. Zostawiła Dom Sierot pod kierownictwem młodej, niedoświadczonej Esterki Wajntraub (Weintraub). Oczywiście, było to do przewidzenia, że dzieci Domu Sierot nie będą słuchały panny Esterki*** i rutyny Domu Sierot, mi.in. higieny nie bedą dostatecznie nadzorowane. To chyba podczas nieobecności panny Stefy wybuchła w Domu Sierot na Krochmalnej epidemia tyfusu i praczka Wosia nosiła dzieci do szpitala dziecięcego im. Marii i Karola. przy ul. Leszno 136 (róg ul. Żytniej).
Kiedy dokładnie panna Stefa wróciła do Warszawy i Domu Sierot nie jest znane. Prawdopodobnie pod koniec grudnia 1917 roku.

W pamiętniku anonimowej wychowanki Domu Sierot, „Dziewczynki numer 56” opublikowanym 15 lat po opisanych zdarzeniach (w latach 1917-1918) w Domu Sierot dowiadujemy się nie tylko o głodzie panującym w domu, o skromnych porcjach i sprzeda‎ży brukwi i innych warzyw w "sklepiku" Domu Sierot. „Dziewczynka numer 56” opisuje dokładnie powrót dawnej wychowanki Domu Sierot, Esterki Weintraub w styczniu 1917 roku i jak Esterka stała się wychowawczynią‎ "Panną‎ Esterką‎" w Domu Sierot gdzie poprzednio była wychowanką‎. Między wierszami można wyczuć że Panna Stefa która razem z Korczakiem traktowali Esterkę jako własne dziecko, oskarża siebie o śmierć Esterki. Bo właśnie podczas nieobecności p. Stefy tyfus plamisty zawitał do Domu Sierot. 

Jakie dokładnie były kontakty miedzy p. Stefa a sierocincem w Łodzi. Czy to była placówka "Dom Sierot" Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Opieki nad Sierotami który był prowadzony wg. zasad panujących u Korczaka? W ich regulaminie czytamy "Wszystkie dzieci począwszy od najmłodszych lat – winny być przetworzone na pracowników, z których każde, zależnie od wieku, zasobu sił, jakości i stopnia uzdolnienia i chęci, powinno mieć obowiązek współpracy we wspólnej tej dużej rodzinie”. ****
Wydaje mnie sie jednak że to była inna placówka albowiem Dom Sierot Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Opieki nad Sierotami miał w tym okresie prawie 20 osób personelu na 170 dzieci. 

We wspomnianym pamiętniku pod datą 7 stycznia 1918 roku jest wypowiedz panny Stefy o sierocincu w Łodzi i komentarz piszącej wychowanki, „Dziewczynki numer 56”:
-     Tak, moi drodzy. Zastałam tam wielki nieporządek. Dzieci są rozdokazywane i nie uznają higieny, ścierki do kurzu leżą pod łóżkiem, aby nie trzeba było ich jutro szukać kości od mięsa chowa się pod poduszki, a kubeł który trzeba znieść z drugiego na pierwsze piętro kopie się noga, i w ten sposób kubeł sam zjeżdża na swoje miejsce...
    Czuliśmy jednak, ze p. Stefa ma coś zupełnie innego na myśli, ze napewno powie także o porządkach, jakie panowały podczas jej nieobecności. I o tem najgorszem: że dzieci nie słuchały p. Esterki.

Moje jedyne wytłumaczenie "nieobecności panny Stefy" w tak krytycznym okresie to (podobna) postawa Korczaka w lutym 1942 roku. ‎Możliwe że opisany ‎internat‎ ‎dla‎ ‎sierot, w Łodzi był w podobnej sytuacji jak Główny Dom Schronienia na Dzielnej 39 w okresie Getta Warszawskiego. Wtedy Korczak, pozostając dyrektorem Domu Sierot przy ul. Siennej/Śliskiej, chciał dopomóc także dzieciom w Głównym Domu Schronienia na Dzielnej i przeniósł się na Dzielna. Liczba dzieci dochodziła tam do 500, a śmiertelność wśród nich była bardzo wysoka. Chociaż kwalifikacje Janusza Korczaka były powszechnie znane, musiał złożyć formalne podanie do Judenratu - Rady Żydowskiej. Korczak potraktował jako pretekst do spisania swojego życiorysu, określanego teraz jako testament. Placówka przy ul. Dzielnej 39 uchodziła za "umieralnię dzieci”.

Pózniejszy wpis wychowanki, „Dziewczynki numer 56”:
‎Czułam,‎ ‎że‎ ‎wybuchnę‎ ‎płaczem,‎ ‎ale‎ ‎na‎ ‎myśl‎ ‎o‎ ‎tem,
że‎ ‎przebudzę‎ ‎p.‎ ‎Esterkę,‎ ‎która‎ ‎napewno‎ ‎się‎ ‎przestra
szy,‎ ‎zlazłam‎ ‎cichutko‎ ‎z‎ ‎drabinki.
Wiem‎ ‎już‎ ‎teraz‎ ‎napewno:‎ ‎p.‎ ‎Esterka‎ ‎jest‎ ‎ciężko
chora.
13‎ ‎lutego 1918:‎ ‎Przyszła‎ ‎doktorka‎ ‎Gutman.‎ ‎Powiedzia
ła,‎ ‎że‎ ‎p.‎ ‎Esterka‎ ‎ma‎ ‎tyfus.‎ ‎Nie‎ ‎wolno‎ ‎mi‎ ‎już‎ ‎sprzątać,
korytarza.‎ ‎P.‎ ‎Stefa‎ ‎sama‎ ‎ścięła‎ ‎p.‎ ‎Esterce‎ ‎włosy‎ ‎i‎ ‎za
dzwoniła‎ ‎do‎ ‎szpitala.
Akurat‎ ‎wśród‎ ‎lekcji‎ ‎dał‎ ‎się‎ ‎słyszeć‎ ‎turkot.‎ ‎To
przyjechała‎ ‎karetka‎ ‎tyfusowa‎ ‎po‎ ‎p.‎ ‎Esterkę.‎ ‎P.‎ ‎Stefa
czemprędzej‎ ‎opuściła‎ ‎klasę,‎ ‎a‎ ‎my‎ ‎stanęliśmy‎ ‎przy‎ ‎ok-
nie.‎ ‎W‎ ‎kwadrans‎ ‎potem‎ ‎zauważyliśmy‎ ‎dwóch‎ ‎panów
w‎ ‎białych‎ ‎fartuchach,‎ ‎jak‎ ‎na‎ ‎krześle‎ ‎zanosili‎ ‎p-‎ ‎Esterkę
do‎ ‎karetki.                
Twarz‎ ‎miała‎ ‎bladą,‎ ‎oczy‎ ‎smutne,‎ ‎a‎ ‎taka‎ ‎była
drobna‎ ‎na‎ ‎tem‎ ‎krześle,‎ ‎jak‎ ‎mała‎ ‎dziewczynka.‎ ‎Spoj-
rzała‎ ‎w‎ ‎nasze‎ ‎okna.‎ ‎Czy‎ ‎to‎ ‎Twoje‎ ‎ostatnie‎ ‎spojrzenie,
kochana‎ ‎panno‎ ‎Esterko?‎ ‎_‎ ‎.‎ ‎.
17‎ ‎lutego:‎ ‎P.‎ ‎Stefa‎ ‎prawie‎ ‎całemi‎ ‎dniami‎ ‎siedzi
u‎ ‎p.‎ ‎Esterki‎ ‎w‎ ‎szpitalu.‎ ‎Doktorzy‎ ‎nie‎ ‎pozwalają‎ ‎jej
przychodzić,‎ ‎aby‎ ‎się‎ ‎me‎ ‎zaraziła,‎ ‎ale‎ ‎p.‎ ‎Stefa‎ ‎głucha
jest‎ ‎na‎ ‎wszystko.‎ ‎Obcięła‎ ‎tylko‎ ‎włosy,‎ ‎aby‎ ‎łatwiej‎ ‎by
ło‎ ‎utrzymać‎ ‎głowę‎ ‎w‎ ‎czystości.
W‎ ‎pokoju‎ ‎p.‎ ‎Esterki‎ ‎nocuje‎ ‎Rózia‎ ‎K.‎ ‎Ona‎ ‎choro
wała‎ ‎już‎ ‎na‎ ‎tyfus‎ ‎i‎ ‎chce‎ ‎w‎ ‎przyszłości‎ ‎zostać‎ ‎pielęg
niarką,‎ ‎więc‎ ‎czuwa‎ ‎teraz‎ ‎razem‎ ‎z‎ ‎p.‎ ‎Stefą‎ ‎w‎ ‎szpitalu
P.‎ ‎Stefa‎ ‎codzień‎ ‎przynosi‎ ‎nam‎ ‎wieści‎ ‎ze‎ ‎szpita
la.‎ ‎jest‎ ‎niedobrze.‎ ‎Gorączka‎ ‎nie‎ ‎opada.‎ ‎P-‎ ‎Esterka‎ ‎me
wraca‎ ‎do‎ ‎przytomności-‎ ‎.‎ ‎.
Gdy‎ ‎nam‎ ‎ranem‎ ‎o.‎ ‎Stefa‎ ‎wchodzi‎ ‎do‎ ‎sypialni,‎ ‎y
powiedzieć‎ ‎nam‎ ‎„dzień‎ ‎dobry",‎ ‎patrzę‎ ‎na‎ ‎jej‎ ‎a‎ ‎ą
twarz‎ ‎z‎ ‎trwogą.‎ 
26‎ ‎lutego 1918:‎ ‎O‎ ‎szóstej‎ ‎rano,‎ ‎gdy‎ ‎tylko‎ ‎rozległ‎ ‎się
budzik,‎ ‎zjawiła‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎sypialni‎ ‎p.‎ ‎Stefa‎ ‎z‎ ‎chusteczka
przy‎ ‎oczach:
—‎ ‎Panna‎ ‎Esterka‎ ‎umarła...
I‎ ‎z‎ ‎płaczem‎ ‎weszła‎ ‎do‎ ‎swego‎ ‎pokoju.‎ ‎Zrobiło‎ ‎się
cicho,‎ ‎potem‎ ‎dały‎ ‎się‎ ‎słyszeć‎ ‎szlochy‎ ‎z‎ ‎kąta‎ ‎sypialni,
Temu‎ ‎szlochowi‎ ‎zawtórował‎ ‎płacz‎  A w‎ ‎kon-
cu‎ ‎cał‎a‎ ‎sypialnia,‎ ‎58‎ ‎dziewczynek‎ ‎łkał‎o.‎ ‎Jedne‎ ‎wtuliły
twarz ‎w‎ ‎poduszkę‎‎:‎ ‎pozwalały‎ ‎tak‎ ‎łzom‎ ‎płynąc,‎ ‎a‎ ‎nie-
które‎ ‎głośno‎ ‎zawodziły.‎

Wilczyńska w liście do Fejgi Lifszyc, mieszkającej w Palestynie pisze w 1925 roku: „Wspominam, czytając Pani list, pierwsze miesiące (13 lat temu), kiedy dr Goldszmit (Janusz Korczak) pojechał nas wojnę. Ciężko było zostać samej – prawda, warunki pracy były sto razy lepsze niż u Was, ale sto razy większa odpowiedzialność za to, aby nie popsuć tego co, co stworzył mądry nauczyciel. A potem ciężkie lata: wojna, głód, Niemcy, tyfus, świerzb, grzybek, a ja sama. Bóg mi pomógł nie rzucić tego.” Towarzystwo „Pomoc dla Sierot” w swoim "Sprawozdaniu" odnotowuje: „Naczelny kierunek wychowawczy spoczywał […] – z powodu wciąż trwającej nieobecności naszego doktora Goldszmita (Janusza Korczaka) – wyłącznie w dzielnych rękach panny Stefanii Wilczyńskiej”.

Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918.


 
Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918.



Inne wpisy wychowanki, „Dziewczynki numer 56”z 1917 roku wydrukowane w Małym Przeglądzie, 13 października 1933, pt. O choince na cmentarzu żydowskim.

13‎ ‎sierpnia 1917.‎ ‎Głód‎ ‎doprowadza‎ ‎ludzi‎ ‎do‎ ‎strasznych
rzeczy.
P.‎ ‎Esterka‎ ‎ma‎ ‎słabe‎ ‎serce‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎może‎ ‎się‎ ‎pochwa-
lić‎ ‎dobrem‎ ‎zdrowiem.‎ ‎Z‎ ‎polecenia‎ ‎p.‎ ‎Stefy‎ ‎dyżurna
wkłada‎ ‎do‎ ‎jedzenia‎ ‎p.‎ ‎Esterki‎ ‎więcej‎ ‎masła,‎ ‎podaje
jej‎ ‎częściej‎ ‎mięso‎ ‎i‎ ‎gotuje‎ ‎kluski‎ ‎z‎ ‎pszennej‎ ‎mąki.
Dzieci,‎ ‎szczególnie‎ ‎chłopcy,‎ ‎widzą‎ ‎to‎ ‎i‎ ‎zazdro-
szczą.‎ ‎Bo‎ ‎oni‎ ‎dostają‎ ‎kapustę,‎ ‎buraki,‎ ‎czarną‎ ‎kaszę
i‎ ‎rzadką‎ ‎zupę,‎ ‎a‎ ‎p.‎ ‎Esterka‎ ‎dostaje‎ ‎białe‎ ‎kluseczki...
—‎ ‎Oho,‎ ‎idą‎ ‎już‎ ‎białe‎ ‎kluseczki‎ ‎—‎ ‎mruczą‎ ‎pod
nosem,‎ ‎gdy‎ ‎dyżurna‎ ‎zjawia‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎tacą.
Albo‎ ‎już‎ ‎po prostu,‎ ‎zamiast‎ ‎nazywać‎ ‎pannę
Esterkę‎ ‎po‎ ‎imieniu,‎ ‎mówią: "Białe‎ ‎kluseczki"...

 
26‎ ‎października 1917:‎ ‎Istnieje‎ ‎w‎ ‎ Łodzi ‎taki‎ ‎sam‎ ‎inter-
nat‎ ‎dla‎ ‎sierot,‎ ‎jak‎ ‎nasz-‎ ‎Tylko‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎internacie
niema‎ ‎takiej‎ ‎p.‎ ‎Stefy,‎ ‎p.‎ ‎Esterki,‎ ‎ani‎ ‎tych‎ ‎dwóch‎ ‎dok
torów,‎ ‎którzy‎ ‎chociaż‎ ‎z daleka,‎ ‎ale‎ ‎czuwają‎ ‎nad‎ ‎na-
szym‎ ‎domem.‎ ‎Tamtym‎ ‎dzieciom‎ ‎jest‎ ‎bardzo‎ ‎zle,‎ ‎bo
nie‎ ‎maja‎ ‎żadnej‎ ‎przyzwoitej‎ ‎opieki.
Więc‎ ‎p.‎ ‎Stefa‎ ‎pojechała‎ ‎do‎ ‎tych‎ ‎dzieci,‎ ‎aby‎ ‎tam
zaprowadzić‎ ‎porządek.‎ ‎Dom‎ ‎zostawiła‎ ‎pod‎ ‎opiekę
p.‎ ‎Esterki,‎ ‎która‎ ‎jest‎ ‎teraz‎ ‎najważniejszą‎ ‎osobą.
Dzieci‎ ‎łódzkie‎ ‎przysyłają‎ ‎do‎ ‎nas‎ ‎listy‎ ‎i‎ ‎chcą‎ ‎się
poznać‎ ‎listownie‎ ‎ze‎ ‎swoimi‎ ‎imiennikami‎ ‎lub‎ ‎imien-
niczkami.‎ ‎Ta‎ ‎wymiana‎ ‎korespondencji‎ ‎jest‎ ‎bardzo‎ ‎mi
ła.‎ ‎Chętnie‎ ‎pisujemy‎ ‎listy,‎ ‎aby‎ ‎czemś‎ ‎zapełnić‎ ‎czas.
,,,
...

Tymczasem‎ ‎p.‎ ‎Stefa‎ ‎jest‎ ‎już‎ ‎w‎ ‎Łodzi‎ ‎dwa‎ ‎mie-
siące.‎ ‎U‎ ‎nas‎ ‎wszystko‎ ‎idzie‎ ‎zwykłym‎ ‎trybem.‎ ‎P.‎ ‎Ester-
ka‎ ‎doskonale‎ ‎sobie‎ ‎radzi,‎ ‎a‎ ‎dzieci‎ ‎słuchają‎ ‎jej,‎ ‎jak‎ ‎sa-
mej‎ ‎p.‎ ‎Stefy.



XXV lat działalności Towarzystwa "Pomoc dla Sierot": 1908-1933
Sprawozdanie strona 24, o kresie I Wojny światowej.

Tak‎ ‎wygląda‎ ‎w‎ ‎najogólniejszych‎ ‎zarysach‎ ‎system‎ ‎wychowawczy,
według‎ ‎którego‎ ‎w‎ ‎murach‎ ‎nowowzniesionego‎ ‎Domu‎ ‎Sierot‎ ‎wychowały
się‎ ‎setki‎ ‎dzieci,‎ ‎wydarte‎ ‎nędzy,‎ ‎głodowi,‎ ‎a‎ ‎nierzadko‎ ‎występkowi‎ ‎lub
śmierci.
Tego‎ ‎obywatelskiego‎ ‎dzieła‎ ‎wychowania‎ ‎pokoleń‎ ‎ludzi‎ ‎uczciwych
i‎ ‎świadomych‎ ‎swych‎ ‎celów‎ ‎życiowych,‎ ‎nie‎ ‎była‎ ‎w‎ ‎stanie‎ ‎przerwać‎ ‎na
wet‎ ‎niszczycielska‎ ‎wojna,‎ ‎aczkolwiek‎ ‎wybuch‎ ‎jej‎ ‎dotkliwie‎ ‎dał‎ ‎się‎ ‎we
znaki‎ ‎Instytucji,‎ ‎żyjącej‎ ‎ze‎ ‎składek‎ ‎i‎ ‎ofiar.‎ ‎Już‎ ‎w‎ ‎pierwszym‎ ‎roku‎ ‎woj
ny‎ ‎składki‎ ‎zmalały‎ ‎do‎ ‎połowy,‎ ‎a‎ ‎do‎ ‎kłopotów‎ ‎materjalnych‎ ‎przyłączyły
się‎ ‎i‎ ‎moralne.‎ ‎„Pan‎ ‎doktór”‎ ‎musiał‎ ‎wyruszyć‎ ‎na‎ ‎front.‎ ‎I‎ ‎tylko,‎ ‎dzięki
niestrudzonej‎ ‎pracy‎ ‎„panny‎ ‎Stefy",‎ ‎udało‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎Domu‎ ‎Sierot‎ ‎wszystko
tak,‎ ‎jak‎ ‎było,‎ ‎zachować‎ ‎do‎ ‎jego‎ ‎powrotu.
A‎ ‎niedługo‎ ‎potem‎ ‎i‎ ‎zasłużony‎ ‎Prezes‎ ‎Zarządu,‎ ‎wielki‎ ‎jałmużnik
Towarzystwa,‎ ‎dr.‎ ‎Eliasberg‎ ‎wezwany‎ ‎zostaje‎ ‎na‎ ‎wojnę,‎ ‎wobec‎ ‎czego
cały‎ ‎ciężar‎ ‎trudów‎ ‎finansowych‎ ‎spada‎ ‎na‎ ‎dotkliwie‎ ‎uszczuplony‎ ‎Zarząd.
Mimo‎ ‎to‎ ‎w‎ ‎roku‎ ‎1914‎ ‎mury‎ ‎Domu‎ ‎Sierot‎ ‎chronią‎ ‎180‎ ‎dzieci,‎ ‎gdyż
ze‎ ‎względu‎ ‎na‎ ‎okoliczności‎ ‎wojenne,‎ ‎80‎ ‎dzieci—ofiar‎ ‎wojny,‎ ‎po‎ ‎nad
kontyngent‎ ‎otrzymuje‎ ‎opiekę‎ ‎półinternatową.
Na‎ ‎domiar‎ ‎złego,‎ ‎w‎ ‎roku‎ ‎1915‎ ‎wybucha‎ ‎w‎ ‎Warszawie‎ ‎epidemja
tyfusu‎ ‎plamistego.‎ ‎Wtedy‎ ‎to‎ ‎przybywa‎ ‎ze‎ ‎Szwajcarji‎ ‎dobrowolnie,‎ ‎rzu
cając‎ ‎posadę,‎ ‎b.‎ ‎wychowanka‎ ‎Towarzystwa,‎ ‎Esterka‎ ‎Weintraubówna**.
Przyjeżdża,‎ ‎aby‎ ‎w‎ ‎ciężkich‎ ‎dniach,‎ ‎jakie‎ ‎Dom‎ ‎Sierot‎ ‎przeżywa,‎ ‎nieść‎ ‎po
moc‎ ‎w‎ ‎pielęgnowaniu‎ ‎dzieci.‎ ‎Niestety,‎ ‎sama‎ ‎zaraża‎ ‎się‎ ‎tyfusem‎ ‎i‎ ‎pada
ofiarą‎ ‎choroby,‎ ‎którą‎ ‎zwalczać‎ ‎przyjechała.‎ ‎Umiera‎ ‎jak‎ ‎bohaterka‎ ‎na
stanowisku.‎ ‎Cześć‎ ‎jej‎ ‎pamięci!
Lata‎ ‎1916‎ ‎i‎ ‎1917,‎ ‎to‎ ‎lata‎ ‎walki‎ ‎o‎ ‎środki‎ ‎dla‎ ‎Towarzystwa,‎ ‎o‎ ‎wyży
wienie‎ ‎dzieci,‎ ‎to‎ ‎wreszcie‎ ‎są‎ ‎lata‎ ‎rozpaczliwej‎ ‎walki‎ ‎z‎ ‎brakiem‎ ‎aprowi
zacji,‎ ‎jaki‎ ‎Warszawa‎ ‎odczuwa.‎ ‎Ale‎ ‎mimo,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎miseczkach‎ ‎podczas
posiłków‎ ‎podaje‎ ‎się‎ ‎dzieciom‎ ‎„pęczak",‎ ‎zamiast‎ ‎dawnych‎ ‎pożywnych
zup‎ ‎i‎ ‎mięsa,‎ ‎że‎ ‎w‎ ‎ich‎ ‎kubkach‎ ‎z‎ ‎herbatą‎ ‎rzadkim‎ ‎gościem‎ ‎jest‎ ‎cukier,
Instytucja‎ ‎jednak‎ ‎trwa,‎ ‎nie‎ ‎zwężając‎ ‎zakresu‎ ‎swej‎ ‎działalności‎ ‎i‎ ‎nie
zmieniając‎ ‎nic‎ ‎ze‎ ‎swego‎ ‎wychowawczego‎ ‎programu.‎ ‎Tak,‎ ‎dzięki‎ ‎wiel
kim‎ ‎wysiłkom‎ ‎uszczuplonego‎ ‎Zarządu,‎ ‎przetrwaliśmy‎ ‎i‎ ‎ciężki‎ ‎okres
wojny.
XXV lat działalności Towarzystwa "Pomoc dla Sierot": 1908-1933
Sprawozdanie, strona 24, o okresie I Wojny światowej.

W miesięczniku Zdrowie z lutego 1918 roku czytamy o tym okresie:
Epidemia znajduje się obecnie (rok 1917) u szczytu swego rozwoju, a może jeszcze będzie wzrastać, albowiem liczby zachorowań w ostatnich tygodniach dochodziły do niebywałych w dziejach miasta naszego cyfr, nawet do 570 zachorowań w ciągu jednego tygodnia. Od początku r. 1917 do 1 Listopada umarły na tyfus plamisty w Warszawie 983 osoby, do końca roku zapewne liczba zgonów wyniesie nie mniej, jak 1200.

O pierwszej "nieobecności" Korczaka z powodu powołania na front dowiadujemy się ze Sprawozdania Towarzystwa „Pomoc dla Sierot” za 1914 rok.
D-ra Goldszmita, jako lekarza, wypadki wojenne powołały na pole walki. Zdawano bowiem sobie doskonale sprawę, że dłuższa nieobecność D-ra Goldszmita kierownika i twórcy systemu wychowawczego Domu Sierot — mogłaby bardzo ujemnie wpłynąć na organizację i życie wewnętrzne ZaKładu. I kto wie, jakie mogłyby być tej przedłużającej się nieobecności następstwa, gdyby steru z rąk Dyrektora nie podjęła dzielnie Naczelna Kierowniczka, panna Stefanja Wilczyńska, która z całem poświęceniem i zrozumieniem kontynuuje dalej system i dzieło przez naszego D-ra Goldszmita stworzone i ukochane.

 

* Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży: tygodniowy dodatek bezpłatny do "Naszego Przeglądu"
Mały Przegląd, 4 października 1935 - o latach 1917-1918.
** ‎B.‎ ‎wychowanka‎ ‎Towarzystwa,‎ ‎Esterka‎ ‎Weintraubówna przyjeżdża w 1917 r, nie w 1915.‎ ‎
*** Panna Esterka‎ ‎Weintraubówna zmarła na tyfus plamisty w lutym 1918 r.**** Regulamin wewnętrzny Łódzkiego Żydowskiego Tow. Opieki nad Sierotami, 1916, s. 7.