![]() |
| Artykuł "Święto sadzenia drzewek" napisany przez wychowanka Domu Sierot i reportera „Małego Przeglądu” Maksia (Majer Kulawski, Mały Przegląd numer z 13 maja 1927). |
Zapytali mnie dzisiaj znajomi o Dom Sierot Korczaka i o powiązanie z Różyczką. Odpowiedziałem, że Różyczka to nazwa używana po wojnie i że przedtem używano nazwy Gocławek. Również nazwa Gocławek, jeżeli mówimy o terenach przy ulicy Klasztornej 1, to właściwie dwie instytucje. Opisała to w artykule z końca lat 80. Niezastąpiona Ida Merzan w artykule Ferma Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.: Towarzystwo „Pomoc dla Sierot” utrzymywało przed wojną zorganizowane przez tę instytucję Dom Sierot, Kolonie Letnie (Internat), Przedszkole, Zimowisko. O tych placówkach pisano wiele zarówno w kraju, jak i za granicą. Drukowano wspomnienia wychowanków i pracowników. Sam dr Janusz Korczak zostawił w pismach świadectwo swej pracy. Jednak istniała jeszcze jedna placówka dotąd przez nikogo nieznana, bowiem nie doczekała się dokładnego opisu.
W sprawozdaniach Towarzystwa „Pomoc dla Sierot” można śledzić rozwój Fermy: Ilość zatrudnionych, ilość krów i swin, jak również dochody z wynajmu konia z wozem i sprzedaży kwiatów i warzyw. Studiując sprawozdania, mogłem zrozumieć wiele fotografii i dokumentów, które dotychczas były dla mnie zagadką, tak jak dziewczynka na koniu czy też opisy "nauki zawodu".
Korczak w „Społeczeństwo” numerze 6 rozdziale „Nowy uczeń” z 1908 roku opisuje
Na kolonji uczy się wychowaniec: myć, ubierać, słać łóżko, czyścić ubranie i obuwie, usługiwać sobie przy stole, poznaje plan szkoły życia, i czytać. Wraz z planem szkoły otrzymuje najpowierzchowniejszy zarys tego, co czyni każdy z jej wydziałów. Nie jest to nauką martwą z rysunków i modeli: kolonja nasza jest budowana i prowadzona na wzór szkoły życia; i tu jest bibljoteka, warsztaty, ferma, szpital; brak zaledwie paru wydziałów, i jeśli mówi się o nich na odległość, toć wychowaniec wie, że zobaczy je za dwa tygodnie, dziesięć dni, za tydzień, jutro.
Ten tekst z 1908 roku to teoretyczny i utopijny projekt, który kilkanaście lat później zyskał swoją realną, praktyczną realizację właśnie w Różyczce. W cytowanym tekście Korczak podkreśla, że nowy uczeń na kolonii uczy się podstawowych czynności życiowych i unika „nauki martwej z rysunków i modeli”. Dokładnie ta sama filozofia przyświecała później działalności na koloniach w Gocławku. Dzieci z Krochmalnej 92 nie uczyły się o przyrodzie z podręczników: Sadziły tam realny sad. Zajmowały się uprawą warzyw i owoców. Opiekowały się zwierzętami (wspomniane wcześniej krowy zakupione przez Towarzystwo).
Po śniadaniu zaczęliśmy sadzić. Znamy tę robotę, bo w lecie pan Koszur kazał nam wykopywać pnie i zeschłe drzewa; zresztą pomagamy przy żniwach od lat paru.Chłopcy udawali zawodowych kopaczy, a Sura delikatnie dziobała ziemię, jak łyżeczką w filiżance kakao. Co który nasypał kilka łopat, panowie mówili: „Dosyć, dosyć”, i odbierali łopaty. Widząc, że to nie prawdziwa robota, a tylko bujanie, zniechęciliśmy się prędko. W powrotnej drodze w tramwaju było strasznie ciasno, a jeden pan krzyknął: „Fabryka szwajcarskich serów”.


.png)

