Saturday, May 14, 2016
Korczak: Łatwiej jest być ojcem, mężem, kupcem, urzędnikiem, Żydem, mieć taki czy inny status, aniżeli być – człowiekiem!
Osierocone - Janusz Korczak
Opieka nad osieroconymi dziećmi jako dzieło opieki ubogimi, bezbronnymi i nieszczęśliwymi może być, była i jeszcze obecnie nakazem religijnym, zawartym w naszych pismach świętych, nakazujących maaser oni (dziesięcinę dla biednych). Nasi dziadkowie udzielali pomocy, nie zastanawiając się, nawet nie wczuwając się – bo tak trzeba, bo nie może być inaczej. Tak było i do pewnego stopnia tak jeszcze jest dzisiaj.
Ochrona sierot jako nakaz rozumu, jako wynik myślenia – państwa czy prywatnych działaczy, powinna, nawet gdyby tego nie chciano, stworzyć możliwość utrzymania słabych i bezradnych, stanowiących pewien procent dzisiejszej ludności. Trzeźwa Ameryka udzieliła pomocy dzieciom europejskim, nie widząc ich, nie znając ich, tak sobie, bo trzeba je utrzymać przy życiu. Bo istnieją, jeśli nawet gdzieś daleko, to przecież rosną dla przyszłości, która tworzy pewną całość, jedność. Wspólny interes, wspólna odpowiedzialność, wspólny obowiązek – szerszy horyzont myślowy wskazuje z absolutna pewnością ścisłą zależność między rozwojem ludzkości a jej poziomem moralnym, jej zdrowiem i poglądami na chwilę bieżącą.
Czy to nie godne podziwu, ze kiedy spodziewaliśmy się kaszy, przysłali głodującym dzieciom ryz, kakao, czekoladę, konserwy, łososia, mleko i tłuszcze? Przysłali swetry, rękawiczki, nawet szczoteczki i pastę do zębów oraz piłki.
Powinniśmy zrozumieć Amerykę. Rozsądek podpowiedział im konieczność zaspokojenia kulturalnych potrzeb Europy, włączając w te potrzeby to, co najprostsze, co w ich domostwach jest rzeczą normalną.
Chcę zastanowić się nad tym. Dziś łatwiej jest przemówić do rozumu niż do serca. Zrozumieć i odczuć sieroctwo dziecka – to rzecz trudna nawet dla tych, którzy obcują z nim na co dzień, każdą chwilę spędzają razem. Sieroctwa niczym nie wynagrodzisz, takie dziecko buduje swój świat na krawędzi mogiły lub mogił.
Na całym szerokim świecie – samo. W samotności życia my, dorośli i zahartowani, szukamy jakiegoś oparcia – rodziny, warsztatu pracy, stanowiska, klubu, partii czy związku. Łatwiej jest być ojcem, mężem, kupcem, urzędnikiem, Żydem, mieć taki czy inny status, aniżeli być – człowiekiem.
Zagadnienie sieroctwo wywołuje najskrajniejsze myśli i uczucia. Najtrudniejsze: jak zostać człowiekiem – sam jeden przeciwko wszystkim, którzy mają oparcie, i zarazem – być ze wszystkimi !
Janusz Korczak (Warszawa 1925)
Wednesday, May 11, 2016
Nad morzem - opowiadanie o rybakach - Janusz Korczak
Kiedyś moja mama opowiadała mnie że mój pradziadek był rybakiem. Myślałem zawsze że to dlatego ja tak kocham morze i żeglowanie.
Niestety, okazało się że pradziadek miał stawy rybne przy rzece Sierpienica i łowił wypuszczając wodę ze stawu....
Sierpc - 52.8566° N / 19.6691° E
Sierpc - 52.8566° N / 19.6691° E
Nad morzem - Janusz Korczak
Stała chateczka, stała cicha, skromna, mała, nad samym morzem. W chatce rybak mieszkał, rybak z żoną i czworgiem dzieci.
I żyli ...
Morze tak wielkie, oni tak mali, morze tak silne, oni tak słabi, morze tak bogate, oni tak biedni, morze tak niezbadane w swej potędze, oni tak przejrzyści w swej prostocie. I biedna rodzina rybacka w przyjaźni żyła z tym morzem nieobjętym. Niewiele wymagali mąż, żona i dzieci czworo. „Niech se tam morze kryje zazdrośnie swe skarby, byle im czasem co nieco udzieliło z swej łaski”. I morze łaskawe im było. Ryb, soli im dało do woli, i barwne muszelki dla dzieci, i gładkie kamyki, co, gdy je rzucisz, lecą daleko i z pluskiem wodę wpadają.
A ile powietrza, a ile nieba dla oka, a światła ile, a ile przestrzeni dla myśli i marzeń...
Woda i woda, bez końca i miary, a brzegiem jej to niebo sine, co w górze, wysoko. A słońce niesie mu uśmiech promienny, a wiatr je kołysze, tuli do snu olbrzyma sennego...
Czasem się zbudzi ten olbrzym, przeciągnie się, spiętrzy góry i pagórki wodne, białą je pianą ubieli, pianą jak pudrem przysypie, a samo czarne jak węgiel, gniewne, rozżarte, straszliwe, krwi, zda się, żądne. Brzegi chce zalać, skały połamać, w chmury,co chodzą po niebie, chce plunąć, chmury poszarpać, słońce zagasić, a ląd pokruszyć na piasek, a z piasku sobie usłać dno miękkie, aby wypocząć po pracy zniszczenia.
Jakby zmęczone sił swoich nadmiarem, chce hulać, walczyć, grzmieć i roztrącać. Ofiar mu potrzeba, silnych jak ono, godnych z nim – morzem, zapasów...
Rozgniewane niebo karci je piorunami. Lecz czym jest piorun? Iskrą maleńką, co gaśnie od kropel parskającego olbrzyma, nim łona jego dosięgnie...
Huczy, grzmi, warczy morze, wiatr wyje, a z dala od brzegu kołysze się łódź, bo ginie w bezkresie wody, nie widać ciemnej sylwetki rybaka, bo czarno i na falach morza, i na chmurach nieba. Dwie krople potu spłynęły mu z czoła i pochłonęło je morze, dwie łzy gorące spłynęły mu z oczu i pochłonęło je morze.
- Czym ci zawiniłem? - pyta.
Głos jego tylko jedna słyszała fala, ale nie słyszało głosu tego morze...
Na brzegu stoi chata, cicha, skromna, mała, i jedna fala dach z niej zlizała, druga ścianę trąciła, i ściany tyle nawet deski nie zostało, by jej na krzyż starczyło.
Przy oknie stoi kobieta, patrzy na morze.
- Czym zawiniliśmy tobie? - pyta.
I skargi jej morze nie dosłyszało wśród huku.
Stoi kobieta, tuli dziecinę do piersi, drugie za rączkę trzyma i myśli:
„Dlaczego mamy ginąć?”
Trzecia dziecina uklękła przy matce i mówi:
- Boże dobry i Ty, patronie rybackich siedzib, ocalcie nas, zmiłujcie się nad nami.
A czwarte dziecię, ośmioletni chłopczyna, ścisnął rękę w piąstkę, gniewnie błysnął czarnymi oczętami i zawołał:
- Dam ci ja, jak dorosnę, ty złe niedobre morze.
I Bóg usłuchał modlitwy dzieciny, i morze posłyszało groźbę chłopczyny małego, fala falę trąca i mówi:
- Ci – i – cho, dziecię się modli.
I jedna fala uniosła łzę dziecka, i uciszała nią bardziej rozhukane.
I morze niechętnie, leniwie, z głuchym pomrukiem, kładło się kornie u stóp modlitwy dziecięcej.
- Czym ci zawiniłem? - pyta.
Głos jego tylko jedna słyszała fala, ale nie słyszało głosu tego morze...
Na brzegu stoi chata, cicha, skromna, mała, i jedna fala dach z niej zlizała, druga ścianę trąciła, i ściany tyle nawet deski nie zostało, by jej na krzyż starczyło.
Przy oknie stoi kobieta, patrzy na morze.
- Czym zawiniliśmy tobie? - pyta.
I skargi jej morze nie dosłyszało wśród huku.
Stoi kobieta, tuli dziecinę do piersi, drugie za rączkę trzyma i myśli:
„Dlaczego mamy ginąć?”
Trzecia dziecina uklękła przy matce i mówi:
- Boże dobry i Ty, patronie rybackich siedzib, ocalcie nas, zmiłujcie się nad nami.
A czwarte dziecię, ośmioletni chłopczyna, ścisnął rękę w piąstkę, gniewnie błysnął czarnymi oczętami i zawołał:
- Dam ci ja, jak dorosnę, ty złe niedobre morze.
I Bóg usłuchał modlitwy dzieciny, i morze posłyszało groźbę chłopczyny małego, fala falę trąca i mówi:
- Ci – i – cho, dziecię się modli.
I jedna fala uniosła łzę dziecka, i uciszała nią bardziej rozhukane.
I morze niechętnie, leniwie, z głuchym pomrukiem, kładło się kornie u stóp modlitwy dziecięcej.
Powrócił rybak do swoich, naprawił chatkę, uspokoił żonę i dzieci, i znów siadł na swe czółno.
A jeśli znów go morze zdradzi, jeśli dziś nie posłucha modlitwy dziecka, nie ulęknie się groźby chłopczyny o ciemnych włosach... takie to życie rybackie!
A nie zamieniłby go na żadne inne. Cóż, z morzem się zżył, ono mu kołyską było, ono mu do snu nuciło, ono go karmiło, ono go myśleć i kochać uczyło, ma prawo do ciała i duszy jego, trumną mu będzie.
Takie to życie rybaka.
A jeśli znów go morze zdradzi, jeśli dziś nie posłucha modlitwy dziecka, nie ulęknie się groźby chłopczyny o ciemnych włosach... takie to życie rybackie!
A nie zamieniłby go na żadne inne. Cóż, z morzem się zżył, ono mu kołyską było, ono mu do snu nuciło, ono go karmiło, ono go myśleć i kochać uczyło, ma prawo do ciała i duszy jego, trumną mu będzie.
Takie to życie rybaka.
Sunday, May 8, 2016
Lekkokonny Pułk Starozakonny i Berek Joselewicz - 1794 - Zabawa w Berka - Jak Berek pod Kockiem! .
![]() ![]() |
| Berek Joselewicz lub Józef Berkowicz z synem. Widokówka z 1902 roku. |
W Tygodniku Ilustrowanym w 1911 roku.
![]() |
| Tygodnik Ilustrowany 1927.09.10 Nr. 37. |
| Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży - tygodniowy dodatek bezpłatny do nr 125 Naszego Przeglądu R.14, nr 18 (5 maja 1939). |
500 mężczyzn odpowiedziało na wezwanie, uformowano z nich regiment kawalerii – według niektórych autorów Joselewicz miał jednak za mało czasu i środków na jego sformowanie, bo jedynie 3 tygodnie i 3000 złp. Na prośbę Joselewicza zapewniono im możliwość przestrzegania religijnych obyczajów, dostęp do koszernego jedzenia, powstrzymywania się od pracy w szabat (kiedy to było możliwe), a także noszenia tradycyjnych żydowskich bród.
W okresie insurekcji warszawską Pragę zamieszkiwało ok. 7000 ludzi, z czego ok. 5000 stanowili Żydzi. Oprócz oddziału Joselewicza sformowano oddziały żydowskiej milicji. Oddział Joselewicza brał udział w obronie warszawskiej Pragi, podczas której został rozbity. Tylko część przeżyła, włączając w to samego Joselewicza, który dostał się do niewoli rosyjskiej.
W legionach Joselewicz musiał zmagać się z szykanami ze strony polskich towarzyszy broni. Generał Kniaziewicz, dowodzący Legią Naddunajską*, w szeregach której znalazł się Joselewicz, pisał w liście do Wybickiego:
Berek, co w Polszcze był pułkownikiem, co dwie kampanie we Włoszech odprawił, tu przybywszy, tym dobrowolnie starszeństwa odstąpił, którzy tu żadnej kampanii nie odprawili; dlatego jednak jego prześladować nie przestają, któremu jednak niczego więcej zarzucić nie można jak to, że się nie szlachcicem urodził.
Grób Berka Joselewicza znajduje się 1,5 km od Kocka – wedle tradycji lokalnej dlatego, że Polacy nie chcieli pochować Joselewicza na cmentarzu rzymskokatolickim, a Żydzi – na cmentarzu żydowskim. Sprawą miał zając się miejscowy rabin, który ponoć powiedział: „Niech los zadecyduje”. Położono więc trumnę na wóz ciągnięty przez konie (woły). I Berek został pochowany tam, gdzie zwierzęta zatrzymały się, czyli przed wsią Białobrzegi. Pomnik znajduje się po prawej stronie drogi.
Pamięć o Joselewiczu. Jego imieniem nazwano ulice w Polsce a ja po cichu nazywam ulicę Birger Jarlsgatan w Sztokholmie ulicą Berka Joselewicza.
Na głazie umieszczono napis: „Berek Joselowicz ur. 1760 – zg. 1809. Tu pochowany”. (Joselewicz w rzeczywistości urodził się w 1764 roku).
Na głazie umieszczono napis: „Berek Joselowicz ur. 1760 – zg. 1809. Tu pochowany”. (Joselewicz w rzeczywistości urodził się w 1764 roku).
Przed kopcem położono drugi kamień, a na nim wyryto napis:
Berek Joselewicz Józef Berko(wicz) vel Berk ur. w Kretyndze na Litwie. Pułkownik wojsk polskich, szef szwadronu 5-go pułku strzelców konnych Wielkiego Księstwa Warszawskiego, Kawaler krzyżów Legii Honorowej Militari, zginął w bitwie pod Kockiem 1809 roku. Tu pochowany. Nie szacherką nie kwaterką lecz się krwią dorobił sławy. W stuletnią rocznicę zgonu 1909 r.
Inicjatorem wykonania monumentu był właściciel dóbr kockich Edward hr. Żółtowski.
Podobno zabawa w Berka to od Berka Joselewicza. "Berek" to po żydowsku (jidysz) znaczy "kolano". Zabawa dzieci żydowskich polegała na gonitwie i dotykaniu kolana. Kto dotknął krzyczał: Berek! I stąd nazwa gry.
Jest też powiedzenie umarł lub "leży jak Berek pod Kockiem"
*Legia Naddunajska – to polska formacja wojskowa utworzona w dniu 8 września 1799 roku w Republice Batawskiej (obecna Holandia) z byłych żołnierzy armii austriackiej (Polaków), którzy dostali się do niewoli francuskiej lub zbiegli z szeregów wojsk austriackich.
Legia składała się z 4 batalionów piechoty, 4 szwadronów jazdy i kompanii lekkiej artylerii - łącznie 5970 żołnierzy. Początkowo oddziałami Legii Naddunajskiej dowodził generał Karol Otto Kniaziewicz.
Podobno zabawa w Berka to od Berka Joselewicza. "Berek" to po żydowsku (jidysz) znaczy "kolano". Zabawa dzieci żydowskich polegała na gonitwie i dotykaniu kolana. Kto dotknął krzyczał: Berek! I stąd nazwa gry.
Jest też powiedzenie umarł lub "leży jak Berek pod Kockiem"
*Legia Naddunajska – to polska formacja wojskowa utworzona w dniu 8 września 1799 roku w Republice Batawskiej (obecna Holandia) z byłych żołnierzy armii austriackiej (Polaków), którzy dostali się do niewoli francuskiej lub zbiegli z szeregów wojsk austriackich.
Legia składała się z 4 batalionów piechoty, 4 szwadronów jazdy i kompanii lekkiej artylerii - łącznie 5970 żołnierzy. Początkowo oddziałami Legii Naddunajskiej dowodził generał Karol Otto Kniaziewicz.
Friday, May 6, 2016
Cmentarz żydowski (nie kirkut) w Słońcu - Wrocław
Wiadomości z Wrocławia.
Dopiero 6 maja 1945 poddali się Niemcy we Wrocławiu.
Cmentarz żydowski był świadkiem zaciętych walk miedzy Armią Czerwoną i Niemcami. Świadczą o tym ślady kul na wielu nagrobkach.
![]() |
| Dopiero 6 maja (dzisiaj rocznica) 1945 r. poddali sie Niemcy we Wrocławiu - tutaj z białą flagą |
| Cmentarz żydowski był świadkiem zaciętych walk miedzy Armią Czerwoną i Niemcami. Świadczą o tym ślady kul na wielu nagrobkach. |
| Na niektórych grobach są dodatkowe tablice z nazwiska i data 1941-1942 i "deportiert nach Osten" |
Wednesday, May 4, 2016
Dzień Pamięci Zagłady
Dzień Pamięci Zagłady
Gdy byłem wykładowcą na wydziale medycyny dawałem studentom zdjęcia dla "tłumaczenie wyników badań medycznych". To było w ramach kursu patologia tkanek miękkich i kości (patomorfologia). Mieli, np. na zdjęciu z biopsji pokazać normalną tkankę i gdzie jest tkanka rakowa.
Ten wstęp to tylko dlatego bo mam pewne trudności związane z tym oficjalnym posterem izraelskim zrobionym na Dzień Zagłady.
Mężczyzna z laską to oczywiście symbol jednego z niewielu którzy przeżyli Zagładę, i jeden z tych ostatnich z tego pokolenia. Ale pytanie jest czy cienie rodziny to koniecznie musi być ta cała generacja naszych dziadków, babci, ciotek i stryjenek. Ja wiem że tak myśleli artyści. Po długim oglądaniu zdjęcia zdecydowałem sie odwrócić je do góry nogami. Świat w okresie Zagłady odwrócił się do góry nogami to ja mogę to zrobić ze zdjęciem.
Ten staruszek to bohater, przeżył Zagładę i zbudował nową rodzinę. Z jego starej rodziny nie zostało nic, nawet cienia!
Warszawa 4 maja 1942
Po stronie ,,aryjskiej'' ludność świętowała 1 maja i 3 maja poprzez kompletny bojkot nazistów. W tych dniach ludzie unikali jazdy tramwajami i kupowania gazet, bo pieniądze te idą prosto do niemieckiej kieszeni. Ktoś złożył wiązankę kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza. Ludzie celowo zostali w domu i w mieście panowała martwa cisza. W getcie też nastrój był inny. Mimo że wielu Polaków zarażonych antysemityzmem nie przyznaje, że ich bracia wyznania judajskiego są ich współobywatelami, Żydzi - wbrew nieludzkiemu traktowaniu, jakiemu są poddani - okazują swój patriotyzm w każdy możliwy sposób. Ostatnio wiele mówiło się o oddziałach partyzanckich walczących w lasach pod Lublinem; w tych oddziałach jest wielu Żydów, którzy walczą jak wszyscy inni o wspólny cel. A jednak polscy antysemici powiadają: ,,To dobra sprawa, niech Żydzi siedzą za swoimi murami. Wreszcie w Polsce nie będzie Żydów''. Jednym z częstych gości jest u nas pan Przygoda, zastępca administratora Chaskelberga. ,,Jak tylko na coś się będzie zanosić- mówi - zawsze- skoczę przez mur. I mam takie przeczucie, że wkrótce będę zabijał Niemców tuzinami.'' Wiem, że należy do jednej z nielegalnych partii. Jurek Leder, mój bliski kolega, który teraz pracuje w żydowskiej policji, jest także żarliwym polskim patriotą. ,,Gdybym tylko mógł się stąd wydostać i przyłączyć do partyzantów! - powiada. - Przynajmniej mógłbym wtedy walczyć za Polskę. Kocham mój kraj i nawet żeby stu antysemitów próbowało mnie przekonać, że nie jestem Polakiem, dowiodę im - jeśli nie słowem, to pięścią''. Ojciec Ledera jest kapitanem armii polskiej obecnie internowanym w Rosji. Wielu jest takich Żydów, którzy z radością poświęciliby życie dla Polski, a teraz działają w podziemnym ruchu oporu. Wielu jest też takich, którzy zaciskają zęby, nie mówią ani słowa i czerwienią się ze wstydu, z upokorzenia, gdy - jak to się czasem zdarza- Polak wrzuci kamień przez mur. Ostatnio na Chłodnej Polacy jadący ciężarówką ciskali przez mur w szyby wystawowe i okna prywatnych mieszkań kamieniami krzycząc dziko i triumfalnie. Niektórzy Żydzi wstydzą się przyznawać, że uważają Polskę za kraj ojczysty- choć kochają ją - bo pamiętają, jak często ich polscy współobywatele mówili do nich : ,,Wracaj do Palestyny, Żydzie'', albo jak na uniwersytecie żydowscy studenci byli zmuszani do siedzenia w ławkach-gettach i często byli napadani przez studentów gojów tylko za ich wiarę. Faktem jest, że wielu gojów w Warszawie jest zarażonych propagandą Hitlera. Naturalnie są także ludzie, którzy widzą, że ta droga jest błędna, ale boją się cokolwiek powiedzieć, bo zaraz byliby oskarżeni, że mieli dziadka Żyda albo babkę Żydówkę, albo nawet, że zostali przekupieni przez Żydów. Tylko nieliczni - a są to członkowie partii politycznych reprezentujących klasy pracujące - mówią o tym otwarcie i ci właśnie w większości walczą w oddziałach partyzanckich. Gdyby wszyscy ,,aryjscy'' Polacy zebrali się i spróbowali pomóc Żydom w getcie - mogliby zrobić bardzo wiele. Na przykład mogliby zdobyć ,,aryjskie'' dokumenty dla wielu Żydów, ukryć ich w swoich domach, ułatwić im ucieczkę przez mury i tym podobne. Ale naturalnie łatwiej jest wrzucać do getta kamienie...
Źródło: Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, str. 155-57, Warszawa 1983
Źródło: Mary Berg, Dziennik z getta warszawskiego, str. 155-57, Warszawa 1983
4 maja - Mao Tse-tung - Edelman - Koziołek Matołek - Bund - KOR i żonkilowcy -
Pod silnym wpływem "Ruchu 4 maja" znalazł się także Mao Tse-tung. ...
A Polin jest zdaje się pod nieustannym wpływem Bundowców i KORowców wszędzie wpychających Edelmana. Tym razem jako jedną z 9 osób zasłużonych Warszawie... na stronie warsze
Muzeum Polin wraca do tradycji i lat Koziołka Matołka i przedstawia jako serię typu komiks
9 Wspaniałych Żydów warszawskich.
A Edelman był urodzony w Homlu a większość życia mieszkał w Łodzi.
W Łodzi zrobiL studia medyczne 1946-1951 i tam pracował jako lekarz. Od początku lat 80. działał w „Solidarności”, m.in. jako członek Zarządu Regionu Ziemia Łódzka.
W okresie III Rzeczpospolitej był przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Obywatelskiego w Łodzi.
Umarł w Warszawie i jest pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.
A Edelman był urodzony w Homlu a większość życia mieszkał w Łodzi.
W Łodzi zrobiL studia medyczne 1946-1951 i tam pracował jako lekarz. Od początku lat 80. działał w „Solidarności”, m.in. jako członek Zarządu Regionu Ziemia Łódzka.
W okresie III Rzeczpospolitej był przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Obywatelskiego w Łodzi.
Umarł w Warszawie i jest pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.
Edelman jest łodzianinem mimo mylnych informacji z Muzeum Polin!
Tuesday, May 3, 2016
Miejsce po Wielkiej Synagodze we Wrocławiu - Nowa synagoga - Wrocław
Nowa Synagoga we Wrocławiu (Neue Synagoge in Breslau) – zburzona w 1938 r. największa wrocławska synagoga, usytuowana u zbiegu ulic Podwale i Łąkowej. Nazywana była również "Synagogą Na Wygonie", stanowiła centrum judaizmu liberalnego we Wrocławiu.
Nowa Synagoga we Wrocławiu. Projekt - Edwin Oppler. Budowa trwała 8 lat. Po berlińskiej synagodze druga co do wielkości i zdobień w Niemczech. Dla wiernych uroczyście otwarta w dniu 29 września 1872 r.
Koncepcja budowy nowej, większej synagogi narodziła się 25 października 1864 roku, gdyż mniejsza synagoga Pod Białym Bocianem nie mogła pomieścić wystarczającej liczby ludzi (i była prywatną synagogą).
Budowę Nowej Synagogi we Wrocławiu rozpoczęto w 1865 roku i wtedy uroczyście złożono kamień
węgielny. Plany synagogi wykonał niemiecki architekt pochodzenia żydowskiego Edwin Oppler. Budowę ukończono w 1872 roku, a uroczyste otwarcie synagogi nastąpiło 29 września tego samego roku.
Była obok Nowej Synagogi w Berlinie, największą synagogą Niemiec i Austrii. Podczas Nocy Kryształowej z 9 na 10 listopada 1938 roku, bojówki hitlerowskie spaliły synagogę.
Po zakończeniu II wojny światowej nie została odbudowana.
W 1998 roku odsłonięto mały pomnik upamiętniający synagogę, z wykutym napisem po polsku, niemiecku i hebrajsku:
Subscribe to:
Posts (Atom)


















