Monday, January 12, 2026

Wer ist der Mann? - Tego obrazu nigdy nie zapomnę, - krzyczał Remba.

Archiwum ŻIH. Pełny jest rękopis Emanuela Ringelbluma, w którym Ringelblum opisuje reakcje Nachuma Remby na widok Korczaka z dziećmi na Umszlagu. Remba jako sekretarz warszawskiej Gminy Żydowskiej, był obecny na Umschlagplatzu i widział moment przybycia pochodu. Wer ist der Mann? - „Kim jest ten człowiek?”: to słynne pytanie zadane przez niemieckich żołnierzy na widok spokojnego, wyprostowanego Doktora pojawił się po raz pierwszy w jego relacji. Było ono po wojnie wiele razy cytowane i nowe jego warianty w wielu powojennych artykułach i filmach, wraz z odpowiedzią Korczaka, publikowane. M.in. w filmie Forda - Jest Pan wolny Dr. Korczak.

Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców «der jüdische Henker»* rozkazał wyprowadzić internaty. Pochód otwierał Korczak.****


Archiwum ŻIH. Pełny jest rękopis Emanuela Ringelbluma, w którym Ringelblum opisuje reakcje Nachuma Remby na widok Korczaka z dziećmi na Umszlagu. Remba jako sekretarz warszawskiej Gminy Żydowskiej, był obecny na Umschlagplatzu i widział moment przybycia pochodu. Wer ist der Mann? - „Kim jest ten człowiek?”: to słynne pytanie zadane przez niemieckich żołnierzy na widok spokojnego, wyprostowanego Doktora pojawił się po raz pierwszy w jego relacji. Było ono po wojnie wiele razy cytowane i nowe jego warianty, wraz z odpowiedzią Korczaka publikowane.

Ten dzień całkiem mnie dobił. Odbywała się blokada «Małego Getta», zasygnalizowano nam, że prowadzą szkołę pielęgniarską, apteki, sierociniec Korczaka, internat ze Śliskiej i Twardej i wiele innych. Był to bardzo upalny dzień. Dzieci z internatów - pisze Remba - posadziłem na krańcu placu, pod murem. Sądziłem, że może uda się je uratować tego popołudnia i przetrzymać do następnego dnia. Zaproponowałem Korczakowi, aby udał się ze mną do Gminy w celu skłonienia jej do podjęcia interwencji. Odmówił, nie chciał opuścić dzieci nawet na minutę. Rozpoczęło się ładowanie (do wagonów, do Treblinki). Stałem przy kordonie Służby Porządkowej, który prowadził do wagonów, stałem i z drżeniem serca śledziłem, czy plan mój się uda. Pytałem ciągle o stan liczebny w wagonach (tzn. czy nie są już pełne). Wciąż ładowano, ale jeszcze nie było kompletu. Szła stłoczona masa ludzi, popędzanych nahajkami. Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców «der jüdische Henker»* rozkazał wyprowadzić internaty. Pochód otwierał Korczak. Nie!
 
Tego obrazu - krzyczał Remba - nigdy nie zapomnę. To nie był marsz do wagonów, to był zorganizowany, niemy protest przeciwko bandytyzmowi! W przeciwieństwie do stłoczonej masy, która szła na rzeź jak bydło, rozpoczął się marsz, jakiego nie spotyka się w życiu. Wszystkie dzieci ustawiono w czwórki, na czele Korczak z oczami zwróconymi ku górze trzymał dwoje dzieci za rączki, prowadził pochód. Drugi oddział prowadziła Stefania Wilczyńska, trzeci - Broniatowska, jej dzieci miały niebieskie plecaki, czwarty oddział - Szternfeld z internatu przy Twardej. Były to pierwsze żydowskie szeregi, które szły na śmierć z godnością, ciskając barbarzyńcom spojrzenia pełne pogardy. Zapowiadały one, że przyjdą mściciele naszej tragedii, którzy pomszczą wyrządzone krzywdy. Nawet Służba Porządkowa stanęła na baczność i salutowała. Gdy Niemcy zobaczyli Korczaka, pytali: «Wer ist der Mann?»**. „Nie mogłem dłużej wytrzymać” - pisze Remba „łzy pociekły mi z oczu, ukryłem twarz w dłoniach. Przejął mnie głęboki ból na myśl, że jesteśmy tacy bezradni, że nie mogę nic zrobić, tylko bezczynnie stać i przyglądać się mordowi. W nocy zdawało mi się, że słyszę tupot dziecięcych nóżek maszerujących w takt, pod kierownictwem swych wychowawców. Słyszałem rytmiczne kroki, które idą bez przerwy w nieznanym kierunku. I jeszcze dziś jak żywy staje w mej pamięci ten obraz. Widzę wyraźnie postacie i widzę pięści setek tysięcy ludzi, które spadną na głowy oprawców”...

Tekst powyższy jest pisany w tzw. trzeciej osobie na podstawie rękopisu Remby i bezpośredniej relacji. Dlatego Ringelblum m.in. pisze: Tego obrazu - krzyczał Remba - nigdy nie zapomnę. W innym miejscu Ringelblum cytuje: „Nie mogłem dłużej wytrzymać” - pisze Remba.***

Cytat: Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców «der jüdische Henker»* rozkazał wyprowadzić internaty. Pochód otwierał Korczak.****

Szternfeld - Broniatowska - Plac Grzybowski
W opisie deportacji z getta warszawskiego 5 sierpnia 1942 roku, wspomniana jest przez Rembę osoba o nazwisku Szternfeld. To prawdopodobnie znany kierownik internatu dla chłopców przy ul. Twardej 7, Szloma Szternfeld z którym od lat współpracował Korczak (wspominany w Pamietniku).
Broniatowska wspomniana przez Rembę to prawdopodobnie Zofia Broniatowska która była kierowniczką internatu dla dziewcząt przy ul. Śliskiej 28, współpracowała w Getcie z organizacją CENTOS. Szternfeld to mogła by również Fela Szternfeld która była jedną z wychowawczyń towarzyszących Januszowi Korczakowi i dzieciom z Domu Sierot w drodze na Umschlagplatz. Deportacja Domu Sierot Korczaka w kierunku na Umschlagplatz odbyła się przez bramę na ulicy ul. Śliskiej 9. W związku z nazwiskiem Szternfeld co poniektórzy współczesni badacze Korczaka opisują bezpodstawnie ze Korczak i Dom Sierot poszli najpierw na ul. Twardą i Plac Grzybowski by tam połączyc się z innymi sierocincami zanim wspólny "pochód" ruszył w kierunku Umschlagplatz. Ten współczesny opis nie zgadza się jednak z relacja naocznego świadka Marka Rudnickiego z którym wielokrotnie rozmawiałem na ten temat. Rudnicki opowiadał ze Dom Sierot był prowadzony, eskortowany, osobno i że miał pewne "przywileje" ze względu na Korczaka - mogli biorąc pod uwagę upalny dzień i stan zdrowia Doktora stawać kilkakrotnie w cieniu domów i odpoczywać. Trzeba pamietac że opis Remby to opis na samym Umszlagu, nie na Placu Grzybowskim.

W 2016 napisalem na blogu Jim bao Today o tekście Marian Podkowińskiego w gazecie Rzeczypospolita który był równiez transmitowany w Polskim Radiu. Marian Podkowiński i Janusz Korczak obaj pracowali w latach 30. w Polskim Radiu przy ul. Zielnej i zapamiętał go jako legendarnego "Starego Doktora", który swoimi audycjami (tzw. gadaninkami) gromadził przed odbiornikami tysiące słuchaczy. Dzięki relacjom m.in. Podkowińskiego i Czerwińskiego wiemy, że radiowy styl Korczaka był rewolucyjny – mówił ciepło, kolokwialnie i bezpośrednio do dziecka, co w tamtych czasach było ewenementem.
Relacja Podkowińskiego opierała się na świadectwach osób trzecich jednak ten wczesny opis z „Rzeczpospolitej” miał (ma) do dzisiaj wpływ na polską pamięć zbiorową. Przez dekady opis ten był powielany w gazetach, audycjach radiowych, wystawach, podręcznikach szkolnych i filmach.

Cytat z tekstu Mariana Podkowińskiego w "Rzeczpospolita" z 9 marca 1945: Śmierć Janusza Korczaka:
Gdy Korczak załadował dzieci do wagonów na rampie kolejowej „jeden z oficerów niemieckich podszedł do niego proponując mu, aby udał się do domu, gdyż zwalnia go. Korczak spojrzał na niego takim wzrokiem, jakby cały swój długo skrywany ból, całą nienawiść zbolałego ojca chciał rzucić w twarz zbira. Było to spojrzenie człowieka, który przemawiał już z innego świata i dla którego sprawy ziemskiego padołu były resztkami ginącej rzeczywistości, złej, ohydnej rzeczywistości. – Precz mi z oczu, psie niemiecki! – zawołał (do Niemca) – patrz jak dumnie idą na śmierć małe dzieci żydowskie.... a ja miałbym je teraz opuścić? Nigdy!
I żwawym krokiem wskoczył do wagonu. Niemiec trzasnął pejczem w powietrze. Korczak uniknął uderzenia w plecy i wszedł w gromadkę stłoczonych wewnątrz wagonu dzieci. Milicjanci zasunęli powoli drzwi, a gruby jak kloc Niemiec plombował wagon. Lokomotywa ze świstem potoczyła się w dół Wisły unosząc pasterza i jego owieczki".
 
**** Cytat: "Był to strasznie upalny dzień. Dzieci z internatów posadziłem na krańcu placu, pod murem. Sądziłem, że może uda się je uchronić tego popołudnia, zatrzymać do następnego dnia. - Stałem przy kordonie Służby Porządkowej, który prowadził do wagonów, stałem i z drżeniem serca śledziłem, czy plan mój się uda. Pytałem się ciągle o stan liczebny wagonów (czy są już zapełnione?). Wciąż ładowano, ale brak jeszcze było kompletu. Szła stłoczona masa ludzi, popędzanych nahajkami. Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców „żydowskim katem”) rozkazał wyprowadzić internaty. Na czele pochodu był Korczak". Wg. Remby, Dom Sierot Korczaka jak również inne sierocińce nie były prowadzone bezpośrednio z ulicy Dzikiej do wagonów lecz czekały w jednym z przeznaczonych na to miejsc na Umszlagu, Może właśnie tu przy murze na ulicy Stawki. 6623 osoby zostały tego dnia wysłane do obozu smierci Treblinka.

Pierwsza fabularna próba filmowa pokazująca postać Korczaka i jego poświęcenie dla dzieci, to film w reżyserii Aleksandra Forda, „Sie sind frei, Doktor Korczak” (oryginalny tytuł w języku polskim: Jest pan wolny, doktorze Korczak z 1974 roku, Forda. Podobnie do późniejszego filmu Wajdy to również ta fabularna biografia Janusza Korczaka, skupia się na jego ostatnich dniach życia w getcie.

* Wyrażenie „der jüdische Henker” tłumaczy się na język polski jako „żydowski kat”.
** Wer ist der Mann? tłumaczy się na język polski jako Kim jest ten człowiek.
*** Emanuel Ringelblum, przebywając w bunkrze „Krysia” przy ul. Grójeckiej 81 w Warszawie (od lutego 1943 do marca 1944 roku), napisał kilka kluczowych prac historycznych i esejów. Wszystkie te teksty (m.in. ten Remby, cytowany tutaj), by
ły przekazywane potajemnie łącznikom i weszły w skład Archiwum Ringelbluma (pełna edycja dostępna w Żydowskim Instytucie Historycznym).
**** Cytat: "Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców «der jüdische Henker»* rozkazał wyprowadzić internaty. Pochód otwierał Korczak.". Możliwe że Dom Sierot Korczaka jak również inne sierocińce nie były prowadzone bezpośrednio z ulicy Dzikiej do wagonów lecz czekały w jednym z przeznaczonych na to miejsc na Umszlagu.

Marek Rudnicki - Dlaczego, dlaczego?
Marek Rudnicki opowiadał i pisał że koło godziny 10, dzieci z Domu Sierot były już gotowe do wyjścia. Całą drogę na Umszlag przenikała atmosfera bezwładu, automatyzmu i apatii. Nie było widocznego na ulicach poruszenia na widok Korczaka i Domu Sierot. Nie było śpiewu, ani dumnie podniesionych głów. Panowała natomiast "straszliwa, zmęczona cisza". Korczak szedł "skurczony", "włókł nogę za nogą", czasami mamrocząc coś do siebie. Rudnickiemu wydawało się, że słyszał jak Korczak powtarzał słowo "dlaczego". Wraz z dziećmi szło kilku dorosłych, m.in. wychowawców z Domu Sierot. Dzieci szły początkowo w czwórkach, później w pomieszanych szeregach. Marek Rudnicki odprowadził ich do samego Umschlagplatzu.

Remba - Dzieci z internatów posadziłem na krańcu placu, pod murem. Sądziłem, że może uda się je uchronić tego popołudnia, zatrzymać do następnego dnia.
Ten dzień całkowicie mnie dobił. Odbywała się blokada „małego getta"; sygnalizowano nam, że prowadzą szkołę pielęgniarską, apteki, sierociniec Korczaka, internat na Śliskiej i Twardej i wiele innych. Był to strasznie upalny dzień. Dzieci z internatów posadziłem na krańcu placu, pod murem. Sądziłem, że może uda się je uchronić tego popołudnia, zatrzymać do następnego dnia. Zaproponowałem Korczakowi, aby udał się ze mną do Gminy celem spowodowania, żeby podjęła interwencję. Odmówił. Nie chciał opuścić dzieci nawet na jedną minutę. Rozpoczęło się ładowanie (do wagonów do Treblinki). Stałem przy kordonie Służby Porządkowej, który prowadził do wagonów, stałem i z drżeniem serca śledziłem, czy plan mój się uda. Pytałem się ciągle o stan liczebny wagonów (czy są już zapełnione?). Wciąż ładowano, ale brak jeszcze było kompletu. Szła stłoczona masa ludzi, popędzanych nahajkami. Nagle pan Sz. (Szmerling, żydowski komendant Umschlagplatzu, nazywany przez Niemców „żydowskim katem”) rozkazał wyprowadzić in-ternaty. Na czele pochodu był Korczak.


Lucyna "Lunia" Rozental (Z. Wróblewska), moja mama, wspomina: 5 sierpnia, moje urodziny.
5 sierpnia, 10 -11 rano, to był gorący letni dzień, wyjrzałam przez okno bo usłyszałam głosy i dźwięki. Z lewej, widziałem jak tłum ludzi idzie z południowej części getta. Prowadzeni byli środkiem ulicy przez żołnierzy w niemieckich mundurach. Nie wiem, czy żołnierze to byli Niemcy lub Estonczycy lub Ukraińcy. Nagle zobaczyłem w tłumie dorosłych, dzieci i dr. Janusz Korczaka. Janusz Korczak szedł pierwszy, ciężkimi krokami, za Nim dzieci. Nikt nie mówił. Nie śpiewał. Kilka osób stało wzdłuż chodników. Moja pierwsza myśl Gdzie mój Misza (Michał), który pracował jako wychowawca w sierocińcu Korczaka. Od razu stwierdziłam, że go tam nie było. Misza był bardzo wysoki, ponad 1,83 cm długości, i zawsze górował w tłumie dzieci na podwórku Domu Sierot. Misza był czasami nazywany przez dzieci - żyrafa ze względu na wzrost. Teraz jednak nie było jego wśród nich. Nie patrzyłam na innych nauczycieli których znałam. Widziałam Korczaka, a potem automatycznie szukałam Miszy. Po kilku sekundach, dzieci oddaliły się.

Władysław Szpilman - Dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał..
Chyba 5 sierpnia udało mi się wyrwać na krótko z pracy i szedłem ulicą Gęsią, gdy przypadkowo stałem się świadkiem wymarszu Janusza Korczaka i jego sierot z getta. [...]
Dzieci miały zostać wywiezione same, jemu zaś dawano szanse uratowania się i tylko z trudem udało mu się przekonać Niemców, by zezwolili mu towarzyszyć dzieciom. Spędził z nimi długie lata swojego życia i teraz, w ich ostatniej drodze, nie chciał ich pozostawiać samych. Chciał im tę drogę ułatwić. Wytłumaczył sierotom, że mają powód do radości, bo jadą na wieś. Nareszcie mogą zamienić wstrętne, duszne mury na łąki porośnięte kwiatami, na źródła, w których można się kąpać, na lasy, gdzie jest tak wiele jagód i grzybów. Zarządził, by ubrały się świątecznie i tak ładnie wystrojone, w radosnym nastroju ustawiły się parami na dziedzińcu.
Małą kolumnę prowadził SS-man, który jak każdy Niemiec kochał dzieci, a szczególnie te, które zaraz miał wyprawić na tamten świat. Wyjątkowo spodobał mu się dwunastoletni chłopiec – skrzypek, który niósł swój instrument pod pachą. Rozkazał mu wyjść na czoło pochodu i grać. Tak ruszyli w drogę.
Gdy spotkałem ich na Gęsiej, dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych, także uśmiechniętych, i opowiadał im coś zabawnego.

Budynek Domu Sierot. Fotografie zrobiona przed wojną. Wejście od ul. Śliskiej nr. 9 i Siennej nr.16.