Ten poruszający i niezwykle ważny rozdział, ukazuje ostatnie próby Korczaka nawiązania kontaktu z dawnymi podopiecznymi w przededniu kataklizmu w 1939 r. Kompletny, połączony Rozdział Dwudziesty Pierwszy (strony 228–236)
Oto cała treść dwudziestego pierwszego rozdziału zestawiona w jeden ciągły, płynny i spójny tekst w języku polskim:
Oto cała treść dwudziestego pierwszego rozdziału zestawiona w jeden ciągły, płynny i spójny tekst w języku polskim:
Listy
Po spędzeniu dwudziestu dni w En Charod, doktor opuścił tę osadę. W międzyczasie odwiedził Jerozolimę. Nie zobaczył jednak Tel Awiwu, przekładając wizytę na przyszłość, ponieważ czas naglił. Przyjacielskie więzi, które nawiązały się między nim a wieloma ludźmi, bliskimi mu pod względem ducha i założeń pedagogicznych, były bardzo silne. Listy były szczere, w większości poruszające, niekiedy wręcz rozdzierające serce. Przebijało z nich rozgoryczenie człowieka doświadczonego, ale nie załamanego przez los. Czuł, że grunt usuwa mu się spod nóg.
„Nigdy nie byłem związany z życiem silniejszymi więzami” – napisał w liście z dnia 9.12.36 do jednej ze swoich uczennic przebywającej w En Charod. – „Gdybyście widzieli i obserwowali to z boku, odnieślibyście wrażenie, że uważam siebie za postać zbędną i niepotrzebną. Co czeka nas teraz, gdy człowiek stracił nadzieję? Nie liczę już godzin. Podróż do Ziemi Izraela była prawdopodobnie moim ostatnim zrywem. Teraz – nie ma nic. Wierzę w przyszłość ludzkości. Gdyby nie to przeczucie, które noszę w sercu, modliłbym się bez przerw o rychłe nadejście momentu odkupienia; oby świat zamienił się w popiół, a przede wszystkim – dzieci. Wczoraj wieczorem, po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, byłem w kinie i widziałem film pod tytułem 'Mały Lord'. Film ten wywarł na mnie ogromne wrażenie moralne i psychiczne. Zobaczyłem w nim czystość duszy dziecka. Chciałem, ale nie mogłem, w pełni zrealizować moich planów. Summa summarum, wszystko jest bolesne w obliczu wysiłków, które podjęliśmy. Pozdrowienia dla wszystkich. Korczak.”
List z dnia 30.3.37 do moich bliskich w En Charod:
„Mój drogi, jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, będę w przyszłym miesiącu w Ziemi Izraela. Tym razem – na rok, a jeśli nie pojawią się przeszkody, zamieszkam w Jerozolimie. Trudno było podjąć tę decyzję. Kosztowało mnie to wiele trudu, by porzucić to wszystko. Niestety, nie wierzę, aby moje pozostanie v Polsce przyniosło jeszcze jakikolwiek pożytek. Praca, którą tu wykonuję, nie ma już sensu. Cierpię z powodu samotności. Choć starzy ludzie mawiają, że nadszedł czas, by odpocząć, moje życie w Warszawie stało się koszmarem, pośród udręk i nienawiści. Kiedyś byłem dla nich wzorem człowieka, który poświęcił się dla idei, a dzisiaj pytają mnie z pogardą: 'Kto jeszcze szanuje tego człowieka?' Słowa te bolą. Być może to moja własna wina, że dałem się oszukać, myśląc, że w Polsce los żydowskiego dziecka ulegnie poprawie... Chiny, Abisynia, Hiszpania – oto i kraje, w których toczą się krwawe wojny. A Niemcy?
Co przyniosą najbliższe miesiące? Nie wiem. Przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Wierzę jednak w nową erę. Nawet jeśli nadejdą dni ciężkich prób i nieszczęść, ta długa i wyboista droga w końcu doprowadzi nas do upragnionego celu. Wyciągnąłem z tego tylko jeden wniosek: jeśli istnieje na tym świecie siła zdolna powstrzymać to zło, to jest nią czystość i niewinność dziecka. Prawa moralne i społeczne nie mogą opierać się wyłącznie na sile, lecz na prawie do miłości i wzajemnego szacunku pośród ludzi. Kierując się tymi motywami, które zawsze stanowiły fundament mojej pracy, podjąłem decyzję: po raz trzeci udaję się do Ziemi Świętej, by osiedlić się tam na stałe. Goldszmit.
W gruncie rzeczy nie zmieniłem moich planów: obiecałem przecież przybyć po dwóch latach, jeśli tylko zdrowie mi na to pozwoli. Skoro jednak mój wyjazd do Jerozolimy jest już przesądzony, muszę uświadomić sobie jedno: w Ziemi Izraela będę musiał nauczyć się wszystkiego od nowa, nawet tych najbardziej podstawowych rzeczy, jak choćby języka. Drugi powód jest taki, że człowiek musi przede wszystkim oddychać czystym powietrzem, wyprostować kości i odzyskać prawo do cieszenia się życiem. I tylko wtedy będę mógł pozwolić sobie na to, by pokazać się na wsi.
Napisałem w moim liście: „Jeszcze trochę i podjąłbym tę decyzję”. Sprawa ta wydawała mi się nierealna, jakby realizacja tych planów zależała wyłącznie od kaprysów losu. Czy to wszystko nie opiera się na wewnętrznej decyzji, postanowieniu serca, niezależnie od tego, czy wystarczy mi sił na jej urzeczywistnienie, czy też nie? Rzecz ta nie została jeszcze w pełni zrozumiana, ale wierzę w to głęboko – gdybym nie przybył do was zszarzały, zmęczony i przygnębiony, aby podzielić się z wami tą resztką sił, jaka mi pozostała – byłbym dla was znowu niczym dziecko, zaczynające od nowa swoją tułaczkę życiową. Czy to nie jest metafizyczne odrodzenie? Nie. Dla mnie prawdziwą i jedyną rzeczywistością są te wartości, które zaszczepili w moim sercu pionierzy z Ziemi Izraela. Tęsknota ta, szukająca Boga, sprawia, że pytam samego siebie: a może i mnie nazwiecie Żydem? Czy to grzech?
Ale tutaj — pośród udręk poniżenia, samotności i pośród pogardy, nie ma potrzeby szukać wyjaśnień, lecz trzeba po prostu pojąć istotę i cel tego cierpienia. Niepokój i wewnętrzne rozterki są nieodłączną częścią tego procesu. Proszę was o wybaczenie, że piszę do was o tych sprawach, zanim jeszcze podjąłem ostateczne kroki w Jerozolimie. Są one wynikiem... Z punktu widzenia realiów sytuacja wygląda następująco: za cztery tygodnie, a więc w przyszłym miesiącu, mam nadzieję być w Jerozolimie, gdzie zamierzam w jakimś pokoju studenckim; dopiero potem zdecyduję, dokąd mam się udać i co mam począć z tym, czego ode mnie zażądają. Jedyną i ostatnią radością w moim życiu – od lat prób i ciężkich doświadczeń, od dni głębokiej zadumy i bolesnych rozczarowań – było uświadomienie sobie, że zdołałem uchronić te dzieci przed głodem i nędzą. Nie mam siły odpowiadać na ten list; piszę te słowa do innych ludzi, bo dla siebie nie widzę już żadnej nadziei. Te pierwsze audycje radiowe, które zorganizowałem w kraju, były jedynym radosnym akcentem tej jesieni, wyjątkowym w swoim rodzaju. Pozdrawiam was serdecznie. Korczak.”
Z listu jednego z wychowanków w Ziemi Izraela:
„Mój ukochany nauczycielu, – tytuł ten i to imię idealnie pasują do pana, panie doktorze; był pan dla mnie niczym ojciec, człowiek bliski i jedyny wychowawca, któremu z pełnym zaufaniem i szczerością powierzyłem swój los (w moich myślach) w tym 'Domu Sierot'… Mój nauczycielu, nie zmieniliśmy ubrań i nie opuściliśmy budynku szkoły, ale praca w tym domu jest dobra. Budynek szkolny w tamtych czasach stał się dla nas całym światem – żal było oddawać go w ręce ludzi niegodziwych. Niestety, nawet w Ziemi Izraela nie sposób uwolnić się od tych złych wpływów, które docierają do nas z Europy. Zwrócono się do mnie z prośbą i dlatego piszę o tym, co myślę o seminarium dla nauczycieli wiejskich, ale nie chcę łudzić się nadzieją. Czy to ma jakieś znaczenie? Pragnę podkreślić czysty i szczery entuzjazm dzieci, nieskażony żadnymi kalkulacjami dotyczącymi kariery, bez pogoni za zaszczytami – aby pomóc im i wspierać ich plany. Dlaczego więc miałbym błądzić w świecie złudzeń? Szukam wzorów z zagranicy: szkół niemieckich lub amerykańskich, które przetłumaczono na język hebrajski. Chodzi o dom opieki, szkołę z internatem. Jakiego rodzaju ma to być placówka? Być może należy nazwać ją domem dla dzieci o trudnym charakterze, które... mój nauczycielu, z powodów, które nie zyskały uznania. To jest przecież pierwsza praca mojego nauczyciela w tym trudnym okresie – praca czysta, dobra i pełna poświęcenia. Jakże ubolewam nad losem tego domu, ale czy wolno mi zrzucić winę na dni mojego dzieciństwa? Zapewniam pana, że nie sądzę, by ktokolwiek przedłużał moją dyskusję z panem w sprawach realnych, o fundamentalnym znaczeniu. Los nie oszczędził mojemu nauczycielowi trudów, a potrzeba rozstrzygnięcia tych kwestii religijnych ciąży nad nami. Szkoda, że w sprawach dotyczących Ziemi Izraela, które interesują nas jako studentów, na nowo stajemy przed ścianą milczenia, bez odpowiedzi. W najlepszym wypadku – to powtórzenie słów, i to nie tylko w sprawach... i kalkulacjach skierowanych do władz.
„Mój ukochany nauczycielu, – tytuł ten i to imię idealnie pasują do pana, panie doktorze; był pan dla mnie niczym ojciec, człowiek bliski i jedyny wychowawca, któremu z pełnym zaufaniem i szczerością powierzyłem swój los (w moich myślach) w tym 'Domu Sierot'… Mój nauczycielu, nie zmieniliśmy ubrań i nie opuściliśmy budynku szkoły, ale praca w tym domu jest dobra. Budynek szkolny w tamtych czasach stał się dla nas całym światem – żal było oddawać go w ręce ludzi niegodziwych. Niestety, nawet w Ziemi Izraela nie sposób uwolnić się od tych złych wpływów, które docierają do nas z Europy. Zwrócono się do mnie z prośbą i dlatego piszę o tym, co myślę o seminarium dla nauczycieli wiejskich, ale nie chcę łudzić się nadzieją. Czy to ma jakieś znaczenie? Pragnę podkreślić czysty i szczery entuzjazm dzieci, nieskażony żadnymi kalkulacjami dotyczącymi kariery, bez pogoni za zaszczytami – aby pomóc im i wspierać ich plany. Dlaczego więc miałbym błądzić w świecie złudzeń? Szukam wzorów z zagranicy: szkół niemieckich lub amerykańskich, które przetłumaczono na język hebrajski. Chodzi o dom opieki, szkołę z internatem. Jakiego rodzaju ma to być placówka? Być może należy nazwać ją domem dla dzieci o trudnym charakterze, które... mój nauczycielu, z powodów, które nie zyskały uznania. To jest przecież pierwsza praca mojego nauczyciela w tym trudnym okresie – praca czysta, dobra i pełna poświęcenia. Jakże ubolewam nad losem tego domu, ale czy wolno mi zrzucić winę na dni mojego dzieciństwa? Zapewniam pana, że nie sądzę, by ktokolwiek przedłużał moją dyskusję z panem w sprawach realnych, o fundamentalnym znaczeniu. Los nie oszczędził mojemu nauczycielowi trudów, a potrzeba rozstrzygnięcia tych kwestii religijnych ciąży nad nami. Szkoda, że w sprawach dotyczących Ziemi Izraela, które interesują nas jako studentów, na nowo stajemy przed ścianą milczenia, bez odpowiedzi. W najlepszym wypadku – to powtórzenie słów, i to nie tylko w sprawach... i kalkulacjach skierowanych do władz.
Tłumię w sobie te prawdy, których nie sposób wyrazić głośno; być może w Ziemi Izraela, która jest dla nas ojczyzną, te cechy charakteru... są mi drogie. Ku mojemu zmartwieniu, wieczorami, które spędzamy na pustyni, myślimy o „Domu Sierot” i zadajemy sobie pytanie, czy nie napisano o tym bez celu. Nie ma w tym nic złego. Zaufałem panu bezgranicznie w moich listach i być może zmieniłem swój stosunek do tradycji rodzinnych. Ale to wszystko... to są zjawiska życiowe i jeśli nie doprowadziły nas do pełnego porozumienia – to wcale nie oznacza, że nie zyskałem nic z tego, co zostało tu osiągnięte.”
14.9.37
„…Czy osada w Ziemi Izraela odniesie sukces? Czy posłuży jako bezpieczna przystń dla uchodźców? Przed nadejściem wielkiej burzy nie ma na to rady. Pozostanie tylko uniwersytet, gazeta i żydowskie organizacje pionierskie. Jednak podróż do Ziemi Izraela to próba odnalezienia drogi powrotu do tradycji moralnych ludzkości – bez wątpienia – uważałem za konieczne przetestowanie tych idei, które wciąż we mnie żyją.
Moja droga, liczne są przeszkody. Widzimy ich ogromną liczbę: brak funduszy, brak personelu do tej trudnej pracy, brak czasu. Gdyby u nas w Domu Sierot panował taki rygor i dyscyplina, to praca ta przyniosłaby wielkie zyski i zyskała uznanie. Czy w ramach tego, co możliwe, zdołam opisać i połączyć to wszystko w jedną całość w mojej małej książce o internacie, za miesiąc lub dwa? Pokój, ten mały pokoik… i wyżywienie (przed moim własnym stolikiem v jadalni)? To już od wielu miesięcy jest dla mnie tematem głębokiej zadumy. Sprawa ta wywołała ogromne poruszenie w moim sercu. Mój ukochany nauczycielu, pragnę poznać wasze zdanie na temat tego, co dzieje się w Domu Sierot. Prawda ta, wyryta v moich wspomnieniach, nie daje mi spokoju. Pragnę, aby nic złego się nie stało. Dzieci wyjeżdżają do Gocławka, a na ich miejsce ma przybyć nowa przełożona, co nie jest pożądaną zmianą.
Horyzont wokół nas ciemnieje. Brak funduszy daje się dzieciom we znaki. Podobnie jak zawsze, dostosowaliśmy się do tych surowych warunków, bez prób wprowadzania zmian. Na pozór powróciłem do moich obowiązków; na pozór trzeba napisać podręczniki dla szkół, ale ani trochę nie wierzę w formę i wartość tej pracy. Jednak i ta sprawa ulegnie zmianie po upływie (kilku miesięcy) – wymaga to wiary. Dobrze byłoby o tym porozmawiać i odrzucić te dawne zwroty: „babcia, dziadek”. Czy to ma jakieś znaczenie i jak to rzutuje na sytuację?”
25.5.37
„Twój list to jeden z trzech listów od was z En Charod. Po moim powrocie w zeszłym roku napisałem do was:
— Po raz trzeci udaję się w podróż na Bliski Wschód, by w miarę możliwości na nowo nawiązać relacje z pionierami. I oto minęły dwa lata? Rok mija, a ja wciąż nie zrobiłem nic w tym kierunku i nie wyjechałem. Kolejny rok minie tu, w Warszawie, i tylko w moim biurku będę kontynuował pisanie. Nie wiem, co los przyniesie i ile czasu mi pozostało, ale ten brak pewności siebie nie opuszcza mnie ani na chwilę.
— Po raz trzeci udaję się w podróż na Bliski Wschód, by w miarę możliwości na nowo nawiązać relacje z pionierami. I oto minęły dwa lata? Rok mija, a ja wciąż nie zrobiłem nic w tym kierunku i nie wyjechałem. Kolejny rok minie tu, w Warszawie, i tylko w moim biurku będę kontynuował pisanie. Nie wiem, co los przyniesie i ile czasu mi pozostało, ale ten brak pewności siebie nie opuszcza mnie ani na chwilę.
…Tęsknię bardzo za waszymi gwiazdami i za waszymi dziećmi. Wszystkie wasze opowieści o nowym życiu w kibucach są dla mnie niezwykle ważne, bo te sprawy w Ziemi Izraela są ściśle związane z losami całego młodego pokolenia. Pragnę, abyście mi uwierzyli, że to nie jest z mojej strony egoizm; nie wolno mi przybyć do was tylko po to, by żyć waszym kosztem. Musicie najpierw poznać sekrety swojej pracy i swojego życia. Bardzo zależy mi na tym, abyście znali moją intencję i moją wierność waszej sprawie, ale zmusza to do zachowania ogromnej ostrożności. Możliwe, że udam się w tę daleką podróż. Kiedy w trakcie moich odwiedzin odwiedziłem wasz kibuc, ta podróż była dla mnie… Ale nie ma potrzeby opisywać, jak te dni mijają. Być może list ten przyniesie wam choć odrobinę radości. Jednak nie wyobrażacie sobie, v jakim stopniu człowiek może wzbogacić się wewnętrznie w ciągu zaledwie dwudziestu dni spędzonych u was; jak wiele można tam zrozumieć, przyswoić, zdobyć – stać się bogatszym na całe życie. Ale co ja mam począć u siebie, skoro wszystko wokół znów powraca do dawnego stanu, a ta wielka machina wydawnicza, którą po sobie zostawiłem, pozostaje bez pracy? Te trudności finansowe wcale nie ułatwiają mi życia. Dla młodego współpracownika, dla pracy v redakcji gazety, jestem chyba zbyt stary i zmęczony.”
List do wychowanki w En Charod. Warszawa, 5.12.37.
„Mija kochana, – choć rzadko do mnie piszesz i v gruncie rzeczy nie wiem, co się u was dzieje. Sytuacja tutaj nie napawa optymizmem i dlatego piszę do Ciebie. Pragnę Cię powiadomić, że po moim powrocie do Warszawy i po tym, co tu zastałem, było mi bardzo ciężko i smutno. Jedyną pociechą była ta wiadomość, że pan Jakub dał mi książkę, dzięki której zacząłem uczyć się języka hebrajskiego. Aber wciąż jeszcze nie zacząłem uczyć się go na poważnie, bo praca v Domu Sierot pochłania cały mój czas. Zawsze łatwiej jest napisać coś samemu, niż czytać cudze teksty, uczyć innych i samemu uczyć się bez chwili wytchnienia. Oto i cała rzeczywistość, którą zastałem po moim powrocie z Ziemi Izraela; przygotowałem dla siebie wszystko tak, jak było wcześniej.
Dzisiaj jest środa po południu, a jutro rano jadę wraz z dziećmi polskimi do 'Naszego Domu': jest tam 75 maluchów, pięćdziesięciu jeden chłopców i dwadzieścia sześć dziewcząt w Gocławku. Później, v piątek, będę w towarzystwie dzieci żydowskich, gdzie mieszka pani Zofia Wilczyńska. Pięćdziesiąt jeden chłopców i pięćdziesiąt sześć dziewcząt v Domu Sierot.
Teraz – Chanuka. Chłopcy zrobili dla siebie małe świeczniki z drewna, a na każdym stole zapalono świece; potem śpiewano pieśni szabatowe – na motywach... tradycyjnych; gdy zapalano świece, dzieci gromadziły się wokół stołu v jadalni. In święto Chanuki dociera do nas wiele listów od dzieci polskich i żydowskich. Co oznacza to słowo dla Was? Napisz do mnie, czy macie tam u siebie prąd, jak spędzacie czas i jakie są nowe wieści? Zima w tym roku jest taka sama jak zawsze: u nas panują mrozy, a obfite opady deszczu i śniegu nie ułatwiają życia v mieście. Pokój mój nie jest ogrzewany, ale słońce rzadko zagląda przez małe okno, bo przez cały dzień panuje tu półmrok. Przekaż moje najserdeczniejsze pozdrowienia dla mamy, taty i dla każdego, kto o mnie zapyta; a najważniejsze, żebyś nie zapomniała przekazać pozdrowień dla tych wszystkich młodego ludzi z kibucu, których praca jest dla mnie tak ważna. Bądź zdrowa. Mija kochana.”
Ostatni list do Ziemi Izraela. 10 sierpnia 1939.
„Szanowna Pani,
Zwracam się do Pani z nietypową prośbą – nie znam nikogo v Jerozolimie – nie mam tam żadnego adresu, dlatego też szukam kogoś, kto mógłby i chciałby pomóc mi v załatwieniu pewnej sprawy. Jestem pewien, że jeśli zdołam zebrać trochę funduszy, v październiku udam się do Ziemi Izraela; zamierzam spędzić tam cztery zimowe miesiące, do stycznia lub lutego. Byłbym wdzięczny za wskazanie mi jakiejś skromnej placówki v Jerozolimie: może to być pokój v instytucji edukacyjnej lub mała izolatka v 'chederze' – widziałem takie skromne pokoje. Nie pamiętam już nazwy ulicy. Pokój ten – idealnie nadawałby się do pracy, może mieszka tam jakiś student lub nauczyciel?
Zwracam się do Pani z nietypową prośbą – nie znam nikogo v Jerozolimie – nie mam tam żadnego adresu, dlatego też szukam kogoś, kto mógłby i chciałby pomóc mi v załatwieniu pewnej sprawy. Jestem pewien, że jeśli zdołam zebrać trochę funduszy, v październiku udam się do Ziemi Izraela; zamierzam spędzić tam cztery zimowe miesiące, do stycznia lub lutego. Byłbym wdzięczny za wskazanie mi jakiejś skromnej placówki v Jerozolimie: może to być pokój v instytucji edukacyjnej lub mała izolatka v 'chederze' – widziałem takie skromne pokoje. Nie pamiętam już nazwy ulicy. Pokój ten – idealnie nadawałby się do pracy, może mieszka tam jakiś student lub nauczyciel?
Ile kosztuje skromne utrzymanie i pokój v Jerozolimie? Jeśli sprawa ta nie sprawi Pani dużego kłopotu – gdzie mógłbym znaleźć miejsce do spania v jakiejś szkole religijnej v okolicach Tyberiady? Czy znajduje się tam jakaś rodzina z Polski, która zna język hebrajski i mogłaby pomóc mi w sprawach urzędowych?
Obawiam się represji politycznych: nawiasem mówiąc, jeśli tam przybędę, chciałbym znieść wszelkie niedogodności. Moje uszy przywykły już przecież do odgłosów wojny (podobnie jak do gdakania kur). Można się do tego przyzwyczaić. Chodzi o to, by nic nie było dla mnie niespodzianką. Gorsza od tego wszystkiego jest sprawa ślepoty, wrażliwości oczu oraz reumatyzmu. Znam przecież samego siebie: przetrwam tam chociaż jeden miesiąc.
Jest to dla mnie krok konieczny, być może jedyny słuszny. Dopiero później odwiedzę kibuce, a na samym końcu Tel Awiw, którego zupełnie nie znam. Warto spróbować tej podróży... Kilka słów o sobie: lipcowe wakacje spędziłem v Gocławku wspólnie z dziećmi. Miejsce to było urocze i przyniosło mi wiele radości. Choć zmagam się z silnymi bólami głowy, a upał w Ziemi Izraela potrafi być bezlitosny – ta wysuszona, spalona słońcem ziemia wciąż mnie pociąga.
Znów nakazałem sobie być młodym – sukces jest jednak względny, a zmęczenie ogromne. Wciąż jeszcze słabo sypiam, a przede mną wielkie i trudne wyzwanie wydawnicze, które może okazać się ponad moje siły. Trzeba się śpieszyć i ryzykować, bo niewiele lat życia mi pozostało. Wy, młodzi, odliczacie lata bez żadnej potrzeby. Wam nie wolno się spieszyć.
Mój cichy pokój wydaje mi się teraz obcy i pusty, jakby nikt w nim nie mieszkał. Czuję się niczym człowiek, któremu wbił się cierń w stopę, albo mucha złapana w sieć, owad, którego ukąszenie przynosi ból. Zabawki dzieci leżą porzucone w kącie, w pokoju panuje głęboka cisza i pustka, jakby dom stracił swojego ducha.
Pozdrawiam serdecznie z głębi serca i proszę o wybaczenie za te wszystkie kłopoty, które sprawiam.
Korczak.
Korczak.

