Ofiary Treblinki nie mają własnych grobów, a ich nazwiska przepadły w popiołach, ponieważ w komorach gazowych ginęły bezpowrotnie całe wielopokoleniowe rodziny. Wraz z ludźmi umierała pamięć o nich. Dziś, z okazji wyjątkowego jubileuszu 3 milionów odsłon mojego bloga, dzielę się z Wami niezwykłą „historią jednego potwierdzenia”. To zapis prawie "detektywistycznego śledztwa", które – dzięki jednemu szwedzkiemu zdaniu z archiwów wideo Shoah Foundation oraz pożółkłym stronom w języku jidysz – pozwoliło wyrwać z nieludzkiej statystyki kolei Deutsche Reichsbahn dwie nastoletnie dziewczynki: Chanę i Chawę Najkron. Poniżej publikuję unikalne, ocalałe fotografie ich matki Gitli z córkami oraz skany odnalezionych stron z Księgi Pamięci, które na zawsze przywracają im tożsamość. Zapraszam do lektury tej przejmującej opowieści o małym triumfie pamięci w walce z zapomnieniem.
„Potwierdzanie śmierci” i Fundacja Treblinka
Procedura znana w historiografii i badaniach nad Zagładą jako „potwierdzanie śmierci” (ang. Confirmation of Death) to jedno z najtrudniejszych, a zarazem najbardziej bolesnych zadań, przed jakimi stają współcześni badacze. W przypadku obozów pracy, Niemcy prowadzili skrupulatną, obozową buchalterię, nadając więźniom numery i często tatuaże. W Obozie Zagłady Treblinka było zupełnie inaczej. Tam celem była natychmiastowa, całkowita i bezimienna likwidacja. Ponieważ w komorach gazowych w kilka godzin ginęły bezpowrotnie całe linie genealogiczne, po tysiącach ofiar nie pozostał dosłownie nikt. Nikt, kto po wojnie mógłby zgłosić ich nazwiska do oficjalnych rejestrów. Brak jakichkolwiek dokumentów sprawiał, że ofiary te stawały się podwójnie martwe – najpierw biologicznie, a potem historycznie, skazane na wieczne nieistnienie.
W tym miejscu kluczową, tytaniczną pracę wykonuje Fundacja Treblinka – niezwykle poważna, zdeterminowana i pozytywna grupa ludzi, która od lat z rzetelnością godną najwyższego szacunku walczy o każdą pojedynczą tożsamość. Wolontariusze i historycy z tej organizacji krok po kroku, niczym z rozbitych kawałków szkła, rekonstruują Listę Ofiar, weryfikując każdy strzęp informacji. Dla nich każde nowo potwierdzone imię to wyrwanie człowieka z rąk oprawców i przywrócenie go ludzkości.
Od lat biorę udział w tym procesie. Na początku to podałem znane nazwiska mojej własnej rodziny, ponad 100 osób. Następnie dzieci z Domu Sierot i tysiące nazwisk z Monumentu Zagłady w Sztokholmie, które zgromadziłem w latach 1993–1995.
Sala Zyskind, urodzona w 1939 roku, składała w 1997 roku swoje poruszające świadectwo dla Shoah Foundation w języku szwedzkim – kraju, który w 1945 roku stał się jej nową ojczyzną. To właśnie słuchając jej szwedzkiej relacji, w której zderzały się dwa światy: przedwojenna trauma Piotrkowa i spokojna powojenna Skandynawia, wyłowiłem to jedno fundamentalne zdanie o deportacji córek Najkron. Sala, mówiąc po szwedzku o tragedii polsko-żydowskiej rodziny, dała mi klucz. Wiedziałem, że muszę to wyznanie o dwóch bezimiennych nastolatkach zamienić na język faktów dla Fundacji Treblinka. To znaczy odnaleźć ich imiona.
Fotografia Gitli z dwiema nastoletnimi córkami, którą dziś Wam prezentuję, oraz skany stron w języku jidysz, to nie są zwykłe ilustracje. To są niezaprzeczalne, urzędowe akty oskarżenia przeciwko niemieckiej machinie zbrodni. To dowód, że Chana i Chawa istniały, kochały, miały swoje marzenia i że dzięki szwedzkiemu świadectwu Sali oraz rzetelnej pracy Fundacji Treblinka, ich imiona wracają dziś na mapę pamięci świata.”
To jest historia jednego potwierdzenia. To opowieść o tym, jak jedno krótkie, z pozoru (nie)przeoczone zdanie z cyfrowego archiwum wideo potrafi przywrócić tożsamość i ludzką godność osobom, które nazistowska machina Zagłady próbowała na zawsze wymazać z ludzkiej pamięci.
Punktem wyjścia dla moich wieloletnich poszukiwań stało się poruszające świadectwo wideo, które ocalała Sala (mieszkająca dziś w Szwecji) złożyła dla Shoah Foundation. Sala należała do dużej grupy dzieci, które 26 lipca, w ostatnim transporcie ze szpitala w Bergen-Belsen, dotarły Białymi statkami UNRRA do Szwecji. W swojej relacji nagranej w 1977 roku wspomina ona małżeństwo Gitli i Chaima Najkron. Wspomina, że mieli dwie nastoletnie córki, zanim się ją zaopiekowali. Oto rekonstrukcja ich tragicznych losów oraz prawda historyczna, która przez lata kryła się za suchymi frachtami niemieckiej kolei.
Getto w Piotrkowie i niewolnicza praca w fabryce Bugaj
W 1939 roku Sala wraz z najbliższymi znalazła się w grupie dzieci, które jako pierwsze trafiły wraz z rodzicami do getta w Piotrkowie Trybunalskim – pierwszego nazistowskiego getta utworzonego w okupowanej Europie. Gdy w 1940 roku jej ojciec, Wolf, został zamordowany przez Niemców, opiekę nad dziewczynką przejęła matka, Rózia, oraz wuj Abram Bogdański.
Udawało im się chronić Salę aż do końca 1944 roku. Wtedy nastąpiła katastrofa: najpierw matka została deportowana do niewolniczej pracy w fabryce amunicji w Skarżysku-Kamiennej, a wkrótce potem nie wrócił z pracy zaginął wuj Abram. Żadne z nich nie wróciło z pracy i Sala została sama na podwórku domu, gdzie mieszkali.
Osamotnioną, bezbronną dziewczynką zaopiekowało się wówczas małżeństwo Nejkron. Gitla i Chaim mieszkali i pracowali na terenie tartaku i fabryki drewnianej Bugaj na obrzeżach miasta, która w praktyce funkcjonowała jako zamknięty obóz pracy przymusowej. To właśnie dzięki statusowi fabryki pracującej na rzecz niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, pozostający tam przy życiu Żydzi oraz ich dzieci mogli chwilowo przetrwać – starsze dzieci pracowały jako pomocnicy, młodsze ukrywano. Gdy pod koniec 1944 roku do Piotrkowa zbliżał się front, obóz zlikwidowano, a wszystkich żydowskich pracowników wraz z dziećmi wtłoczono do wagonów bydlęcych. Niemcy konsekwentnie rozdzielali rodziny: mężczyzn pędzono do Buchenwaldu, a kobiety i córki do Ravensbrück. Rodzina Nejkronów została rozdarta na pół – Chaim trafił do Buchenwaldu, a Gitla wraz z małą Salą, którą chroniła jak własną córkę, do Ravensbrück.
Piekło Bergen-Belsen i puste wagony Deutsche Reichsbahn
Na początku 1945 roku, podczas ewakuacji obozów i marszów śmierci, Gitla i Sala trafiły do Ravensbrück, a stamtąd do Bergen-Belsen. Zostały uwięzione w wielkim baraku, w którym połowę skazanych stanowiły żydowskie kobiety z Polski, a drugą połowę Romowie [INDEX]. Wszyscy leżeli pokotem bezpośrednio na brudnej ziemi. W Bergen-Belsen panował potworny głód i tyfus. Gitla Nejkrong walczyła o życie małej Sali do samego końca, lecz jej własne siły wygasły. Jak wspomina Sala: „Ciocia Gitla zachorowała i zmarła z głodu i wycieńczenia na dzień przed wyzwoleniem obozu, 14 kwietnia 1945 roku. Jej ciało trafiło na te przerażające, wielkie stosy trupów”.
Dzień później do obozu weszli Anglicy. Po pierwszej fazie ratunkowej dzieci i młodzież przeniesiono do dużego budynku zwanego Round House []. Pewnego dnia zjawiała się tam komisja złożona z rosyjskich Żydów, którzy szukali sierot, by zabrać je i wybrać dla nich... nowe życie []. Sala ze strachu ukryła się i została w Bergen-Belsen []. Nadeszło gorące lato []. Dzieci przenoszono w inne miejsca (była tam Dorka Rubinowicz, Iwa i druga Sala) []. W obozowym szpitalu Salę odnalazł jej wuj Abram, jednak powojenne procedury były bezwzględne i nie pozwolono mu zabrać siostrzenicy ze sobą.
W lipcu 1945 roku Sala trafiła do Szwecji w grupie dzieci z Kinderheim []. Podczas zbierania wywiadów po latach, urzędnicy z uderzającą ignorancją historyczną wielokrotnie pytali ją, czy przybyła do Szwecji słynnymi „Białymi Autobusami” hrabiego Bernadotte []. To historyczny nonsens – ostatnie Białe Autobusy wjechały do Szwecji w maju, podczas gdy transporty statkami z Bergen-Belsen docierały pod koniec lipca []. W Szwecji dzieci położono w kwarantannie, początkowo spały na papierowych prześcieradłach. Sala trafiła do ośrodka przy Celsiusgatan 1 w Malmö. To tam dowiedziała się, że stał się cud: jej biologiczna matka, Rózia, przeżyła obóz i w 1946 roku dołączyła do córki w Szwecji.
Najtrudniejsze zadanie: Przywrócić imiona nastolatek Najkron
Mógłbym zakończyć tę historię o ocaleniu Sali. Jednak w jej opowieści wideo tkwiło jedno krótkie, bolesne zdanie, które nie dawało mi spokoju: Sala wspomniała, że dwie nastoletnie córki Najkronów zostały aresztowane i deportowane do Treblinki. Logika czasu wskazuje, że stało się to tuż przed tym, jak Gitla i Chaim wzięli Salę pod swoją opiekę, w czasie "akcji" w Piotrkowie w październiku 1942 roku.
Postanowiłem za wszelką cenę odnaleźć ich imiona, by dopisać je do listy ofiar, którą od lat próbuje skompletować Fundacja Treblinka w Polsce. W przypadku Treblinki ustalenie personaliów graniczy z cudem. Dlaczego? Podczas wielkich akcji likwidacyjnych w Piotrkowie Trybunalskim (w październiku 1942 roku wywieziono stamtąd do komór gazowych 22 000 Żydów) ani Niemcy, ani katowscy urzędnicy kolei nie sporządzali żadnych list imiennych. W momencie zamknięcia drzwi wagonu bydlęcego ludzie stawali się bezimienną masą, za którą transport płaciło SS. Jedynym śladem po nich były dokumenty i listy przewozowe Deutsche Reichsbahn (DR) – niemieckich kolei państwowych, na których urzędnicy sucho notowali ilość wagonów i osób transportowanych. Na tych listach były zawsze adnotacje, że pociągi „powracają puste”.
W Treblince ginęły w kilka godzin całe rodziny, całe kamienice i getta. Największym dramatem metodologicznym w poszukiwaniu prawdy o tym obozie jest fakt, że nie pozostał przy życiu absolutnie nikt, kto mógłby pamiętać, nosić w sercu i przekazać potomnym imiona zamordowanych. Wraz z ludźmi ginęły ich imiona []. Szanse na przeżycie Treblinki wynosiły mniej niż 0,1% – tam zgładzono moich Dziadków, ich bliskich oraz Janusza Korczaka z jego 239 wychowankami.Poszukiwanie córek Nejkronów było ekstremalnie trudne, ponieważ z całej czteroosobowej rodziny wojnę przeżył tylko ojciec – Chaim Nejkron. I to właśnie w jego własnoręcznych, spisanych po latach w języku jidysz wspomnieniach, odnalezionych w starej Księdze Pamięci (Yizkor Book), obok poruszającego opisu wdzięczności dla swojej żony Gitli za ratowanie małej Sali, ojciec, Chaim Najkron wymienił imiona córek: Chawa i Chana.
Dzięki temu świadectwu wiemy już, że dwie zamordowane w Treblince nastolatki to Chana i Chawa Nejkron.
Dzięki „historii jednego potwierdzenia” Chana i Chawa przestały być anonimową cyfrą w kolejowej statystyce Deutsche Reichsbahn. Ich imiona zostały oficjalnie potwierdzone i ocalone z mroku. Przeszło 20 000 innych bezimiennych ofiar z Piotrkowa reprezentuje dziś w Treblince tylko jeden niemy, głaz z wyrytym napisem: „Piotrków Trybunalski”.
Nigdy o Was nie zapomnimy.
__________________________________________________________________________
T.N.Z.B.H. (Niech jej dusza zostanie wpleciona w węzeł życia)
GUTA NAJKRONGuta Najkron, żona Chaima-Benjamina Nejkronga, urodziła się w 1897 roku w Warszawie. Była córką Meira Danzigera, jednego z założycieli fabryki tekstylnej „Lodzia” w Eretz Izrael. Pomimo swojego bogatego, arystokratycznego pochodzenia i wywodzenia się ze znamienitych rodów, Guta Najkron całkowicie poświęciła się działalności społecznej i filantropijnej wśród szerokich mas mieszkańców miasta. Była niezwykle aktywna w komitecie „Keren Kajemet” (Żydowskiego Funduszu Narodowego), w bibliotece im. Szolema Alejchema oraz w prawie wszystkich stowarzyszeniach i instytucjach społecznych.Guta Najkron założyła syjonistyczną organizację kobiecą „WIZO”, lecz kategorycznie sprzeciwiała się zasiadaniu w jej zarządzie. Ta cecha skromności i powściągliwości zawsze towarzyszyła jej pracy i stylowi życia. Oprócz działalności w ramach oficjalnych stowarzyszeń i instytucji, wykonywała bardzo ważną pracę w tajemnicy i sekrecie. Rozdawała ubogim chały na szabat, zaopatrywała ich w leki, wysyłała ubrania i buty, a czasem wspomagała pożyczką lub gotówką. Tylko nieliczni w mieście wiedzieli o tych tajnych kontaktach między tą wieloduszną kobietą a biedą...Swój ostatni, pełen chwały rozdział Guta Najkron zapisała w mrocznych dniach Zagłady. Znajdując się w obozie w Piotrkowie Trybunalskim, opiekowała się wszystkimi nieszczęśliwymi żydowskimi sierotami niczym matka dbająca o własne dzieci, które straciły tam swoich rodziców. Przez cały ten czas ukrywała u swojego boku 5-letnią dziewczynkę – Salę Paszenowską, pulchną sierotkę – i niejednokrotnie zasłaniała to dziecko własnym ciałem, gdy w obozie przeprowadzano specjalne akcje wymierzone w dzieci (tak zwane dziecięce selekcje).Guta Najkron zmarła z głodu i wycieńczenia w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen, w ostatnią noc przed jego wyzwoleniem...H.B. (Inicjały męża: Chaim Benjamin)
Chaim-Benjamin Nejkron
Ten odnaleziony tekst niesie za sobą zupełnie unikalną i poruszającą kontynuację. Mała dziewczynka wspomniana w dokumencie – Sala, której Guta (Gitla) Najkron uratowała życie, dosłownie zasłaniając ją własnym ciałem podczas selekcji w Piotrkowie oraz w obozach Ravensbrück i Bergen-Belsen – przeżyła koszmar wojny. Po wyzwoleniu dotarła do bezpiecznej Szwecji, gdzie zbudowała nowe życie i mieszka do dzisiaj. Tekst ten jest pomnikiem bezgranicznej miłości i heroicznej odwagi, które Guta Najkron pokazała do samego końca, w jednej z najmroczniejszych chwil w dziejach ludzkości.


