![]() |
| Odnaleziony fragment maszynopisu Pana Miszy niesie w sobie genialny i rzadki wgląd w to, jak wyglądała praktyczna „korczakowska” formacja młodych wychowawców i bursistów w Domu Sierot na Krochmalnej. |
- Topografia Domu Sierot („Bar pod schodami”): Szczegół o „drugiej kolacji dla bursistów” i unikalnej nazwie zakątka – „barem pod schodami” – to bezcenna perełka faktograficzna. Pokazuje wewnętrzne, intymne życie internatu, którego nie znajdziemy w oficjalnych podręcznikach pedagogicznych. Świadczy o tym, że bursiści tworzyli w gmachu swoją własną, autonomiczną społeczność rówieśniczą.
- Kluczowa cecha wychowawcy – pamięć własnego dzieciństwa: Odpowiedź Korczaka stanowi potężny fundament jego pedagogiki. Stary Doktor nie chciał sztywnych, autorytarnych wychowawców, którzy mechanicznie rozdzielają bijące się dzieci. Bardziej cenił u mojego Ojca to, że ten zachował w sobie żywą pamięć o mechanizmach chłopięcego świata („Z lat chłopięcych pamiętam...”). Korczakowskie zdanie: „Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci” to bezpośredni dowód na to, jak Stary Doktor budował u Pana Miszy poczucie pewności siebie jako przyszłego pedagoga.
- Klamra z „Akademią cierpliwości” z 1909 roku: Ten tekst z lat 30. idealnie rymuje się z analizowanym na moim blogu artykułem Korczaka z 1909 roku o szkole dla opóźnionych dzieci w zakładzie na ul. Oboźnej. Tam Korczak pisał o konieczności przejścia przez „akademię cierpliwości”, by młoda nauczycielka zyskała pobłażliwość i szacunek dla umysłowości dziecka. W tym maszynopisie widzimy, jak Pan Misza przechodzi dokładnie taką samą, osobistą „akademię” pod okiem samego Doktora.
K i e d y s i ę j e s t m ł o d y m . . .
Jedna z pierwszych rozmów z Panem Doktorem była dla mnie nielada przeżyciem. Wieczorem podczas drugiej kolacji /tylko dla bursistów/ w zakątku zwanym przez nas barem pod schodami Pan Doktor nagle zwrócił się bezpośrednio do mnie i powiedział. Ciekaw jestem, dlaczego stał pan na uboczu i nie reagował na to, że chłopcy się biją. " Zaskoczony, przez dłuższą chwilę milczałem. Wreszcie – choć te słowa odczułem jako zarzut [nadpisane odręcznie:] poniekąd zarzut – zdobyłem się na szczerą odpowiedź: "Z lat chłopięcych pamiętam, że wtrącanie się do bójki podnieca tylko przeciwników. Walka tych zaciętych kogutów – jak obserwowałem – była niegroźna. Wydawało mi się zatem, że jakakolwiek ingerencja w danym wypadku po prostu nie ma sensu".
Dopiero konkluzja Pana Doktora wyprowadziła mnie-nowicjusza-z niepewności, wywołała ogromne poczucie satysfakcji. "Słusznie, słusznie” – powtarzał w zamyśleniu. Kiedy się jest młodym, czuje się podobnie jak dzieci. To ważne. To wielki atut w pracy wychowawcy."
Taki był mój niezmierzony sukces wychowawczy. Pierwsza "pedagogiczna" rozmowa z dr Korczakiem podniosła mnie na duchu.

