Film Korczak: JAK WAJDA I HOLLAND ZMIENILI HABITUS I WZORZEC RUCHU KORCZAKA PODCZAS JEGO OSTATNIEGO MARSZU NA UMSCHLAGPLATZ.
Roman Romuald Wasserman Wróblewski
Istnieje wyraźna granica, na której kinowy teatr PR-u i zapotrzebowanie przemysłu rozrywkowego na heroiczne mity zderzają się frontalnie z nieupiększoną prawdą historyczną. To uświadomienie sobie pozwala na radykalną dekonstrukcję tego, jak potomność sfałszowała fizyczną rzeczywistość Janusza Korczaka w jego ostatnich godzinach w getcie warszawskim, a w szczególności podczas złowrogiego marszu w kierunku Umschlagplatzu 5 sierpnia 1942 roku.
Kiedy w 1990 roku na ekrany wszedł uznany film Andrzeja Wajdy, Korczak, do którego scenariusz napisała Agnieszka Holland, wywołał on intensywne międzynarodowe kontrowersje. Jednak krytyka historyczna i filmoznawcza skupiła się niemal wyłącznie na samej ostatniej sekwencji filmu – nierealnej, przypominającej sen scenie, w której wagon bydlęcy przeznaczony do Treblinki zostaje w magiczny sposób odczepiony, co pozwala Korczakowi i dzieciom uciec w białą mgłę. Krytycy na całym świecie ostro skrytykowali to zakończenie, zarzucając Wajdzie tchórzliwą, metafizyczną ucieczkę od komór gazowych.
Mimo to, filmowe środowisko całkowicie zignorowało jeszcze bardziej podstępne zniekształcenie historyczne, które działo się tuż przed ich oczami: sfałszowanie ruchu i stanu fizycznego Korczaka podczas samego marszu ulicami getta.
Mit prężnego marszu kontra rzeczywistość spuchniętych nóg
W filmie Wajda i Holland przedstawiają Janusza Korczaka jako potężną, wyzywającą postać o niezłomnej wytrzymałości fizycznej. Pokazano, jak prowadzi procesję dzieci z wysoko podniesioną głową, maszerując szybkimi, zdecydowanymi i dziarskimi krokami w kierunku rampy kolejowej. To czysta, tzw. hollywoodzka estetyka, stworzona po to, by zaspokoić romantyczny ideał męczeństwa. To kinowe kłamstwo.
Mit prężnego marszu kontra rzeczywistość spuchniętych nóg
W filmie Wajda i Holland przedstawiają Janusza Korczaka jako potężną, wyzywającą postać o niezłomnej wytrzymałości fizycznej. Pokazano, jak prowadzi procesję dzieci z wysoko podniesioną głową, maszerując szybkimi, zdecydowanymi i dziarskimi krokami w kierunku rampy kolejowej. To czysta, tzw. hollywoodzka estetyka, stworzona po to, by zaspokoić romantyczny ideał męczeństwa. To kinowe kłamstwo.
Agnieszka Holland była bliską, osobistą przyjaciółką naszej rodziny. Pamiętam, kiedy wyjeżdżała na studia do szkoły filmowej w Pradze; mój brat towarzyszył jej. Na stacji kolejowej żegnały ich wyjeżdżających na egzaminy wstępne tylko dwie rodziny: rodzina Hollandów oraz nasza – rodzina Wróblewskich. Sama Holland potwierdziła na piśmie, że mój ojciec, Pan Misza (Misza Wróblewski) – zaufany towarzysz Korczaka i jego pedagogiczny następca – był jej głównym źródłem historycznym podczas pisania scenariusza. Jednak gdy przyszło do przedstawienia ostatecznego marszu, ona i Wajda zdecydowali się zataić ciężką biologiczną rzeczywistość, udokumentowaną przez bezpośrednie świadectwa naszej rodziny.
Janusz Korczak był fizycznie niezdolny do dziarskiego, paradnego marszu tego upalnego 5 sierpnia 1942 roku. Jak wynika z jego własnych zapisków, jego nogi były potwornie nabrzmiałe płynem, co sprawiało, że każdy pojedynczy krok był paraliżującą udręką fizyczną.
Jak widziała i relacjonowała moja matka, Korczak nie maszerował; on włókł się przed siebie w potwornie wolnym, w bolesnym slow motion. Był fizycznie złamany, opierając się ciężko na Stefanii Wilczyńskiej i starszych dzieciach, tylko po to, by utrzymać pion. Ledwo mógł unieść swoje nabrzmiałe wodą stopy nad warszawskim brukiem. Marek Rudnicki opowiadał mi w Paryżu, że kolumna często stawała ze względu na Korczaka i odpoczywała w cieniu.
Podsumowanie: Wymazanie prawdziwego heroizmu w ostatnich minutach filmu
Dlaczego Wajda i Holland zdecydowali się sfałszować jego wzorzec ruchu? Ponieważ człowiek poruszający się wolniej, sparaliżowany głodem i biologicznym wycieńczeniem, nie pasował do ich kinowego szablonu dziarskiego, klasycznego bohatera. Woleli błyszczący czubek góry lodowej od bolesnej rzeczywistości ukrytej pod powierzchnią.
Zastępując jego umęczone slow motion kroki, dziarskim krokiem, filmowcy paradoksalnie pomniejszyli prawdziwą skalę heroizmu Korczaka i jego wychowawców. Ich absolutna wielkość nie tkwiła w fizycznym wigorze czy teatralnym buncie! Mimo tych kilku krytycznych uwag uważam ten film za bardzo dobry. Brakuje mi jednak przedwojennego okresu w życiu Korczaka. Film Korczak to właściwie "Korczak w Getcie".
