25 rocznica powstania Haszomer Hacair - Korczak: Dziecko miłe: nauczysz się uśmiechać przyjaźnie w odpowiedzi na ponure spojrzenie, uśmiechać się pobłażliwie, gdy inni pięści zaciskają. „Czynię to, co do mnie należy”. Co słuszne.
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) (i Dom Sierot) był silnie związany z organizacją Haszomer Hacair (z hebr. Młody Strażnik), będącą lewicową, syjonistyczną organizacją skautową, która odegrała kluczową rolę w jego późniejszej aktywności ideowej i pedagogicznej.
Korczak znalazł się w grupie założycielskiej Haszomer Hacair w Polsce (ok. 1916–1918). Jego koncepcje pedagogiczne, oparte na partnerstwie i samorządności dzieci, współgrały z egalitarnymi i kolektywistycznymi ideami ruchu. Wizyty w Palestynie: Dzięki kontaktom z członkami organizacji (m.in. ze swoim byłym wychowankiem Józefem Arnonem), Korczak dwukrotnie odwiedził Palestynę (Eretz Israel) w 1934 i 1936 roku. Miał zamiar pojechac po raz trzeci (na stłe?) w 1939 roku. Spędził tam czas m.in. w kibucu Ejn Harod, gdzie obserwował model życia wspólnotowego, który go zafascynował. Wpływ na syjonizm: Pod wpływem tych doświadczeń Korczak, choć nigdy nie złożył publicznych deklaracji politycznych, stał się zwolennikiem osadnictwa żydowskiego w Palestynie i rozważał stałą emigrację, od której powstrzymało go poczucie obowiązku wobec dzieci w Warszawie. Edukacja i praca organiczna: Współpracował z „szomerami” przy szkoleniu instruktorów i propagowaniu metod wychowawczych. Organizacja ta przygotowywała młodzież do pracy fizycznej (jako pionierzy – chalutzim) i budowy nowego społeczeństwa w Ziemi Izraela.
Przestrzeń, dziecko moje są gwiazdy, odległe od ziemi o 150 milionów lat świetlnych; a dalej, nie wiemy. Czas, dziecko moje? 1500 milionów kiedy kropla gorącej gazu-cieczy, kurcząc stę i marszcząc, skrzepła, stygła; potem życie (ca) rośliny, potem życie by i gada, wreszcie ssak najmłodszy z żyjących świecie człowiek. Tak myśli.
Uczucie, dziecko mile? Głód, lęk, ból, miłość, zdziwienie. Pytanie. Więc i myśl chwiejna, niedokładna. I ducha głód: tęsknota. A potem dopiero mowa. Potem dopiero: mowa nie dawniej, niż tylko 100.000 lat (obliczyli) i młoda, nieporadna, uboga, gdy ma odtworzyć bezkresy przestrzeni i czasu, uczuć i myśli.
Ale... Człowiek zuchwały w zamierzeniach i naiwny w walce i niedoskonały w miłości i okrucieństwie, bardzo naonny w ambicjach, w bogactwie i ubóstwie, blasku i cieniu, w porażkach, zwycięstwie, mocy i słabości swej.
Ale odpowiedzialny za los własny, los własnego potomstwa, za losy świata, za równowagę i pogodę swego ducha, odpowiedzialny za harmonię tego, co na ziemi i w jej głębi, w wodzie i powietrzu i pod powierzchnią wód. Rozglądamy się dopiero, od astronoma, zapatrzonego przez szkła w niebo, bakteriologa nad mikroskopem, pilota i nurka aż do zagubionego w dżungli brata, uzbrojonego w łuk, ozdobionego paciorkami muszel...
Pośpiesznie i niedbale patrzymy, słuchamy i myślimy, czujemy niedbale, i dziecko moje. Pragniemy wygładzić i ułatwić sobie wędrówkę przez życie. Powierzchownie wiemy i nie wiemy, krótko pamiętamy, ospale wierzymy, wola uśpiona.
Udając się w drogę, to tylko kładę do plecaka, co niezbędne, na codzień, lekkie, mało zajmuje miejsca. Zabawki łamie, się tłuką i gubią. Dziewczynka nie będzie bawiła się lalką, a chłopiec bacikiem. Zwiędłe kwiaty. Popiół starych listów. Za ciasny będzie płaszczyk, skrojony nawet na wyrost...
Kto przed ćwierćwieczem miał lat 15, liczy dziś lat 40. Króciutki odcinek czasu, pracy, szukania, doświadczeń, goryczy, nadziei.
Rok za rokiem, krok za krokiem. Pomnij, że w dniu następnego jubileuszu stanie przed tobą i w oczy ci spojrzy twój syn, twoja córka. Jakie dla nich nowe ścieżki, nowe bramy, nowe ugory i warsztaty, nowe sprawy i prawdy? Ale...
Ale mimo perspektywy wieczności i wszechności, odpowiadamy przed sobą i następcą za każdą zlekceważoną godzinę, która nie powtórzy się, nie wróci nigdy. Nie hasło tu, ale już czyn. Czyn. Cegłę ułożyłem pod budowę, odrzuciłem łopatę ziemi, drzewo zasadziłem, zaczerpnąłem dzban wody, wbiłem gwóźdź, zagotowałem mleko, przyszyłem guzik, wyprałem bluzę, umyłem szybę w oknie, uśpiłem niemowlę, towarzyszowi pomogłem. Krople czynów; rzeki składają się z kropel. Piękno dokonanego czynu nie odbierze nikt. Wielka jest doskonałość nawet w najdrobniejszem. Najskromniejsze narzędzie pracy młotek, igła, kubeł, kosa. Są prawdy, wieczne, które dostrzega się dopiero po wielu doświadczeniach życia. Zrozumiesz, gdy dojrzeją w tobie, dziecko miłe: nauczysz się uśmiechać przyjaźnie w odpowiedzi na ponure spojrzenie, uśmiechać się pobłażliwie, gdy inni pięści zaciskają. „Czynię to, co do mnie należy”. Co słuszne.