Saturday, December 13, 2014

Dom Sierot - Krochmalna 92 - Prawidłowe przyszywanie guzików wg. Sabiny Leizerowicz, Pani Saby.

Zarówno Korczak, jak i mój tata, Pan Misza, wiedzieli, że poprawnie wykonana nóżka powinna być sztywna i smukła.




Pani Saba (od Korczaka po lewej) nauczyła mojego Ojca (po prawej od Korczaka) a mój Tata, Pan Misza, tak nazywany w Domu Sierot, nauczył mnie jak się przyszywa guziki. Więcej zdjęć "Pani Saby" na moim blogu.

Sabina Leizerowicz - nazywano ją Pani Saba należała do najbardziej lojalnych pracowników. Była również ulubioną nauczycielką mojego taty. Pani Saba była szefową i nauczycielką w szwalni. Szwalnia była na tym samym piętrze, gdzie mieszkali młodzi bursisci (na antresoli).

Pani Saba (na zdjęciu od Korczaka po lewej) nauczyła mojego Ojca (po prawej od Korczaka) a mój Tata, Pan Misza, tak nazywany w Domu Sierot, nauczył mnie jak się przyszywa guziki. Więcej zdjęć Pani Saby na moim blogu.

Sabina Leizerowicz została zamordowana wraz z Januszem Korczakiem, Panią Stefą i 239 dziećmi 5 sierpnia 1942 roku. Miała 32 lata.


Szwalnia była na tym samym piętrze, gdzie mieszkali młodzi bursisci (na antresoli). Ostatnie zdjęcie z Domu Sierot (rok 1940) na Krochmalnej 92, przed deportacją do getta na Chłodną 33.

Pani Saba stoi druga od prawej. Różyczka - Gocławek.

Pani Saba z psem w Różyczce. Biała czapka w cieniu to chyba Janusz Korczak.

Friday, December 12, 2014

KORCZAK PLAQUE in WARSZAWA




PLAQUE in WARSZAWA


I went to a primary school named after Janusz Korczak. Before it was just school nr. 211 in the Warszawa down town.

The school was named after Janusz Korczak at the ceremony on May 29th, 1962. Unveiling of a plaque on the building of the school (just on the left of the entrance) was done by Igor Newerly. The author of this great plaque is my mom who used the book titles of best known Korczak books:
.
How to Love a Child (Jak kochać dziecko, Warsaw 1919)
The Child's Right to Respect (Prawo dziecka do szacunku, Warsaw, 1929)


Tuesday, December 9, 2014

Mały Przegląd and Nasz Przegląd - Our Review and Little Review




Nasz Przegląd 

Nasz Przegląd (Our Review) was the most well-known Polish-Jewish newspaper in interwar Poland. It was founded in 1923. It was noted for its quality of writing and staunch Polish-Jewish stance. It was issued daily from editorial office at 7 Nowolipki str. in Warszawa.  Estimates of its circulation ranged from 20,000 to 50,000. The newspaper had also a significant non-Jewish readership. Nasz Przegląd staunchly claimed independence from political parties, carrying the label 'Independent Organ' in its byline, however it had Zionist leanings.  

Mały Przegląd
Between 1926 and 1930 Nasz Przegląd had a supplement for children, Mały Przegląd (Little Review). It was edited by Janusz Korczak and appeared weekly on Fridays. Mały Przegląd had its editorial office also at 7 Nowolipki str. 

Korczak wanted to form a papper that was created and edited entirely by children. Children contributed to the newspaper through letters, phone calls or if they wanted, by going down to the editorial office just to talk about what was on their mind. 

Mały Przegląd had its reporters, correspondents in many Polish cities.


Mały Przegląd had its reporters, correspondents in many Polish cities as Korczak found it very important inform the young readers about news and events happening nationally, and locally. He wanted by this to crate the bonds between the children. 

Last issue of Mały Przegląd (Little Review) dated September 1st, 1939.

Monday, December 8, 2014

Korczaka - Ludzie o tętnie 72



W latach 1904–1905 Janusz Korczak był współpracownikiem tygodnika Głos m.in. pisał artykuły o tematyce społecznej (ok. 60), większość z nich w rubryce Na mównicy pod kryptonimem g (Goldszmit). W latach 1904–1905 na łamach „Głosu” ukazywała się w odcinkach jego druga powieść Dziecko salonu

Czytając Ludzie o tętnie 72, myślałem o scenie i opisie serca dziecka, prześwietalanego falami röntgena. Korczak prowadzący wykład dla studentów pedagogiki, demonstruje im na ekranie bijące serce prześwietlanego, zdenerwowanego dziecka. 



Czytając Korczaka Ludzie o tętnie 72, myślałem o scenie i opisie serce dziecka, prześwietalanego falami röntgena. Korczak prowadzący wykład dla studentów pedagogiki, demonstruje im na ekranie bijące serce prześwietlanego, zdenerwowanego dziecka. Wykład jest na 10 min filmu!


Ludzie o tętnie 72
[fragmenty]
Głos : tygodnik literacko-społeczno-polityczny R.20, nr 3 (21 stycznia 1905)

Tętno u ludzi dorosłych, jak wiadomo, uderza 60-80 razy na minutę – przeciętnie 72 razy.

Zależnie od pobudliwości serca, puls łatwiej lub trudniej ulega przyspieszeniu lub zwolnieniu; może on być twardszy lub miększy, mniej lub więcej regularny.

Każdy wysiłek fizyczny czy umysłowy, wzruszenie takie czy inne, każde chcenie, każdy krok w życiu naszym, roślinnym czy intelektualnym, czy zwierzęcym, każdy akt czy jego cień tylko – porusza struny owego przedziwnie czułego instrumentu.

Można wiedzieć, że nie ma serc złotych ani kamiennych, macierzyńskich, anielskich czy braterskich, odrębnych jakichś składów czy magazynów uczuć, miłości, gniewu, oburzeń, poczciwości czy porywów – a są tylko worki mięśniowe, bogato unerwione, a mimo to serce pozostanie i nadal czymś bardzo podziwu i czci godnym. [...]

Powiedz mi, ile razy uderza, a powiem ci, czym jesteś. [...] wydaje się nie do wiary, że istnieją serca o 72 skurczach na minutę i ani o jeden więcej, ani o jeden mniej. [...]

Dziwne bo to serca i dziwni to ludzie – ci – o 72 uderzeniach tętna. Tacy na przekór wszelkim rozumowaniom i przewidywaniom, wbrew najbardziej podstawowym zasadom teorii i praktyki – tacy, psiakrew, o normalnej temperaturze i normalnym pulsie, że aż nie pogardy, a zdumienia godni.

Reagują jedynie i wyłącznie na funkcje żołądka własnego i pewne, związane z życiem płciowym, takie czysto zwierzęce funkcje rozrodcze. Po dobrym obiedzie serce dorzuci od niechcenia jedno uderzenie – razem 73. Taki sobie od niechcenia dodatek, manifest serca.

Bywają chwile, gdy działalność serc wzrasta epidemicznie – puls szybko się podnosi, krew szybciej rwącą falą krążyć poczyna. Wzbiorą, wyjdą z ukrycia, rozkołyszą się utajone lub zdławione siły – idzie potok spieniony – rozszerza się, pogłębia, wzbogaca coraz to nową falą – rwie, znosi tamy, szarpie zapory, walczy i zwycięża – pędzi – zatacza coraz nowe kręgi, promieniuje coraz pełniej, nabiera mocy, przenika się światłem oślepiającym i aż parzy żarem. Temperatura skacze w górę z godziny na godzinę, tętno coraz to szybsze i energiczniejsze, i twardsze, i pewne siebie. [...]

A oto przedstawiciel tętna 72 reaguje podobnie jak po dobrym obiedzie, jak podczas pojedynku platonicznie i umiarkowanie kochanej osoby – od niechcenia sobie, po pańsku wyniośle i wspaniałomyślnie: jedno uderzenie więcej – i podanie ręki na pożegnanie, na znak, że wszelkie zabiegi są zbyteczne.

Ucieszny to albo rozpaczny widok: owe wyłudzone, wyłkane, wykradzione, wygwałcone maksymalnymi dawkami excitantium [bodźca] – 73 na minutę...

Jedno uderzonko tylko, i to nie na długo zapewne – nie słaba, nikła czy blada reakcja na bodźce – ale bankructwo...




Saturday, December 6, 2014

Mały Przegląd - Dzieci opisują proces "spolonizowania"




W wielu domach żydowskich
urządzają dla dzieci choinkę.
Choinka musi być ładna,
chciałabym ją chętnie zobaczyć.
Ale gdy zapytam te dzieci, co
to za święto Chanuka, — napewno
powiedzą : „nie wiemy".
Rodzice ich nie zapalają
świeczek chanukowych i nie
chcą, by się dzieci dowiedziały
o historji żydów. Nie wypada,
żeby w pokojach dziecięcych
rozlegał się język żydowski. Ile
znaczenia mają w sobie świeczki
chanukowe. Wzdycha dzia-
dek i łzę ma w oku, gdy świeczkę
zapala: ale wnuk napewno
nietylko łzy nie uroni, ale
nie będzie uważał za stosowne
nawet uśmiechnąć się do niej.

                        Zosia
.
Mały Przegląd: pismo dzieci i młodzieży: tygodniowy dodatek bezpłatny do nr... "Naszego Przeglądu"., R.1, nr 9 (3 grudnia 1926).



U mnie w domu w Warszawie urządzali rodzice choinkę ale Noworoczną. Przez całe "Swieta" stała na balkonie, dobrze widoczna dla większosci mieszkanców "Domu bez kantów" w Warszawie.

Friday, December 5, 2014

Nowe arabeski na starym świeczniku - czyli o polskim antysemityzmie w okresie miedzywojennym - CUD‎ ‎ŚWIECZKI‎ ‎CHANUKOWEJ.



Nowe arabeski na starym świeczniku. niewinny tytu
ł, niby Chanukowy! 

Najpierw opis "starych czasów i pogromów, okres zanim Polska uzyska
ła na nowo niepodległość.

Nast
ępnie okres współczesny, tamtejszy, czyli międzywojenny.

Ale czuć jak "powojenny" również!

************************************


I
Reb Jankiel chce uzmysłowić
sobie, jak Moniek będzie kiedyś
wspominał jego obraz. Lisia
czapka, łysiejąca broda i zmarszczki.
Sieć zmarszczek, poplą­tanych w
misterne arabeski świecznika. 

Może wspomni tę menorę. 
Reb Jankiel pamięta doskonale,
jak królowała ona na
świątecznym stole. Obrus był
wtedy biały, jak ośnieżone grudniem
pole, później, podczas tej
strasznej nocy pogromu.

Ojciec był arendarzem gdzieś
w Mohylewskiej gubernji. Było
to już z pięćdziesiąt, sześćdziesiąt
lat temu. Chodziły wtedy głu-
che pogłoski o jakimś pogromie
w okolicy. Biją żydów. Podobno
tu i tam rozbijały się bandy, czar
ne sotnie, mordując i rabując.
Podobno...

Karczma już była zamknięta.
Ojciec w czarnej mycce na głowie
zapalał oliwę w dzbanuszkach
menory, Dziewiąty trysnął
właśnie czerwonym pionowym
stożkiem ognia. Przy stole siedział
młody Jankiel, matka, dwie
siostry. Piętnaście i osiemnaście lat.
Sara i Rachel.

Na dole zatupotały czyjeś kroki.
Jakieś głosy,
Głośny krzyk: żydzie otwieraj!



Rysunek Haliny z ulicy Prostej. Żydowski świecznik chanukowy z polskim orłem
Reb Jankielowi nerwowo drżą
wysuszone, jak pergamin ręce.
Po raz drugi przeżywa tę noc.
Straszną noc. Noc pogromu.

************************
II
...Heniek wraca z wykładu na
„Politbudzie". Spieszy się. Dziś
Chanuka. Trzeba jeszcze kupić
świeczki. W kieszeni brzęczą
dwa dreidełe. Dla Szlamka i Surci.
śliczne, nowiutkie.

W ogrodzie leży biały śnieg.
Sypki grudniowy śnieg pokrywa
gałązki drzew i krzewów,
śnieg skrzypi pod butami. W
kieszeni pobrzękują dreidełe.

Dlaczego te ulice są takie
ciemne. Aż niemiło przechodzić
przez nie o zmroku. Jak dobrze,
że jeszcze dwie przecznice, pięć
minut w mydłami i będę w domu.

Szlamek i Surcia już pewnie
czekają.

Szlamek chodzi do piątego od ­
dział szkoły powszechnej. Jest
pierwszym uczniem. No pewnie
— mój brat. A Surcia pójdzie do
szkoły dopiero na przyszłą jesień.

Właściwie powinna chodzić
do szkoły już w tym roku, ale
nie było miejsca. Za to na przyszły
rok pójdzie odrazu do drugiego

oddziału. Już on ją przygotuje..
Myśli ścielą się dziwnie miękko
— Szlamek — Surcia...

Słowo pada, jak obelga: żydzie!

Przez ułamek sekundy widzi
ich. Cała zgraja, dziesięciu mo­że,
w studenckich czapkach,
masywne lagi w dłoniach.

Cios kastetu trzasnął o czaszkę i
ogłuszył. Runął. Buty deformują
żebra. Ostre stalowe żyletki, o-
sadzone umiejętnie na końcach
lasek, rozcinają miękkie kleiste
ciało, masakrują twarz o nazbyt
żydowskim wyglądzie.

Cynowe bączki wysunęły się z
kieszeni. Czyjś ciężki but wtło-
czył je w grząski śnieg.

************************
III
Napisanoby zato może o innej
matce dwóch synów. Jeden —
inżynier elektrotechniki, drugi
absolwent W S. H.; obaj dyplo-
mowani, rokujący świetne na-
dzieje młodzi ludzie nie mogli
znalezc pracy.  I jeden musiał 
za
psie pieniądze naprawiać zepsute
dzwonki u sąsiadów, drugi
zaś ździerał zelówki, szlifując
„kocie łby" warszawskich bruków w 
poszukiwaniu pracy. Obaj jej nie
znaleźli. Nie dlatego, że nie by
ło
jej wogóle.

Często bywali już „prawie an ­
gażowani". Lecz gdy trzeba było
złożyć papiery, okazywało się, że
mają „nieczyste metryki". Bo
matka miała na imię Fajga, a ojciec
— Icek. I wtedy pan szef
oświadczał czem prędzej:

Bardzo mi przykro, lecz dane
miejsce zostało już obsadzone.
Znów rozpoczyna się mozolna
wędrówka.

Cóż z tego, gdy w papierach
nie mają... aryjskiej babki.


"Cud świeczki Chanukowej" w Małym Przeglądzie z 12 listopada 1926 jest właściwie scenariuszem. Napisany tak jak przykładowy scenariusz komedii zaczynający się od opisu sceny. Następnie osoby występujące są wyraźnie zaznaczone tłustym drukiem przy każdym dialogu: Dziewczynka I, Dziewczynka II, Chłopiec, Esterka.

 

CUD‎ ‎ŚWIECZKI‎ ‎CHANUKOWEJ
           Komedyjka
(Izdebka‎ ‎biedna‎ ‎—‎ ‎komin‎ ‎—
łóżko‎ ‎—‎ ‎stół‎ ‎—‎ ‎dwa‎ ‎stołki).

 

Dziewczynka‎ ‎I‎ ‎—‎ ‎(bawi‎ ‎się
lalką)‎ ‎—‎ ‎A‎ ‎czy‎ ‎ty‎ ‎wiesz‎ ‎lalecz
ko,‎ ‎że‎ ‎dziś‎ ‎jest‎ ‎święto‎ ‎chanu-
ka?‎ ‎—‎ ‎Chanuka,‎ ‎to‎ ‎bardzo
ważne‎ ‎święto.‎ ‎—‎ ‎Bardzo‎ ‎waż
ne‎ ‎święto.‎ ‎Musisz‎ ‎ubrać‎ ‎się‎ ‎w
świąteczną‎ ‎sukienkę.‎ ‎—‎ ‎Jak
dostanę‎ ‎nowe‎ ‎szmatki,‎ ‎to‎ ‎ci
uszyję‎ ‎jeszcze‎ ‎ładniejszą‎ ‎su-
kienkę.‎ ‎—‎ ‎(Ubiera‎ ‎lalkę).
Trudno,‎ ‎moja‎ ‎laleczko,‎ ‎nie‎ ‎bę
dziesz‎ ‎bogato‎ ‎ubrana:‎ ‎twoja
mamusia‎ ‎jest‎ ‎biedna,‎ ‎chociaż
bardzo‎ ‎ciebie‎ ‎kocha.
—‎ ‎Chłopiec.‎ ‎—‎ ‎(wchodzi‎ ‎—
kładzie‎ ‎torbę‎ ‎z‎ ‎książkami).‎ ‎
—Esterki‎ ‎jeszcze‎ ‎niema?—‎ ‎Głod
ny‎ ‎jestem.‎ ‎—‎ ‎A‎ ‎ty‎ ‎ciągle‎ ‎z‎ ‎tą
swoją‎ ‎lalką.
—‎ ‎Dziewczynka‎ ‎II.--Och,‎ ‎pa
ni‎ ‎nam‎ ‎opowiadała‎ ‎w‎ ‎szkole‎ ‎o
Chanuce;‎ ‎tak‎ ‎było‎ ‎ładnie‎ ‎(od
kłada‎ ‎książki‎1‎).
—‎ ‎Chłopiec‎ ‎—‎ ‎Co‎ ‎tam‎ ‎wasza
pani‎ ‎może‎ ‎wiedzieć‎ ‎o‎ ‎chanuce.
Nam‎ ‎nauczyciel‎ ‎hebrajskiego
opowiadał.
—‎ ‎Dziewczynka‎ ‎II.‎ ‎—‎ ‎A‎ ‎wła-
śnie,‎ ‎że‎ ‎nasza‎ ‎pani‎ ‎wie,‎ ‎i‎ ‎lepiej
opowiadała‎ ‎od‎ ‎twojego‎ ‎nau
czyciela.‎ ‎

 

DZIEWCZYNKA I
Opowiedz, Esterko, bajkę.

CHŁOPIEC
Dziś się bajek nie opowiada, dziś jest Chanuka.

DZIEWCZYNKA II
No to co, że Chanuka?

ESTERKA
Dobrze – więc ułóżmy razem bajkę – jakąś taką z głowy. Będziemy tak sobie pomagali, jak przed chwilą opowiadaliście historię Makabeuszów.

DZIEWCZYNKA I
A czy to będzie prawdziwa bajka?

ESTERKA
Każda bajka jest trochę prawdziwa...
Więc ja zaczynam. W jednej ubogiej izdebce mieszkało troje dzieci. Opiekowała się nimi starsza siostra.

CHŁOPIEC
Która się nazywała Esterka.

ESTERKA
Te dzieci miały bogatego wuja, który nic nie chciał o nich wiedzieć.

DZIEWCZYNKA II
On mieszkał daleko.

ESTERKA
Mieszkał daleko i nie chciał pomóc sierotom.

DZIEWCZYNKA I
I o lalce nic nie chciał wiedzieć, i ta lalka nie miała nawet świątecznej sukienki.

ESTERKA
Ta starsza siostra zapisała dzieci do szkoły.

CHŁOPIEC
Ale tylko dwoje.

DZIEWCZYNKA II
Długo musiała stać w ogonku, zanim je wreszcie zapisała.

DZIEWCZYNKA I
Esterka chciała, żeby się one nie kłóciły.

DZIEWCZYNKA II
Nie, tego nie potrzeba.

ESTERKA
Nie potrzeba. Niech będzie tak, że te dzieci się nie kłóciły. To były dobre i pilne dzieci.

CHŁOPIEC
Ale nie mogły się dobrze uczyć, bo były biedne.

ESTERKA
Nie miały dobrego pióra, nie miały oprawionych książek, nie miały tyle kajetów, ile było potrzeba.

DZIEWCZYNKA II
Często wychodziły do szkoły bez śniadania.

ESTERKA
Często wychodziły bez śniadania. Te dzieci miały bardzo starego dziadka, który mieszkał na wsi.

CHŁOPIEC
Mieszkał u cioci, bardzo biednej, a sam był niewidomy.

ESTERKA
Był niewidomy. A doktorzy mówili, że można zrobić operację, żeby znów widział. Ale to musiało bardzo drogo kosztować. Ten biedny dziaduś bardzo chciał przyjechać do swoich wnucząt, ale wiedział, że nic im pomóc nie może, więc siedział na wsi.

Cisza.

CHŁOPIEC
Dziaduś był bardzo uczony, nabożny.

DZIEWCZYNKA II
A ten wuj, który mieszkał daleko, ani się modlił, ani świeczek w dzień Chanuki nie zapalał.

ESTERKA
Razu pewnego kupił ten wuj bardzo drogą, całą srebrną lampkę chanukową. Tak on [!] przyszło mu do głowy, żeby kupić. Ciągle chodził do teatru i do iluzjonu (?), więc mu się już znudziło. Więc pomyślał sobie: będę w tym roku palił świeczki chanukowe, przypomnę sobie młode lata – i będzie mi przyjemnie.

DZIEWCZYNKA II
Ludzie bogaci ciągle tylko myślą o tym, żeby im było przyjemnie.

ESTERKA
Pewnego razu ten stary dziaduś zachorował. Ciocia, chociaż biedna, wezwała doktora. Doktor zaczął rozmawiać z dziadkiem, tak mówić o tym i owym, widzi, że starzec rozumny i nabożny, więc się zapytał: „Czy panu bardzo przeszkadza, że pan nie widzi, że pan jest niewidomy?”.

A dziaduś odpowiedział: „Tak Bóg chce”. A doktor się pyta: „No, a co pan chciałby jeszcze zobaczyć?”.

A dziaduś odpowiada: „Chciałbym jeszcze przed śmiercią zobaczyć...”. Zgadnijcie, co?

DZIEWCZYNKA II
Swoich wnuczków.

ESTERKA
A ty co powiesz?

CHŁOPIEC
To samo – a może ciocię – bo on mieszka u cioci?

ESTERKA
A ty co powiesz?

DZIEWCZYNKA I

Może jakieś ładne obrazki.

ESTERKA

Nie, dziadzio powiedział: „Chciałbym jeszcze raz jeden zobaczyć – świeczki chanukowe; takie ładne”.

A teraz zaczyna się bajka.

DZIEWCZYNKA I

Ale żeby to była cudowna bajka.

ESTERKA

Więc ten bogaty wuj, który mieszkał daleko, przypomniał sobie modlitwę, którą się zmawia przed zapaleniem świeczek chanukowych. Zebrała się cała rodzina i goście – różni panowie i panie.

DZIEWCZYNKA I
Pięknie ubrani.

ESTERKA
I czekają, co będzie. A on zapala – zapala, ale nie może zapalić świeczki chanukowej.

CHŁOPIEC
Wszyscy się dziwią.

DZIEWCZYNKA II
A on się pewnie zawstydził, że taki niezgrabny.

ESTERKA
Nie zawstydził się, a bardzo się przestraszył, bo co on chce zapalić, to świeczka mu się wykręca.
On w prawo, świeczka w lewo, on w lewo, świeczka w prawo.

CHŁOPIEC
Taki się cud stał.

ESTERKA

I kara Boża. Dziaduś chce widzieć świeczki, ale nie może, chociaż świeczki chcą, żeby na nie  patrzał. A tu świeczki nie chcą, żeby wuj na nie patrzał, bo chociaż oczy jego widzą, ale serce – ślepe.

Pauza.

No i wuj przypomniał sobie wszystko, o czym był zapomniał. Przypomniał sobie, że kiedy on pięknie się ubiera, smacznie je i dobrze się bawi – tam rodzina jego męczy się bez pomocy. Łzy napłynęły mu do oczu – zaczął płakać i pochylił się. 

I jedna łza spłynęła na świeczkę.

I rzecz dziwna, świeczka, która nie chciała się zapalić od ognia, zapaliła się nagle sama – od tej jednej łzy.


CHŁOPIEC

No i co było dalej?

Ktoś stuka do drzwi.


ESTERKA

Ktoś stuka – pewnie pomyłka – kto tam?


GŁOS

Proszę otworzyć – listonosz.


ESTERKA

List! – list od wuja. (Czyta cicho). A widzicie, dzieci, że miałam słuszność: każda bajka jest trochę prawdziwa. A nasza bajka jest nawet bardzo prawdziwa.


CHŁOPIEC

Powiedz, Esterko, co wuj pisze?


ESTERKA

Wuj pisze, że jego serce niewidome uleczyła świeczka chanukowa. Wuj pisze, że dziaduś będzie mógł oczy swoje uleczyć. A wy będziecie już teraz mieli książki i kajety, i co dzień rano śniadanie.

No, jaki dać tytuł naszej bajce?


CHŁOPIEC

Niech będzie:


DZIEWCZYNKI

Niech będzie:

Cud świeczki chanukowej!


MP nr 6, 12 XI 1926, s. 6.


Thursday, December 4, 2014

Korczak o Chanuce i o swoim pradziadku szklarzu - 88 lat temu



Korczak pisze: 


I
Każdy człowiek ma jedną
matkę i ojca, dwóch dziadków
i babcie, czterech pradziadków,
ośmiu pra-pra-dziadków i tak
coraz więcej. Każdy ma. Nie
każdy widział. Czasem zdąży
ktoś i zobaczyć pradziadka. Są
dzieci, które babci nie znały.
Czasem widzi fotografię mówi:
„To 'był i twój dziadek".
Opowiada o zmarłym babcia,
wspominają mamusia i tatuś.
O pra-pra-dziadku opowie 
dziadziuś. Znamy ze, wspomnień
tylko.


Ja fotografji mego pra-dziadka nie mam i niewiele o nim słyszałem. Dziadek mi o nim nie mówił, bo umarł, zanim się
urodziłem. Mało wiem o swoim, pra-dziadku.

Wiem, że był szklarzem w małym miasteczku. Biedni ludzie szyb wtedy w oknach nie mieli.
Pra-dziadek chodził po dworach i wstawiał szyby i kupował skórki zaję­cze. 

Lubię myśleć, że mój pradziadek wstawiał szyby, żeby było jasno, i kupował skórki, z których robiono kożuchy, żeby było cieplej.

Czasem myślę, jak ten mój stary pra-dziad chodził od wsi do wsi bardzo długą drogą, usiadł pod .drzewem, żeby odpocząć, albo spieszył, żeby zdążyć przed zmrokiem na święto.

Jeśli pra-pra-dziadków ma
już człowiek ośmiu, a potem
coraz więcej, iluż ich było najdawniej?
Więc jeden z tych
moich przodków znał Makabeuszów,
którzy rozpoczęli
powstanie, może walczył razem.

Ładne święto Chanuki, — pamiątka
tego powstania. Dziwne.
Zwykle starzy ludzie bardzo
są ostrożni, boją się, żeby
dzieciom coś się złego nie sta­ło,
drżą na myśl, że dziecko
straci zdrowie, zostanie kaleką.



Ten artyku
ł Korczaka o swoim  pradziadku daje trochę informacji o rodzinie Korczaka. Z tego opisu wynika że pradziadek był podobnie jak Korczak "spolonizowany" szczególnie gdy spieszył w piątek do domu, na Szabat!
Podobnie czuje więzi z Makabeuszami i że na pewno jakiś Korczaka prapraprapra-dziadek walczył w ich szeregach.