Thursday, March 21, 2013

Moja obca Warszawa albo Obca moja - wędrówki po getcie warszawskim



Władysław Szpilman tak pisał o murze getta:

„... Ulice getta prowadziły donikąd. Kończyły się zawsze murem. Często zdarzało mi się iść przed
siebie by nieoczekiwanie napotkać ścianę. [...] Dalszy ciąg ulicy, po drugiej stronie muru, urastał we mnie do rozmiaru czegoś, z czego nie mogłem zrezygnować, czegoś najdroższego na ziemi, gdzie działo się coś, za czego przeżycie oddałbym wszystko, co posiadam. Załamany zawracałem, i tak każdego dnia – z tą samą rozpaczą.”


Wednesday, March 20, 2013

§ 7 Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego albo "nic w przyrodzie nie ginie, tylko zmienia właściciela" - czyli szukam teczki z listem WP-39-141-68 - Znalazłem natomiast kilku Bursistów Korczaka! - Było ich wielu.


Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego. ul. Krakowskie Przedmiescie.

Załącznik nr 3 do zarządzenia nr 86 Rektora UW z dnia 27 grudnia 2012 r. 
w sprawie ustalenia instrukcji kancelaryjnej, jednolitego rzeczowego wykazu akt oraz instrukcji w sprawie organizacji i zakresu działania Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego 

§ 7 Archiwum Uniwersyteckiego: Materiały archiwalne przechowywane są wieczyście w Archiwum UW. W związku z powyższym nie przewiduje się – z wyjątkiem likwidacji UW – przekazywania dokumentacji archiwalnej do Archiwum Państwowego m.st. Warszawy.

Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego. ul. Smyczkowa 14 pokój 13.

Mimo § 7 Archiwum Uniwersyteckiego, akta powojenne, akta marcowe mojej mamy zniknęły!

Została tylko jedna teczka, ale nie zawierała śladów przyjęcia Zofii Wróblewskiej na studia doktoranckie lub otworzenia przewodu doktoranckiego oraz zatwierdzenia daty obrony pracy doktorskiej w roku akademickim 1968/69. Nie ma śladu tytułu pracy ani promotora profesora Bogdana Suchodolskiego.

Nie ma też żadnych dokumentów objaśniających, dlaczego obrona pracy doktorskiej Zofii Wróblewskiej nie doszła do skutku.

Nie istnieje też teczka "kadrowa" na nazwisko Zofia Lucyna Wróblewska, urodzona 19.08.1920 w Warszawie z lat gdy była starszym wykładowcą na UW.

Akta te, wg. statusu UW musza istnieć.

531 Przewody doktorskie A Bc dla każdej osoby zakłada się odrębną teczkę.

Mój Ojciec mawiał, "nic w przyrodzie nie ginie, tylko zmienia właściciela". UB?

Dziś natomiast znalazłem w "moich archiwach” tłumaczenie oficjalnego listu z Uniwersytetu Warszawskiego, zawierającego zatwierdzenie daty obrony pracy doktorskiej mojej Matki. Jest to wersja w języku szwedzkim, przetłumaczona przez tłumacza przysięgłego. Oryginału listu niestety w papierach rodziców dotąd nie znalazłem.

List, ten tłumaczony z Uniwersytetu Warszawskiego ma nr rejestracyjny Wydziału Pedagogiki WP-39-141-68 z dnia 21 maja 1968 roku.

Pismo to informuje, że Rada Wydziału, po naradach z dnia 14 maja 1968 roku zatwierdziła tytuł pracy doktorskiej mgr Zofii Wróblewskiej pt.: "Młodego nauczyciela..." (nie znam niestety pełnego polskiego tytułu!). Prof dr B. Suchodolski został mianowany przewodniczącym komitetu egzaminacyjnego.

Zawiadomienie zostało podpisane przez dziekana prof dr T. Tomaszewskiego, a wysłane przez Sekretariat Dziekana.

Mam nadzieję ze nr rejestracyjny WP-39-141-68 z dnia 21 maja 1968 roku, ułatwi znalezienie oryginału tego pisma i teczki kadrowej mojej mamy.

Co natomiast znalazłem?
Teczki bursistów w Domu Sierot Korczaka którzy jednocześnie studiowali na Uniwersytecie Warszawskim. Zacząłem od teczek Pana Miszy i Panny Rywki. Są inne, wg. uroczej pani z archiwum która sprawdziła jeszcze dwa nazwiska, Griszy Czapnika, i Jachety (Janki) Lubranieckiej.

Pan Misza (Michał Wasserman Wróblewski) to mój ojciec a Panna Rywka to Rywka Boszes, jego krajanka z Pinska dzięki której dostał się do Domu Sierot. Dowiedziałem się Pan Misza studiował również Prawo a w teczce Panny Rywki znalazłem pełny opis warunków mieszkaniowych w bursie na Krochmalnej 92.

O tym odkryciu napisałem natychmiast do pani Marty Ciesielskiej z Korczakianum by dalej, wg. listy bursistów szukali w Archiwum UW, innych.


Tuesday, March 19, 2013

Korczak - Boszes - Brama bólu - Waliców 10 - Leży na chodniku zmarły chłopiec. Obok trzej chłopcy poprawiają sznurkiem lejce. W pewym momencie spojrzeli na leżącego - odsunęli się kilka kroków, nie przerwali zabawy...

Ulica Waliców nr. 10, 1942 rok. Janusz Korczak pisze o podobnej scenie: Leży na chodniku zmarły chłopiec. Obok trzej chłopcy poprawiają sznurkiem lejce. W pewym momencie spojrzeli na leżącego - odsunęli się kilka kroków, nie przerwali zabawy.


W domu przy ulicy Waliców 10 mieszkała do wybuchu wojny dr. Rywka Boszes z Pińska. Rywka była bursistką a następnie od 1930 lekarką w Domu Sierot Janusza Korczaka.

W domu obok, Waliców 14 mieszkał poeta Władysław Szlengel. W Archiwum Ringelbluma zachowała się kartka ze spisem domowników w mieszkaniu Szlengla. Kartka ta wisiała przy dzwonku do drzwi jego mieszkania w którym oprócz niego, w okresie getta mieszkało wiele innych osób. 

Sądząc po liczbie domowników w jednym mieszkaniu panowała tam ciasnota. Liczba naciśnięć dzwonka informowała, do kogo przyszedł gość: Dzwonić - Lurie 1 raz, Rotsztajn 2 razy, Rogozińscy 4, Koplewicz 5 a [Władysław] Szlengel jak również [Michał] Brandsteter 3 razy. Lunia 2 krótkie a Wanda 2 długie. Służba porządkowa i Werkszuc jest proszona o "6 razy głową".  Tą ocaloną  kartkę z informacją o dzwonieniu należy czytać razem z wierszem Szlengla Dzwonki.
Katalog telefoniczny Warszawy z roku 1938. Telefon i adres Rywki Boszes zaznaczone >.












Mój Tata, Pan Misza wspomina:
 Maturę, czyli świadectwo dojrzałości do wyższych studiów, otrzymałem w 1931 roku. Idąc za życzliwą radą Rywki Boszes, córki przyjaciela mojego ojca z Pińska, bursistki u Korczaka i studentki medycyny na UW, złożyłem podanie o przyjęcie do bursy przy Domu Sierot w  Warszawie.


Na zdjęciu z 1942 roku wejście do bramy domu przy Waliców 10 i dwóch "zbieraczy ciał" układających ciała zmarłych chłopców na wózek (zdjęcie - kadra z filmu dokumentalnego zrobionego w Getcie).  Zrobione przeze mnie zdjęcie dolne - w kolorze - pokazuje tę samą bramę 70 lat później.

Janusz Korczak pisze o podobnej scenie: Leży na chodniku zmarły chłopiec. Obok trzej chłopcy poprawiają sznurkiem lejce. W pewnym momencie spojrzeli na leżącego - odsunęli się kilka kroków, nie przerwali zabawy...

Janusz Korczak wspomina w Pamiętniku że miał dwa zatargi „z meliną wytwornego domu Waliców 14”, bo w czasie obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku „w łajdacki sposób” odmówiono mu pomocy, by konającego polskiego żołnierza przenieść do bramy.

W dolnym lewym rogu ulica Waliców nr. 10-12-14. Waliców nr. 10 to dom narożny. Fotografie przed Powstaniem Warszawskim 1944.

Kartka umieszczona na drzwiach wejściowych z informacją, jak dzwonić do poszczególnych lokatorów - wśród nich Władysława Szlengla - mieszkania przy ul. Waliców 14 w Getcie Warszawskim. Lurie (Jerzy) tam mieszkała z matką Irena Smigielski po śmierci męża. Irena to "Aneri" z Małego Przeglądu Janusza Korczaka. Archiwum Ringelbluma.

Ulica Waliców nr. 10, 2013 rok.

Konhelerki na ulicy Waliców. Nazwa, konhelerki, jaką podczas II wojny światowej mieszkańcy getta warszawskiego nadali konnym omnibusom, łączącym od lipca 1941 ulice getta nawiązywała do popularnego w Warszawie w XIX w. określenia dyliżansów pocztowych, zwanych steinkellerkami (sztajnkelerkami; szteinkelerkami). Nazwa kohnhellerki (konhelerki) została utworzona od nazwisk braci Moryca i Menachema Kohnów oraz Zeliga Hellera, którzy – kolaborując z Niemcami – prowadzili w getcie rozległe interesy i m.in. uzyskali koncesję na działalność założonego przez siebie Towarzystwa Komunikacji Omnibusowej.


Konhelerki na ul. Waliców. Zdjęcie górne przedstawia ulicę Waliców przy skrzyżowaniu z Grzybowską. Zdjęcie dolne przedstawia ulicę Waliców przy skrzyżowaniu z Krochmalną. Fotograf patrzy na południe, a więc w kierunku Grzybowskiej.

På svenska, in Swedish
Dr. Ryfka Boszes hus i Warszawa i hörnan av Waliców och Ceglana (gatan). Den svartvita bilden är tagen under gettotiden. Den andra i färg från samma port är tagen 2013.

Rywka Boszes började sina medicinska studier i Warszawa. För att försörja sig arbetade hon som studentska (bursa student) i Korczaks barnhem Dom Sierot. Hon var från Pinsk. Min pappas familj och hennes kände varandra Rywkas hennes far var, liksom min farfar Baruch, en lärare.



I Ryssland minns man dr, Boszes såsom en duktig barnläkare, specialist, se länken nedan, sid. 4 mitten.

http://www.nvsaratov.ru/upload/iblock/01d/01ddb920627163c01aa61969ce846b40.pdf

Я старалась для саратовцев
...И вот мне посове-
товали обратиться к педиатру по 
фамилии Бошес. Никогда ее не 
забуду. Взяла она первым делом 
молоко мое на анализ и говорит: 
«Да голодные они, молоко у тебя 
пустое». Еды у нас было немного. 
Посоветовала мне кашку манную 
им варить на рисовом отваре. И в 
первую же ночь после кормежки 
близнята отвалились и спали 
всю ночь непробудным сном. 

Gocławek 1930 rok. Kolonie Domu Sierot „Różyczka” Pierwsza od lewej stoi dr Rywka Boszes, dalej kolejno: Krystyna Szwarcbard [Szwarcbaum?], Ida Halpern (Merżan), Żanna Zelikman (Korman), Gita Halpern, dr Zofia Gocław (Filskraut), Róża Abramowicz. Po prawej widać dziecko z przedszkola prowadzonego w Różyczce.


Wychowankowie Domu Sierot, a także innych żydowskich sierocińców z Warszawy, przebywali w Różyczce (zwanej potocznie Gocławkiem) podczas wakacji. Dla doktor Rywki Boszes były to pierwsze kolonie letnie, w czasie których opiekowała się dziećmi jako dyplomowana lekarka. Pracownice filii Domu Sierot „Różyczka”, lato 1930 roku.


Tuesday, March 12, 2013

Korczak och Förintelsemonumentet i Stockholm är mina verktyg

Verktyg!

Enligt Wikipedia - Verktyg, naturligt eller tillverkat föremål (redskap) som används för att underlätta arbete.

Verktyg i vidare bemärkelse är något större, inte bara den snävare men allmänt vedertagen definition - 'redskap för bearbetning av material'!
Vetenskapliga och tekniska läror kallas också för "verktyg" om de kan tillämpas för forskning i andra vetenskaper. Ordet 'verktyg' används ibland som ersättning för 'metod' eller 'tillvägagångssätt' när det handlar om bearbetning av abstrakta företeelser, till exempel verktyg för reklam, verktyg för hunduppfostran.

För mig var Janusz Korczak och byggandet av Förintelsemonumentet (Holocaustmonumentet) i Stockholm verktyg att förstå. Förstå mig själv, förstå andra, förstå ondskan och girighet, förstå vänskap, förstå mina föräldrar, försöka förstå Förintelsen... Listan är lång!
Janusz Korczak med en skrattande flicka. Jag älskar den bilden. Den säger allt!

Namn på Förintelsemonumentet
Vem var t.ex. faster Zofia Rozental (född 1904-mördad i Treblinka 1942)?. Vet så lite om henne, utom en händelse från början av kriget då hon var på besök hos mina morföräldrar, stal där en kastrull i köket, låste sig på toaletten och åt allt som skulle vara för en hel familj. När hon kom dit så såg hon bedrövligt ut, berättade min mor, kläd i trasor och utan skor, bara trasor lindade med snören rund fötterna. Min morfar blev rasande! Det brukade kan sällan bli, berättade min mor....
Vem var Eugenia (Nina) Forbert (född 1897-mördad i Treblinka 1942)? En annan faster som blev kristen efter att efter sin mans död, trotsades av en katolsk präst (med judisk bakgrund).... I Warszawas getto så gick hon till en av de två kyrkor som var öppna för de kristna judar.


Mina första ideer på hur Namnmonumentet eller Förintelsemonumentet skulle se ut. Arkitekt Klimczak överförde ideen till den vackra akvarellen. Namnen på monumentet är mördade anhöriga till dem som överlevt och kommit till Sverige.
Mera namn på Namnmonumentet, mera historier - t.ex. om  Stasiek Gołąbek  (född 1896) en slavarbetande man vid krematoriet i Treblinka som såg sin familj: frun Regina född 1900 och sina tre döttrar bland de nyss mördade i Treblinkas gaskammare. Stasiek Gołąbek tog en spade och dödade två tyska vakter innan han blev själv skjuten...


Monday, March 11, 2013

Förintelsen och tyska soldater

SS, Gestapo, Luftwaffe var i mina ögon de mest mordiska och bestod av kalla mördare, sadister och brutala typer. Luftwaffes piloter som sköt mot kvinnor och barn på flykt längs vägarna visste klart vad de gjorde och såg blodet längs vägarna när de återvände och sköt mot de som sköte skydd i intilliggande diken. 
Wehrmacht, ubåtsbesättningar och polisstyrkorna skulle ha varit de som bara gjorde sitt jobb som vanliga soldater. De skulle ha varit helt vanliga män, älskade familjefäder och inte sadister och mördare.

Denna schablonbild förändrades i samband med publicering av Daniel Goldhagens bok  Hitler's Willing Executioners (Hitlers villiga medhjälpare). Det var den första informationen som rubbade helt mina insikter om den tyska krigsmakten. Det visade sig att det tyska förintelsemaskineriet använde sig av hundratusentals villiga medhjälpare och bödlar. De fanns i Einsatzgruppen - "insatsgrupper" som ägnade sig åt den Manuella Förintelsen. Mördade med pistol-, gevärs- eller maskingevärskott och begravde offren i massgravar. 

Sönke Neitzel och Harald Welzer, författare till boken "Soldater"  tar bort resterna av mitt schablontänkandet. Inga tyska trupper har rena händer!


Från boken, ett samtal mellan två tyska soldater.

Soldat 1: - När jag var i Charkiv låg allt utom stadskärnan i ruiner. En trevlig stad, ett trevligt minne. Alla kunde lite tyska - hade lärt sig i skolan. Samma sak med Taganrog - bra biografer och fantastiska strandkaféer. (...) Där Don och Donets flyter ihop, där var vi mycket och flög, jag har varit lite varstans i de trakterna. Vackert landskap - vi var överallt med lastbilen. Vart man än tittade såg man kvinnliga tvångsarbetare.
Soldat 2: - Shysst!
Soldat 1: - De byggde vägar, skitsnygga tjejer - när vi körde förbi slet vi in dem i bilen, pippade dem och slängde ut dem igen. Jävlar, vad de svor!