Sunday, October 15, 2017

Polska arytmetyka Zagłady - Jedwabne i KL Warschau czyli walka o Obóz śmierci tylko dla Polaków


Zdjęcie od znajomego z m.st. Warszawy.  Matka Boska Królowa Polski niby przyklaśnie im i załatwi i zmieni co trzeba, i gdzie trzeba i wtedy kiedy trzeba i Biała Plama Historii zniknie!

Pamiętam dawno temu to była jaka
ś pani w moherowym berecie ale z tytułem sędzia, która z liczby zamordowanych 20 000 zrobiła 200 000 i otworzyła Obóz koncentracyjny (pracy) - KL Warschau w 1942 roku, czyli zanim Niemcy to zrobili w lipcu 1943, itp itd. 


Wiadomo że co najmniej połowa zamordowanych z 20 000, - 10 000 to Żydzi.
Ta akcja "tablicowców" trwa od lat. Rodacy-2017 organizują nawet wycieczki po rzekomych podobozach, wyszukują tunele i stare silniki spalinowe i opowiadają te bzdury ludziom.


Na zdjęciu Pałac Krasińskich w ruinie i nie ma już karuzeli z Powstania w getcie tylko okopy czyli po Powstaniu Warszawskim. Wagoniki i tory wąskotorowe widać na pierwszym planie zdjęcia. KZ Warschau to właściwie obóz pracy gdzie więźniowie byli wyniszczani przez niewolniczą pracę, głód, fizyczne znęcanie się nad nimi. Niemcom zależało by odgruzować teren Warszawskiego Getta. Dlatego obóz był w samym środku terenu getta.

Wida
ć że wiara jest silna! Wiara w przyszłe pokolenia wychowane na najnowszych kłamstwach Rodaków-2017 i IPN.

Na tej tablicy umieszczonej na elewacji kościoła Matki Bożej Królowej Polskich Męczenników w al. Stanów Zjednoczonych napisano: „Matce Bożej Królowej Polskich Męczenników zawierzamy białą plamę historii / Pamięć 200 tys. Polaków zamordowanych w Warszawie w niemieckim obozie śmierci KL Warschau w latach 1942 – 1944”. W jej odsłonięciu uczestniczyli m.in. senator PiS Jan Maria Jackowski i poseł PiS Andrzej Melak no i "Rodacy-2017".

Tablica została zainstalowana 06.10.2017 oraz poświęcona dnia 08.10.2017 r. przez o.Waldemara Gonczaruka. Wg. tej grupy ludzi "tablicowców" to KL Warschau to "Spisek i zmowa niemiecko żydowska przeciwko Polakom". Dla mnie to akcja zapanowania nad terenem Getta Warszawskiego. Ju
ż są glosy żeby takie tablice umieścić na Muzeum Polin.

sPiSek i zmowa niemiecko żydowska przeciwko Polakom - tak to określa na Youtube o. Waldemar Gonczaruk znany z bredni Radia Maryja. Tablica została zainstalowana 06.10.2017 oraz poświęcona dnia 08.10.2017 r. przez o.Waldemara Gonczaruka.
sPiSek i zmowa niemiecko żydowska przeciwko Polakom. 
Dla mnie to po prostu akcja zapanowania nad terenem Getta Warszawskiego. Jak pisałem to już są głosy żeby takie tablice umieścić na Muzeum Polin. Dlaczego? Jak to przeprowadzić? 
Tablicowcy podają że krematoria były na terenie Dużego Getta. M.in. przy ul. Smoczej, Gęsiej, Zamenhofa. Oprócz tego były "spalarnie zwłok" na terenach otwartych. Podejrzewam że pod Pomnikiem Bohaterów Getta i Muzeum Polin (sarkazm!).


A jak 
było ze starym pomnikiem w Jedwabnem? Kiedy "spalili ich hitlerowcy", to Żydów było 1600, ale od momentu, kiedy wyszło na jaw, że musi ta zbrodnia pójść na konto Polaków, to okazało się nagle że "Gross kłamie", bo tylu w stodole się nie mieści i mowa jest tylko o 300 a na pomniku nie ma żadnej już cyfry, no i kto mordował też jest pominięte

Halina Birenbaum skomentowała akcje "Rodaków-2017": arytmetyka polityki "gdzie wiatr wieje"... i co kiedy się opłaca, ale tylko pomyśleć o tych ludziach bezbronnych gnanych przez nienawistny tłum w ogień!!!

Jedwabne, stary pomnik, głoszący, że hitlerowcy spalili w stodole 1600 Żydów. Jak okazało się że to zbrodnia sąsiadów, Polaków to pojawił się w 2001, nowy pomnik gdzie skorygowano zbrodniarzy i w związku z tym liczbę ofiar, z 1600 na "ogólną".

Jedwabne, nowy pomnik z 2001 roku gdzie skorygowano w swoisty sposób zbrodniarzy (nie wiadomo niby kto,  i w związku z tym liczbę ofiar, z 1600 na "ogólną".

Dla przypomnienia

Konzentrationslager  skrót KL - Obóz koncentracyjnyVernichtungslager lub Todeslager - Obóz zagłady lub ośrodek zagłady

A obozów śmierci, zagłady było sześć 6:
Chełmno, 
Belżec, 
Sobibor, 
Treblinka, 
Auschwitz-Birkenau i
Majdanek. 

I Auschwitz i Majdanek były również obozami koncentracyjnymi. To prawda znana wszystkim, tylko nie Rodakom-2017. Chcą oni bowiem mieć własny, czysto polski Obóz śmierci - KL Warschau.



Obóz Gęsiówka - KL Warschau. Obóz był otoczony wysokim murem wraz z wieżyczkami strażniczymi. Niedaleko bramy głównej widniała tablica ostrzegawcza, na której widniała trupia czaszka oraz napis w języku niemieckim, polskim, węgierskim i francuskim: „Uwaga! Neutralna część. Bez ostrzeżenia się strzela!”. Wielojęzyczna tablica ostrzegała nie tylko więźniów-obcokrajowców. Artykuł napisał prof. Bogusław Kopka, fragmenty poniżej.
Gęsiówka - KL Warschau to właściwie obóz pracy gdzie więźniowie byli wyniszczani przez niewolniczą pracę, głód, fizyczne znęcanie się nad nimi. Niemcom zależało by odgruzować teren Warszawskiego Getta. Dlatego obóz był m.in. w samym środku terenu Dużego getta.




BOGUSŁAW KOPKA
historyk, profesor Politechniki Warszawskiej

19 lipca 1943 r. wprowadzono do niego pierwszych 300 więźniów. Więźniowie ci zostali przywiezieni z Buchenwaldu. W grupie tej było wielu kryminalistów, a także więźniowie polityczni (komuniści) oraz tzw. aspołeczni. Mieli oni nadzorować więźniów, pełniąc funkcje kapo. Żydowscy więźniowie traktowali ich nie jak współtowarzyszy niedoli, lecz raczej jako część personelu SS. Do Gęsiówki następnie przywożeni byli Żydzi z innych obozów z całej okupowanej Europy. Najwięcej więźniów żydowskich przybyło z Brzezinki (Auschwitz-Birkenau). Od 31 sierpnia do 27 listopada 1943 r. w ruiny getta przybyły cztery transporty Żydów z Auschwitz, łącznie 3 683 więźniów uznanych przez Niemców za zdolnych do ciężkiej pracy. Świadkowie potwierdzają informację, że byli to na ogół młodzi mężczyźni, poniżej czterdziestego roku życia.

W celu utrudnienia ewentualnych kontaktów więźniów z mieszkańcami Warszawy do obozu kierowano przede wszystkim Żydów – obcokrajowców, pochodzących z Grecji, Francji, Niemiec, Austrii, Belgii i Holandii. Raz tylko, podczas formowania transportu, w końcu listopada 1943 r., włączono do niego 50 polskich Żydów, ponieważ tylu właśnie zabrakło do wyznaczonego kontyngentu. Wiosną 1944 r. do obozu przybyło kilka transportów z węgierskimi Żydami z KL Auschwitz. Łącznie było ich około 3000 i stanowili wtedy obok greckich Żydów najliczniejszą grupę narodowościową w obozie.


Na zdjęciu obszar Getta Warszawskiego i w samym Obóz Gęsiówka - KL Warschau. Obóz był otoczony wysokim murem wraz z wieżyczkami strażniczymi. Niedaleko bramy głównej widniała tablica ostrzegawcza, na której widniała trupia czaszka oraz napis w języku niemieckim, polskim, węgierskim i francuskim: „Uwaga! Neutralna część. Bez ostrzeżenia się strzela!”. Wielojęzyczna tablica ostrzegała nie tylko więźniów-obcokrajowców. 
Gęsiówka - KL Warschau to właściwie obóz pracy gdzie więźniowie byli wyniszczani przez niewolniczą pracę, głód, fizyczne znęcanie się nad nimi. Niemcom zależało by odgruzować teren Warszawskiego Getta. Dlatego obóz był w samym środku terenu getta.
Na zdjęciu Pałac Krasińskich w ruinie i nie ma już karuzeli z Powstania w getcie tylko huśtawki....Wozy konne dzień po dniu wywoziły z getta złom, cegły itd.
Wśród żydowskich więźniów było wielu wykształconych – bankowców, inżynierów, lekarzy, adwokatów – znających języki obce, w tym popularny wówczas język francuski; niektórzy nawet porozumiewali się między sobą po łacinie. To z pewnością zmniejszało dystans i dawało większe możliwości przeżycia. Komunikacja w sytuacjach granicznych, a do takich zaliczyć należy życie i pracę w obozie koncentracyjnym, była podstawą przetrwania. Zwiększała także zdolność do podejmowania ryzyka.
Wyzwolenie Gęsiówki
Na ulicach powstańczej Warszawy usłyszeć można było języki wielu państw okupowanej przez Niemców Europy – węgierski, grecki czy francuski. Posługiwali się nimi Żydzi wywiezieni ze swoich ojczyzn do Oświęcimia, a następnie przeniesieni do Obozu Koncentracyjnego Warszawa, tzw. Gęsiówki. Przetrzymywani tam więźniowie zatrudnieni byli przy pracach porządkowych w ruinach dawnego getta. 5 sierpnia Harcerski Batalion Szturmowy „Zośka” zaatakował Gęsiówkę i wyzwolił 348 uwięzionych tam Żydów. Zdecydowana większość z nich dołączyła do powstańców, także do oddziałów liniowych. 
Dla Polaków Powstanie Warszawskie było patriotycznym zrywem, który przyniósł miastu unicestwienie. Ostatnim żyjącym w Warszawie Żydom wybuch powstania umożliwił wyjście z ukrycia i odzyskanie własnej tożsamości. Ci, którym udało się przeżyć Zagładę, zagładę własnego narodu, chwycili za broń, aby walcząc w polskich oddziałach, szukać odwetu na Niemcach. „Wiem, że dla większości ludzi powstanie to był okres najokropniejszych męczarń. Ale dla mnie to był okres cudownie odzyskanej wolności” – pisała w rok po wojnie uwolniona z Gęsiówki Zofia Samsztejn.
Obóz otoczony był wysokim murem wraz z wieżyczkami strażniczymi. Niedaleko bramy głównej widniała tablica ostrzegawcza, na której widniała trupia czaszka oraz napis w języku niemieckim, polskim, węgierskim i francuskim: „Uwaga! Neutralna część. Bez ostrzeżenia się strzela!”. Wielojęzyczna tablica ostrzegała nie tylko więźniów-obcokrajowców, ale również część załogi SS, która pochodziła, podobnie jak więźniowie, z różnych krajów okupowanej przez Niemcy wtedy Europy. Straż KL Warschau składała się głównie z folksdojczów, którzy od 1942 r. zostali wcieleni do Waffen-SS. Folksdojcze pochodzili przede wszystkim z Europy południowo-wschodniej, zwłaszcza z Siedmiogrodu i Rumunii. Wielu z nich nie znało dobrze języka niemieckiego i czasami rozkazy trzeba było im tłumaczyć; niektórzy byli nawet analfabetami. Straż obozowa liczyła łącznie 380 esesmanów. Konflikty między strażnikami z Rzeszy, którzy z reguły zajmowali kierownicze stanowiska, a folksdojczami wybuchały często, co zauważali i sami więźniowie.
Do końca kwietnia 1944 r. Gęsiówka (KL Warschau) była samodzielnym obozem, potem po wykryciu przez Berlin afery korupcyjnej wśród personelu, stała się podobozem Majdanka. Starą załogę odesłano do Niemiec, a nowa przybyła z KL Lublin.
Niejednokrotnie w gruzach odnajdywano też Żydów, którzy ukrywali się od tam od czasów Powstania w Getcie. Byli oni rozstrzeliwani na miejscu.


W obozie funkcjonowało również komando, do zadań którego należało palenie zwłok rozstrzeliwanych w ruinach getta oraz zmarłych więźniów.

Ofiary śmiertelne KL Warschau to łącznie około 20 tys. osób. Są to ofiary obozu zmarłe w wyniku epidemii i pracy ponad siły oraz osoby rozstrzelane na jego terenie lub w pobliżu zamkniętej strefy obozowej, w większości anonimowe.

5 sierpnia 1944 r. żołnierze batalionu AK „Zośka" po brawurowej akcji zdobyli obóz. Dowódca powstańców Ryszard Białous „Jerzy” tak wspominał ten moment: „z budynków i wież pryskają Niemcy bezładnymi grupkami, uciekając w ruiny Starówki drzwi [baraków] rozwierają się pod naporem, a całe przedpole zapełnia się masą pasiastych postaci biegnących w naszą stronę z niebywałym krzykiem i wymachiwaniem rąk. Przez moment poczułem, jak gardło moje ściska skurcz radości – zdążyliśmy na czas”. Fotografie z wyzwolenia obozu należą do jednych z najczęściej reprodukowanych i na trwałe weszły do legendy Powstania Warszawskiego. Należy podkreślić, że obóz Warschau był jedynym kacetem na wschód od Łaby wyzwolonym nie przez czerwonoarmistów, ale przez Polaków, żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego.


Grupa Żydów uwolnionych na "Gęsiówce". W środku (z karabinem) Mieczysław Szymańczuk "Symbor"; z lewej Jan Makowelski "Pytek". Wiekszość oswobodzonych Żydów przyłączyła się do powstania.
Według danych dowództwa AK wyzwolono 348 więźniów, w tym 24 kobiety, byłe więźniarki pobliskiej Serbii (oddziału kobiecego więzienia gestapo Pawiaka). Wcześniej, pierwszego dnia powstania, wolność odzyskało 50 więźniów kacetu, którzy pracowali w niemieckich magazynach mundurowych i żywnościowych przy ul. Stawki, w rejonie byłego Umschlagplatzu. Część oswobodzonych Żydów przyłączyła się do powstania, inni znaleźli się w oddziałach pomocniczych bezpośrednio pomagając cywilom. Ci, którzy z bronią w ręku walczyli z Niemcami, zapamiętani zostali jako fanatyczni bojownicy. „Okazywali zupełną obojętność na sprawę życia czy śmierci (przypuszczalnie na skutek swych przeżyć)” – wspominał jeden z uczestników powstania, Stanisław Stefański.

Obóz otoczony był wysokim murem wraz z wieżyczkami strażniczymi. 
Od stycznia do maja 1945 r. Gęsiówka ponownie stała się więzieniem i obozem pracy, tym razem jednak nadzorowanym przez NKWD. Na terenie dawnego KL Warschau Sowieci w straszliwych warunkach przetrzymywali między innymi żołnierzy AK i członków podziemia niepodległościowego. W następnym okresie obozem zarządzało UB, osadzając w nim początkowo niemieckich jeńców wojennych. W latach 1945-1949 miejsce to było jednym z największych jenieckich obozów w Europie. W roku 1949, kiedy większość jeńców zwolniono, utworzono tam Centralne Więzienie - Ośrodek Pracy w Warszawie. Odbywali w nim karę zarówno tzw. wrogowie klasowi skazani wyrokami Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, jak i zwykli kryminaliści. W 1956 r. komunistyczny obóz zlikwidowano. W obozie tym poniosło śmierć ok. 1800 osób. Nie wiemy dokładnie, gdzie zostały pochowane, być może na jednym z podwórzy Gęsiówki...........
BOGUSŁAW KOPKA

historyk, profesor Politechniki Warszawskiej

W kronice wydarzeń na terenie Warszawy prowadzonej przez Delegaturę Rządu na Kraj – zapisano w grudniu 1943 r. – „Warunki w obozie na Gęsiej coraz cięższe. Największą brutalnością odznacza się polski personel obozu. Na terenach przyłączonych do obozu przebywa 10 000 Żydów z Grecji. Są oni zatrudnieni przy budowie baraków dla powstającego obozu dla Polaków, mającego pomieścić około 40 000 osób.” Jak wiadomo – obóz istniał jeszcze pół roku i to jako koncentracyjny tylko do wiosny 1944 r.

Warunki w obozie na Gęsiej coraz cięższe. Największą brutalnością odznacza się polski personel obozu. Na terenach przyłączonych do obozu przebywa 10 000 Żydów z Grecji. 


Wednesday, October 11, 2017

Ulica Mazowiecka i Królewska - Korczak, Mortkowicz, Tuwim i ja



Księgarnia Jakuba Mortkowicza, wydawcy większości książek Korczaka była przy ul. Mazowieckiej 12. Tutaj pierwszy po prawej to Mazowiecka 8. Dalej, nr. 10 i 12 z balkonami na pierwszym piętrze. W budynku Mazowiecka 12  była również kawiarnia Mała Ziemiańska.


Mazowiecka była pierwszą wyasfaltowaną ulicą warszawską (a być może pierwszą w Polsce pokrytą asfaltem) w roku 1894. Przy Mazowieckiej znajdowały się konsulaty: belgijski, włoski i perski. Było to z jednej strony miejsce zaciszne, a z drugiej — ważny punkt na rozrywkowej mapie miasta.  





Księgarnia Jakuba Mortkowicza, wydawcy większości książek Korczaka znajdowała się przy ul. Mazowieckiej 12. W tym samym domu była kawiarnia Mała Ziemiańska. Widok od strony ul. Kredytowej w kierunku pl. Napoleona. W sąsiedniej kamienicy, pod n-rem 14 mieściła się restauracja „U Wróbla”. Po lewej stronie -ostatnia opublikowana książka Janusza Korczaka, maj 1939 r.

Po lewej Mazowiecka widziana od strony pl. Małachowskiego a po prawej od strony pl. Napoleona 

Księgarnia Jakuba Mortkowicza, wydawcy większości książek Korczaka znajdowała się przy ul. Mazowieckiej 12. W tym samym domu była kawiarnia Mała Ziemiańska. Natomiast na Rynku Starego Miasta pod numerem 11 (strona Barsa) znajdował się lokal drukarni Towarzystwa Wydawniczego, które prowadził Mortkowicz. Księgarnia Mortkowicza była pierwszym miejscem, które Tuwim odwiedził nazajutrz po zapisaniu się na Uniwersytet Warszawski w roku 1916. Spotkać tam można było Janusza Korczaka, Leopolda Staffa, Stefana Żeromskiego czy Marię Dąbrowską.

Mazowiecka 12 - Okna na świat - Księgarnia Jakuba Mortkowicza.

Opis z którego wynika że mieli na Mazowieckiej co najmniej "2 okna": W Warszawie przed witryną księgarni ustawiały się tłumy, ponieważ tak atrakcyjnej wystawy księgarskiej nikt w mieście dotąd nie widział. W jednym oknie wystawowym umieszczono kopię płaskorzeźby zwanej Tronem Dioklecjana, którego oryginał znajdował się w muzeum w Rzymie. Płaskorzeźba tak zachwyciła Jakuba i Janinę, że jej elementy posłużyły jako wzór godła serii „Pod Znakiem Poetów”. W drugim oknie rozwieszone były reprodukcje najsłynniejszych arcydzieł malarstwa klasycznego, wokół piętrzyły się najnowsze wydawnictwa zagraniczne. Witryny te nazwano „Okna na świat”.

Na ul. Mazowiecka 11, mieściła się redakcja „Anteny”, pisma Polskiego Radia, w którym Korczak (Stary Doktor) publikował swoje felietony. Prawdopodobnie z tego budynku uspokajał Korczak we wrześniu 1939 roku mieszkańców Warszawy.

W 1934 roku przy ul. Mazowieckiej 7 zamieszkał Julian Tuwim

W 1934 roku przy ul. Mazowieckiej 7 zamieszkał Tuwim (niemal naprzeciw "Małej Ziemiańskiej” i Oficyny Jakuba Mortkowicza, mieszczących się w tej samej kamienicy przy Mazowieckiej pod numerem 12. W sąsiedniej, pod numerem 14 mieściła się restauracja „U Wróbla”.

Mazowiecka 8 to jedyny, tylko częściowo ocalały dom po parzystej stronie Mazowieckiej. Za moich czasów, był tam hotel garnizonowy ze stołówką na parterze. Jak moja mama była chora, czy w sanatorium chodziliśmy tam z ojcem na obiady. Maggi i chleb stały na czworokątnych stolikach.

Przy ul. Mazowieckiej 5 był budynek administracyjny Polskiego Radia (obok redakcja tygodnika Antena), pierwszy dom po lewej. Z prowizorycznego studia uspokajał Stary Doktor swoich słuchaczy we wrześniu 1939 roku. Na zdjęciu asfaltowanie ulicy Mazowieckiej.

Z prowizorki studia w domu Polskiego Radia przy ul. Mazowieckiej 5 uspokajał Stary Doktor słuchaczy we wrześniu 1939 roku.


Wspomnienie o Korczaku ze studia tymczasowego w lokalach biurowych Polskiego Radia przy ul. Mazowieckiej 5. Adrian Czermiński (1962), działacz Służby Informacyjnej zlokalizowanej w byłej redakcji „Anteny”, 
tak wspomina Janusza Korczaka: 
„Drobny, w wyszarzałym paletku, kiedy do pozbawionego szyb lokalu wszedł, natychmiast rozjaśnił wszystko swoim humorem i zaraźliwą wiarą w lepsze jutro – nie!!! w lepszy wieczór, jeśli rozmawiał z nami w południe i w lepsze rano, kiedy przychodził nocą. Nie zważając na rozrywające się pociski, gwiżdżące kule, zjawiał się po kilka razy dziennie, przynosząc wiadomości o tych, którzy potrzebowali pomocy, i o tych, którzy skłonni byli udzielić jej innym”.


Wspomnienie o Korczaku ze studia tymczasowego w lokalach biurowych Polskiego Radia przy ul. Mazowieckiej 5.Tak wspomina Janusza Korczaka Adrian Czermiński (1962), działacz Służby Informacyjnej zlokalizowanej w byłej redakcji „Anteny”, z którą Korczak aktywnie współdziałał: „Drobny, w wyszarzałym paletku, kiedy do pozbawionego szyb lokalu wszedł, natychmiast rozjaśnił wszystko swoim humorem i zaraźliwą wiarą w lepsze jutro – nie!!! w lepszy wieczór, jeśli rozmawiał z nami w południe i w lepsze rano, kiedy przychodził nocą. Nie zważając na rozrywające się pociski, gwiżdżące kule, zjawiał się po kilka razy dziennie, przynosząc wiadomości o tych, którzy potrzebowali pomocy, i o tych, którzy skłonni byli udzielić jej innym”.





Do budowy barykady na Mazowieckiej w 1944 użyto półek i książek ze zbiorów Tuwima. Barykada na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Mazowieckiej, widziana od strony pl. Napoleona. (zdj. J. Tomaszewski, Sierpień 1944.

Księgozbiór Tuwima w czasie Powstania Warszawskiego posłużył do… budowy barykady. Niektóre woluminy wcześniej uratowały przypadkowe osoby. Część księgozbioru zachowała się w zbiorach aktora, Zbigniewa Sawana. Jeszcze wiele lat po wojnie do poety trafiały książki już dawno uznane przez niego za zaginione.


Tuwim na początku września 1939 r. zdążył spakować do walizy swoje rękopisy. Waliza została zakopana przez Kazimierza Gacia, woźnego z Wiadomości Literackich przy ulicy Złotej 8, czyli tam, gdzie mieszkał Korczak i jego siostra. Po wojnie, w marcu 1946 r. walizkę wykopała Ewa Drozdowska. Jednak jej zawartość pokazana poecie prezentowała raczej „sześcienną bryłę prochów (…) beznadziejne zbitki, zlepki, bochenki przemoczonego, zbutwiałego papieru”. Teksty pisane wiecznym piórem rozmyły się i niemal wszystkie całkiem zamazały.

Lokal tygodnika Wiadomości Literackie mieścił się w Pawilonie wystawowym Instytutu Propagandy Sztuki na Królewskiej 13. Do Wiadomości Literackich pisał i Korczak i Tuwim. W tym budynku mieścił się po wojnie (1955-1970) Teatru Żydowski Idy Kamińskiej. Jako mały chłopiec, idąc do szkoły na Mazowieckiej, pamiętam, że we wrześniu stały tam zawsze skrzynki z pięknymi niebiesko-białymi lub fioletowymi bratkami. Obecnie w tym miejscu znajduje się hotel Victoria.

Neon Wiadomości Literackich. Sławna witryna lokalu tygodnika „Wiadomości Literackie” na ul. Królewskiej 13, a nad nią neon przedstawiający centaura, którego logotyp stworzony przez Tadeusza Gronowskiego zdobił winietę tygodnika. Dekoracja witryny odpowiadała tematowi z pierwszej strony numeru tygodnika i z tego powodu można sądzić, że zdjęcie wykonano zapewne na początku czerwca 1938, o czym może świadczyć widoczny napis „KRZYŻ” mogący być częścią tytułu „KRZYŻ CZY SWASTYKA?” – dotyczącego sytuacji po Anszlusie Austrii, który ukazał się w numerze z 5 czerwca 1938. Aktualne do dzisiaj.


Sławna witryna lokalu tygodnika „Wiadomości Literackie” na ul. Królewskiej 13. 7 zdjęć witryn z 1933 roku. Zdjęcia oświetlonych witryn robione w nocy.

Do szkoły nr. 38 na Mazowieckiej chodziłem od 1956 do 1959 roku.

Do szkoły na Mazowieckiej chodziłem od 1956 do 1959 roku. Do klasy 3. poszedłem powojennym śladem Tuwima, czyli do szkoły im. Janusza Korczaka na zapleczu budynków Nowy Świat 21-25. Na Nowy Świecie (chyba nr. 25, 1 p) mieszkał po wojnie Tuwim. W mieszkaniu Tuwima byłem, gdyż po Tuwimie mieszkał tam literat Leopold Lewin, którego syn Krzysztof chodził ze mną do tej samej klasy.
Sławna witryna lokalu tygodnika „Wiadomości Literackie” na ul. Królewskiej 13, a nad nią wisiał neon przedstawiający centaura, którego logotyp stworzony przez Tadeusza Gronowskiego zdobił winietę tygodnika.


8 pazdziernika 1933, Wiadomości Literackie - Korczak pisze:

"Kijów. Chaos. Wczoraj bolszewicy — dziś Ukraińcy — zbliżają się do Niemiec — jeszcze Rosja carska. W okresie tym, pamiętnym, byłem lekarzem w trzech sierocińcach pod Kijowem. Już wokoło ziało wszystko hamowaną zbrodnią. Jakże naiwne wydają się dziś moje poczynania, aby plan, ład, uczucie ludzkie — źdźbło zdrowego rozsądku, cień dobrej woli - aby OSZCZĘDZIĆ DZIECKO. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego to wszystko.
Dzieciom pokrytym wrzodami, z chorymi oczami, bez opieki, głodnym - przysyłano instruktorkę haftu regionalnego.
Mój upór był niewygodny. Tym samym rewolwerem, którym przed godziną zastrzelono parszywego konia, dano mi do zrozumienia, że jestem nie na miejscu i nie w porę. (...)
Wróciłem do Polski. "
Pytam, co robi ten ogromny kraj z dziećmi, kraj, w którym już w roku 1922 wydano książkę Korczaka "Jak kochać dziecko."

Korczak w Naszym‎ ‎Przeglądzie z 9 marca 1933 roku pisał. 


Korczak w Naszym‎ ‎Przeglądzie z 9 marca 1933 roku wspominał i Ziemiańską i Wiadomości‎ ‎Literackie:

"Jeszcze‎ ‎nie‎ ‎koniec.‎ ‎Kiedy się‎ ‎na‎ ‎giełdzie‎ ‎dowiedzieli,‎ ‎że będę‎ ‎pisał‎ ‎do‎ ‎„Naszego‎ ‎Przeglądu",‎ ‎zrobiła‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎korczaki straszna‎ ‎besa.‎ ‎„Ziemiańska" się‎ ‎trzęsła‎ ‎—‎ ‎„Wiadomości‎ ‎Literackie"‎ ‎też.‎ ‎Główny‎ akcjonarjusz‎ ‎moich‎ ‎plantacji‎ ‎fiołków‎ ‎i niebieskich‎ ‎migdałów‎ ‎—‎ ‎powiedział,‎ ‎że‎ ‎to‎ ‎jest‎ ‎lekkomyślność‎ ‎i‎ ‎fałszywy‎ ‎krok.‎ ‎Niech‎ ‎będzie‎ ‎fałszywy.‎ ‎Czy‎ ‎tylko‎ ‎niewiasty‎ ‎mają‎ ‎wyłączną‎ ‎reprezentację‎ ‎na‎ ‎fałszywe‎ ‎kroki?
Co‎ ‎teraz‎ ‎zresztą‎ ‎jest‎ ‎prawdziwe?‎ ‎Powiedzieli,‎ ‎że‎ ‎to‎ ‎mi‎ ‎może‎ ‎zwichnąć‎ ‎karjerę‎ ‎literacką.
Wszystkie‎ ‎członki‎ ‎mam‎ ‎w‎ ‎porządku‎ ‎i‎ ‎zdatne‎ ‎do‎ ‎umiarkowanego‎ ‎użytku,‎ ‎karjerę‎ ‎natomiast
wywichnąłem‎ ‎beznadziejnie i nieodwołalnie‎ ‎25‎ ‎lat‎ ‎temu. I żyję,‎ ‎na‎ ‎psa‎ ‎urok."

To chodziło oczywiście o fakt że Korczak był Żydem, fakt o którym nie wszyscy wiedzieli.




Dom Sierot remembered by Joseph Steinhart - he orphanage and Korczak were a big part of his life. I can’t remember a single conversation with him that didn’t include some reference to the orphanage, Korczak, and its staff.


Drawing of Dom Sierot by Joseph Steinhart

Joseph Steinhart when at Korczaks Dom Sierot



So it started. I wrote an e-mail to David Rotenstein in USA as I wanted to know more about his grandfather and about the drawings of Dom Sierot his grandfather did.
In two hours I got the mail from David.


Thank you for writing. “Joe” was my grandfather, Joseph Steinhart (1904-1994). He did a couple of drawings of the orphanage and I believe they are in the collections of Yad Vashem. I don’t know how his trip to the U.S. was arranged but he arrived at Ellis Island Oct. 6, 1920, aboard the Noordam out of Rotterdam. Although oral history is a big part of my work as a professional historian, I never got the chance to interview my grandfather — something I will always regret.

The orphanage and Korczak were a big part of his life. I can’t remember a single conversation with him that didn’t include some reference to the orphanage, Korczak, and its staff. Several writers did interview my grandfather and some of his memories are preserved in their work, e.g., Mark Bernheim’s unremarkable 1989 Korczak biography, "Father of the Orphans - The Story of Janusz Korczak.”

I would love to learn more about your father and his experiences. Have they been published?
Regards,
David Rotenstein


"Józio" (?) - Joseph Steinhart, arrived at age 15 to Ellis Island. It was October 6, 1920. He was an orphan at 92 Krochmalna. When in USA he made several drawings of Dom Sierot.
.
He remembers:
I first met Dr Goldszmit in I9I2, at the age of 7. From the first day I came to the Orphanage (Dom Sierot, Krochmlna 92) I became a problem and a challenge to him.

I was the youngest in my family, and my father’s death was very traumatic. When the family was separating, I felt that my world was collapsing, and I withdrew into a shell. I kept to myself, and when I walked, I kept staring at the floor. At first, Dr Goldszmit believed that my behaviour was caused by the strange environment but when, after a few weeks, there was no improvement, he began devising solutions.

In those days, mens shirt collars were detachable. Many collars were made of rubber or plastic, to make them easy to clean.

He had me wear a high rubber collar, to force me to keep my head high. That did not work because I stood out like a sore thumb. and the children began poking fun at me.

The collar was removed, and he began to talk to me, in an attempt to build up my confidence, and to convince me that things were not as bad as I imagined them to be. He assured me that I was smart enough to handle any situation. It helped because I began to show an improvement.

During those talking sessions, Dr Goldszmit learned a great deal about me, but I also learned something about him, namely, that he cared about me not just as a patient, but also as a human being.

After a while he devised the ultimate confidence builder. At the Orphanage, the children had a place for their personal belongings. Young children had drawers, and the older children had little lockers with keys. I was not old enough to have a locker, but Dr Goldszmit gave me one anyway. The locker after all was a status symbol – something for the younger children to look forward to. To me. however, it was proof that he had confidence in me.

I did not have that locker very long because in 1914, at the outbreak of World War 1, Dr Goldszmit went into the army, and Miss Stefa Wilezynska took it away, and gave it to a girl. By that time, I was already out of my shell to tell her in no uncertain terms, what I thought of her, I must confess, that as a child, I was not very forgiving. For the rest of my stay at the Orphanage, I never felt close to her. As a matter of fact, I was suspicious of everything she did.

One of Dr Goldszmit’s greatest accomplishments was that he was able to create an atmosphere in the orphanage, that was free of fear. There was no corporal punishment, and all infractions were tried by a court of our peers. There were very few discipline problems, because the children had enormous love and respect for Dr Goldszmit and Miss Stefa.
...........
Some people criticized Dr Goldszmit and Miss Stefa because the children were not getting enough preparation to enable them to function after they leave the orphanage. The biggest complaint was that the orphanage was a training school for nursemaids for wealthy families. This criticism was not valid in the context of the period.

I was one of only five boys who attended a vocational school. It was licensed as 
Szkoła rzemieślnicza przy Towarzystwie Dostarczania Pracy Ubogim Żydom  (4 year vocational school by the Society for Providing Work for Poor Jews). I graduated in 1920 at the age of 15 and a half. I was small for my age, and in a graduating class of 18, 19 and 20 year olds, I looked like a midget. My classmates treated me as an equal.

Building at 36 Stawki street in Warszawa of Szkoła rzemieślnicza przy Towarzystwie Dostarczania Pracy Ubogim Żydom
.......

More to read of Steinharts story? Pls open the link to Sandra Josephs page.
......

During my stay at the Orphanage, Dr Goldszmit was still young, and full of ideas. It was also the first opportunity that he had to test his pedagogical theories. From my descriptions, we can see how well they worked. It also shows that he was one of those rare people who practiced what they preached. Dr Goldszmit was a special person, and everyone who came into contact with him was affected by his humanity and wisdom. I was.

Holiday Florida U.S.A. March 24, 1982.

Concerning sketches made by Joseph Steinhart of the Dom Sierot from outside and inside I hope to get the copies of them soon. 
However, I feel that they are done out of the well known photographs but I am curious anyhow!

Tuesday, October 10, 2017

Poznałem Tagore właściwie dzięki Korczakowi i "Poczcie" w Getcie Warszawskiem - Tagore w Sztokholmie i Uppsali.

Tagore w Sztokholmie w 1921 r. Przyjmowano go jak króla.

Poznałem Tagore właściwie dzięki Korczakowi i "Poczcie".


Wiersz Tagore który ukazał się w 1919 r. w warszawskim "Tygodniku Nowym”.

Tagore opublikował ponad 50 tomików poezji, m.in. Pieśni ofiarne za które dostał Nagrodę Nobla. ja poznałem Tagore właściwie dzięki Korczakowi i "Poczcie".

Tagore to nie tylko pisarz i poeta. To znany malarz, pedagog i nauczyciel. Podobnie jak Korczak, postulował Tagore wychowanie dziecka w poszanowaniu jego indywidualności i duchowości. Wierzył, że najlepsze rezultaty przynosi intuicyjna praca wychowawcza, oparta na samodoskonaleniu i poznawaniu siebie.

Korczak swoim Pamiętniku (1942) opisał sen, w którym spotkał się z Tagore w scenerii egzotycznych Indii.  Tagore w swojej twórczości często opisuje podobne sny.






Tagore w Sztokholmie w maju 1921 roku.





Tagore i arcybiskup Söderblom w Uppsali.







Sunday, October 8, 2017

88 year ago - Fanatic Arabs massacre Jews in the streets of Jerusalem



Just a reminder...

This is the cover of Le Petit Journal, 1929. "Trouble in Palestine: fanatic Arabs massacre Jews in the streets of Jerusalem."

No modern, reestablished state of Israel, no "territories", no talk of "occupation" or "settlements." This killing spree was, and is, about Jew-hatred and incitement to kill. Hate is hate.

Hate then, looks a lot like hate today.

Polish Society of Hygiene edited in AD 2017 an anti-Semitic Polish drawing of type seen a.o. in the German newspaper Der Stürmer






Polish Society of Hygiene is located in Warszawa at 31 Karowa street. Very well known address for Korczak and for me as well.
.
Janusz Korczak (Henryk Goldszmit) had numerous of his scientific presentations there during 30-ties (green poster) and I was watching children movies there in the mid fifties.
.
This year Polish Society of Hygiene edited the blue calendar with black/orange anti-Semitic Polish drawing that 
supports racial hygiene. This type of drawings were seen as well in the German newspaper Der Stürmer (right picture). However, it was during the period of 30-ties and not 2017. So why?

Racial hygiene was a set of state-sanctioned policies in the early twentieth century by which certain groups of individuals were allowed to procreate and others not, with the expressed purpose of promoting characteristics deemed desirable. The most extensive implementation of such policies occurred in Germany but similar policies were implemented throughout Europe, a.o. Poland (and Sweden).

Many prominent physicians and scientists who had supported racial hygiene ideas considered Jews, like Korczak, as alien.