Tuesday, June 30, 2026

W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 24 -29 - Moshe Zartal (Mietek Zylbertal) - Pisane w wojskowym namiocie. 1944.

Lag Baomer i Szomrowcy. Pierwszy z lewej: późniejszy komendant Powstania w Getcie Warszawskim, Mordechaj Anielewicz (rok 1937).


Oto tłumaczenie stron od 24 do 29 na język polski. Tekst opisuje moment, w którym Mieczysław Zylbertal dzieli się z Korczakiem swoimi młodzieńczymi dylematami, a także przynosi niezwykle ostre, krytyczne wypowiedzi Doktora na temat tradycyjnych instytucji opiekuńczych.


Tłumaczenie strony 24: „...jego jasność i naukową uczciwość...”
...jego jasność i naukową uczciwość. Zdawało się, że cała jego działalność wywierała ogromny wpływ na młodzież i rodziców, którzy prosili go o rady, a wpływ ten nie był bezwartościowy.
W małym pokoju, w którym rozmawialiśmy o różnych sprawach, w centrum uwagi zawsze stały dwa tematy: Ziemia Izraela oraz wychowanie dzieci. W pierwszym z nich to ja byłem tym, który opowiadał, jako świadek moich własnych doświadczeń; w drugim to ja byłem tym, który pytał, dociekał i wyrażał opinie, w których było wiele dobrej woli, ale bardzo mało wiedzy, a jeszcze mniej życiowego doświadczenia.
Z kolei on, w przeciwieństwie do mojego entuzjazmu, był jakby ukryty w pancerzu podejrzliwości, cynizmu i goryczy. Pancerz ten – jak przekonałem się później – nie był jego prawdziwą naturą, lecz faktem wynikającym z tego, że był ostrożny i podejrzliwy. Czasami bywał tak bezwzględny, że zdawał się odrzucać całe moje zaangażowanie, całe moje oddanie. Nie pozwalał mi opierać się na obietnicach ani na wielkich słowach. Język dziecka był jedyną rzeczą, która wzbudzała w nim wiarę. Czasami widziałem go zgorzkniałego, gdy opowiadał o rozczarowaniach ze strony swoich wychowanków. Jego pierwsze opowieści świadczą o tym, że wkraczał w życie przepełniony idealizmem i intencjami dokonywania wielkich czynów, aby przynieść światu nowy porządek dla dzieci najbardziej pokrzywdzonych – ale życie brutalnie go doświadczyło. Kiedyś opowiedział mi o dziecku, które bawiło się na podwórku, a nad nim wisiało niebezpieczeństwo. Podszedł do niego, by je ostrzec, ale gdy się zbliżył, wylało ono na niego pomyje, a matka tego malucha, która wyjrzała przez okno, zaczęła krzyczeć i złorzeczyć na młodego wówczas lekarza, rzucając wulgaryzmy...

Tłumaczenie strony 25: „...nie mieszaj się w nie swoje sprawy...”
...nie mieszaj się w nie swoje sprawy. Z ust innej, bogatej i eleganckiej kobiety usłyszał sformułowanie jeszcze bardziej uprzejme: „Niech pan raczy zachować swoje uwagi dla siebie!...”. Te obelgi i zniewagi prześladowały go przez lata.
Pewnego razu, gdy spróbowałem zwrócić mu uwagę na zasady panujące w pewnej instytucji edukacyjnej, przerwał mi ostro i z ironią: „Kolejna...”.
A innym razem, gdy przedłożyłem mu pewien program edukacyjny, który „obejmował ramiona całego świata”, przerwał mi krótko i powiedział: „Mówi pan o tym wszystkim w czasie, gdy tutaj, niedaleko od tego muru, istnieją zakłady wychowawcze, które kładą dzieci pokotem do łóżek, zmuszają je do jedzenia w ramach kary i upokarzają tych, którzy zaszczali swoje łóżka...”.
Nie minęło wiele lat od tamtego dnia naszej rozmowy, gdy na oczach opinii publicznej i w całej jaskrawości odsłonił się ponury obraz tragicznej sytuacji w „instytucjach” studenckich, gdzie znęcanie się nad dziećmi i młodzieżą osiągnęło szczyt okrucieństwa.
Nie ma wątpliwości, że te sytuacje były dla Korczaka podstawą do podejrzliwości wobec otaczającego go świata dorosłych. Jednak od czasu do czasu potrafił dostrzec te obszary, w których nieufność traciła rację bytu. Pamiętam: pewnego dnia szedłem do „Domu Sierot” i po drodze minąłem grupę przechodniów zgromadzonych wokół leżącego na ziemi człowieka. Przepchnąłem się przez ten krąg i zamarłem: na bruku leżał mężczyzna, z którego ust toczyła się piana. Zebrani wokół ludzie rzucali uwagi i dawali rady. Było jasne, że ten człowiek wypił truciznę. Pobiegłem do „Domu Sierot” i powiadomiłem o tym Korczaka...

Analiza i kontekst historyczny (Strony 24 i 25)
Te dwie strony są jednym z najbardziej wstrząsających i szczerych fragmentów w całej książce:
  • Pancerz cynizmu Korczaka: Zartal kapitalnie odczarowuje hagiograficzny, przesłodzony obraz „świętego staruszka”. Pokazuje Doktora jako człowieka zgorzkniałego, poturbowanego przez życie, skrytego za pancerzem ironii. Ta gorycz wynikała z lat pracy w najgorszych rejonach biedy, gdzie jego idealizm zderzał się z wulgarnością ulicy i obojętnością bogatych (sceny z pomyjami i bogatą damą).
  • Furia Korczaka wobec tradycyjnych sierocińców: Strona 25 przynosi genialny, pełen gniewu cytat Doktora. Podczas gdy młody Zylbertal snuje wielkie, teoretyczne programy syjonistyczne „obejmujące cały świat”, Korczak brutalnie sprowadza go na ziemię. Przypomina mu o dziecięcym piekle, które dzieje się tu i teraz, tuż za murem – o tradycyjnych przytułkach, gdzie dzieci są bite, terroryzowane i upokarzane (np. za moczenie nocne).
  • Nawiązanie do skandali w Warszawie: Zartal wspomina o głośnych w międzywojennej Polsce skandalach i procesach związanych z wykryciem brutalnego znęcania się nad dziećmi w innych warszawskich domach opieki (prowadzonych tradycyjnymi metodami). To pokazuje, jak odosobnioną i heroiczną wyspą szacunku był Dom Sierot na Krochmalnej.
  • Napięcie dramatyczne: Końcówka strony 25 rzuca nas w sam środek dynamicznej akcji na ulicach Warszawy – próba samobójcza przez otrucie i młody autor biegnący po pomoc do Doktora-lekarza.

Tłumaczenie strony 26: „...»Doktorze«, powiedziałem mu...”
...„Doktorze”, powiedziałem mu, „tam leży człowiek, który zażył truciznę, potrzebna mu pomoc...”. On natychmiast skierował na mnie swoje bystre oczy, uśmiechnął się i powiedział: „Nic nie szkodzi, jeszcze chwila i przyjedzie karetka. Nie będzie żadnej katastrofy. Znam to dobrze. Nieszczęśliwa miłość, która została odrzucona, a oto dowód na to, ile wycierpiał ten biedak. Ma nadzieję, że w ten sposób wywrze wrażenie, a dziewczyna do niego wróci”. Być może miał rację w swoich słowach, a być może nie, ale ja nie potrafiłem uwolnić się od wrażenia, że tylko człowiek, którego serce było otwarte, a ręka wyciągnięta do każdego dobra, ale który w zamian za to wszystko spotkał się z podłością, obelgami i oszustwem – tylko taki człowiek mógł w ten sposób postrzegać świat i ludzi.
Można by o nim powiedzieć to, co Maksim Gorki opowiadał o Leninie: „...jest wola... chęć ujrzenia ludzi, którzy będąc pogrążeni w piekle stworzonym przez nich samych, są w stanie stworzyć tak wspaniałe dzieło (muzykę). Ale w naszych czasach nie wolno głaskać nikogo po głowie, bo odgryzie ci rękę...”.
Wizyta Korczaka w Ziemi Izraela w roku 1936 nie była rzeczą powszednią. Był to długi pobyt studyjny, który miał pogłębić jego więź z tym krajem i pozwolić mu odnaleźć w nim swoje miejsce.
Wizyta ta przypadła na okres głębokiego kryzysu w sercu Korczaka. Stracił on swoją pierwszą ojczyznę. Przyszło mu żyć w epoce historycznych wstrząsów, w czasach starć potężnych sił politycznych i społecznych, w obliczu upadku ideałów, gdy w...

Tłumaczenie strony 27: „...całej Europie podnosiły łby...”
...całej Europie podnosiły łby demony faszyzmu. On, który był Polakiem w każdym calu swojego istnienia, w którego sercu tliły się najszlachetniejsze ludzkie ideały, nagle stanął w obliczu zdrady swojej ojczyzny, która zdeptała jego wiarę i potraktowała go w brutalny sposób.
Był Polakiem nie z powodu dowodu tożsamości czy zasług swoich przodków. Otoczenie, w którym dorastał, nawyki ukształtowane w jego charakterze, język jego mowy i pism – to wszystko było polskie. „...To jest klimat, z którego wyrosłem, to jest moja ziemia, tradycje i ludzie, których znam, i język, który tu rządzi...”, pisał w jednym ze swoich listów.
Dorastał w zasymilowanym środowisku, uczył się wraz z polską młodzieżą, był pośród bojowników o niepodległość i wolność Polski. Miał bliskich przyjaciół wśród „ludzi Legionów”, wybitnych postaci tego ruchu, którzy walczyli o wolną i postępową Polskę. Jego dzieło edukacyjne było w istocie rzeczą rewolucyjną w polskim szkolnictwie. Jego twórczość literacka nie miała sobie równej pod względem piękna i braterstwa. Posiadał niezwykle odważny, oryginalny i porywający styl językowy, a najwięksi historycy literatury polskiej stawiali jego nazwisko obok twórców „Młodej Polski”. Był tym pisarzem, którego książkami i opowiadaniami zaczytywali się młodzi poeci na początku dwudziestego wieku. Jego nazwisko pojawiało się obor takich postaci jak Gębarski, Tuwim i inni.
Ale troska o opuszczone dziecko doprowadziła go ostatecznie do żydowskiej ulicy. Tam obudziły się w nim iskry pamięci przodków. Współczucie dla nich wprowadziło jego medyczną i pedagogiczną wiedzę w krąg spraw dziecka żydowskiego, do żydowskiego domu, do cierpienia Żydów. I nie tylko...

Analiza i kontekst historyczny (Strony 26 i 27)
Te strony przynoszą fundamentalny, niezwykle bolesny i przenikliwy opis tożsamościowego dramatu Janusza Korczaka w latach 30.:
  • Cynizm jako mechanizm obronny lekarza: Reakcja Korczaka na próbę samobójczą (str. 26) pokazuje jego ogromne doświadczenie zawodowe z warszawskich realiów biedy i dramatów obyczajowych. Zartal słusznie zauważa, że ta chłodna, zdystansowana ocena była pancerzem człowieka, którego wielkie serce zbyt często było ranione przez dorosłych. Cytat z Gorkiego o Leninie kapitalnie oddaje tragizm epoki.
  • Wizyta w Palestynie w 1936 r. jako ucieczka: Autor podaje kluczowy kontekst wizyty Korczaka w Mandacie Palestyny. Rok 1936 to czas, kiedy w Polsce po śmierci Piłsudskiego gwałtownie narasta antysemityzm (getto ławkowe, bojkoty ekonomiczne, przemoc na uniwersytetach). Dla Korczaka, który uważał się za stuprocentowego Polaka, był to potworny cios.
  • Polskość Korczaka: Strona 27 to jeden z najpiękniejszych i najbardziej wyrazistych opisów kulturowej polskości Henryka Goldszmita. Zartal przypomina, że Korczak był zrośnięty z polskim językiem, krajobrazem i tradycją literacką (porównania do „Młodej Polski” i Juliana Tuwima). Co niezwykle ważne – Korczak przyjaźnił się z elitą legionową (piłsudczykami), która budowała niepodległą Polskę.
  • Tragedia odrzucenia i powrót do korzeni: Najważniejszy jest tu wniosek autora: to narastający w Polsce nacjonalizm i „zdrada ojczyzny”, która odepchnęła Korczaka ze względu na jego pochodzenie, zmusiły go do ponownego odkrycia swojej żydowskiej tożsamości. To z poczucia odrzucenia przez polskie elity i z głębokiego współczucia dla najsłabszych Korczak schodzi ostatecznie na „żydowską ulicę”, by tam oddać się ratowaniu żydowskich sierot.
Niezwykle mocny i ważny fragment pod kątem historycznym. 
Här är den trogna översättningen av sidorna 28 och 29 till polska, som fortsätter beskriva Korczaks djupa smärta över det förändrade politiska klimatet i Polen och de händelser som fick honom att känna sig avvisad av det polska etablissemanget.

Tłumaczenie strony 28: „...Jaśki czy Franki...”
...„Jaśki” czy „Franki”¹, lecz także „Moszki”, „Joszki” czy „Srule”¹.
W swoim sposobie bycia i myślenia Korczak przez wiele lat pozostawał Polakiem, związanym z kulturą polskiego Oświecenia, wierzącym w dobroć człowieka. Jednak wraz z nadchodzącymi mrokami, wzbieraniem fali reakcyjnej dyktatury w Polsce i narastającą nienawiścią do Żydów, zachwiały się fundamenty całego tego gmachu, w którym żył i tworzył Korczak.
Jestem pewien, że był to jeden z najcięższych wstrząsów w jego życiu. On, który oddał swoje najlepsze talenty i siły, by Polska powstała do nowego życia, nagle zobaczył, że on sam – podobnie jak wszyscy inni Żydzi – zaczyna być spychany na margines, staje się kimś obcym, kimś, kogo należy odizolować. Być może, gdyby nie wierny i oddany mu krąg wybitnych pisarzy, ze znanym wydawcą Jakubem Mortkowiczem na czele, nie doczekałby się wydania swoich ostatnich książek. Piętno nienawiści zawisło nad jego głową niczym pętla. Choć nie miał w zwyczaju publicznie występować przeciwko tym zjawiskom, to jednak pewnego razu, w oknie wystawowym księgarni Mortkowicza przy ulicy Mazowieckiej w Warszawie, stanęła nowa książka Korczaka w eleganckiej oprawie i z piękną okładką, na której widniał sygnet wydawnictwa. Okładka ta niosła ze sobą głębokie przesłanie. To okno stało się zwiastunem dla wielu ludzi ze świata edukacji i literatury. Oficjalne polskie państwo oraz jego staczająca się elita intelektualna nie chciały go już dłużej akceptować, ale nie mogły bez niego istnieć. I to...

¹ Odsyłacz na dole strony w oryginale:
1 Opowiadania o dzieciństwie chrześcijan i Żydów – z wczesnych dzieł autora.

Tłumaczenie strony 29: „...odczuwał z goryczą...”
...odczuwał z goryczą. Opowiadał mi z żalem, że gdy powołano rządowe rady ds. reformy szkolnej w Polsce, zaproszono do nich wyłącznie „wolne i postępowe” kolegia, znane ze swojego radykalnego nastawienia, podczas gdy jemu przypadła w udziale rola kogoś w rodzaju „kierownika internatu dla dzieci”.
Choć przyznawano mu zaszczyty i medale (między innymi Złoty Wawrzyn Akademicki), to gdy z ramienia komisji rządowej wizytowano jego „Dom Sierot”, urzędnicy państwowi podchodzili do tego z chłodną, formalną poprawnością. Oglądali jego ordery, a dzieci gromadziły się wokół „Doktora” z zaciekawieniem, patrząc na ten krzyż przypięty na piersi człowieka o niezwykłym pedagogicznym talencie. Wszystkie te zaszczyty bledły jednak w obliczu jadowitych artykułów w prasie rządowej, która wolała raczej kpić z jego „żydowskiego pochodzenia” i protestować przeciwko jego obecności w radiu – ta ręka, która pisała do dzieci, nie była głaskana, lecz spotykała się z ciosami bezwzględnej nienawiści.
Pewnego razu Korczak opowiedział mi o swoich cotygodniowych pogadankach w Polskim Radiu. Na początku dano mu pełną swobodę w doborze tematów, a materiał oddawano bezpośrednio do emisji. Z początku była to lekka, swobodna forma, z której bił głęboki obowiązek wobec słuchacza. Jednak z czasem, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, te audycje zyskały status ogromnego wydarzenia, gromadząc przed odbiornikami wielomilionową publiczność! (Opowiadał, że liczba słuchaczy dochodziła do półtora miliona osób!). Wtedy to kontrole stały się znacznie surowsze, a cenzura i naciski zaczęły go coraz mocniej ograniczać.
Pewnego razu, w czasach mojej misji w Polsce, na rok przed wybuchem wojny, powiedział mi z goryczą, choć z właściwym sobie spokojem człowieka, którego doświadczenie życiowe nauczyło przyjmować ciosy losu z gorzkim uśmiechem: „Skończyłem moje rachunki z nimi. Nie ma już o czym rozmawiać...”.

Analiza i kontekst historyczny (Strony 28 i 29)
Te strony to kluczowe świadectwo dramatu Korczaka z drugiej połowy lat 30.:
  • Kryzys tożsamości i samotność: Zartal dobitnie opisuje, jak narastający w Polsce nacjonalizm zniszczył świat Korczaka. Dla człowieka wychowanego na polskich ideałach niepodległościowych i oświeceniowych, nagłe odtrącenie ze względu na żydowskie pochodzenie było katastrofą psychiczną.
  • Rola rodziny Mortkowiczów: Pojawia się tu bezpośrednie potwierdzenie tego, o czym pisałeś w swoim artykule – to właśnie Jakub Mortkowicz (ojciec Hanny Mortkowicz-Olczakowej) był tym, który wiernie stał przy Korczaku i wydawał jego książki, gdy inne oficjalne instytucje zaczęły go bojkotować. Okno wystawowe księgarni przy słynnej ul. Mazowieckiej w Warszawie było symbolem oporu kultury przeciwko nienawiści.
  • Zdjęcie z anteny „Starego Doktora”: Strona 29 przynosi bezcenne szczegóły dotyczące jego legendarnej pracy w Polskim Radiu. Zartal podaje gigantyczną jak na tamte czasy liczbę słuchaczy (półtora miliona!). Sukces ten stał się jednak jego przekleństwem – prawicowa prasa i endecja nie mogły znieść, że „Żyd wychowuje polskie dzieci”. Naciski antysemickie doprowadziły w 1936 roku do zawieszenia audycji (oficjalnie pod pretekstem „zbytniego radykalizmu”).
  • Ostateczne rozliczenie z Polską: Końcówka strony to wstrząsające zdanie, które Korczak wypowiedział do autora w 1938 roku: „Skończyłem moje rachunki z nimi”. To moment ostatecznego pęknięcia więzi z oficjalną Polską i całkowitego zamknięcia się w mikroświecie Krochmalnej 92 oraz getta.