Tuesday, June 30, 2026

W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 40-43 - Moshe Zartal (Mietek, Mieczyslaw Zylbertal) - Pisane w wojskowym namiocie. 1944.

 Mieczysław-Mietek Zylbertal - Mosze Zartals - W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 40-43

Tłumaczenie strony 40: „Metoda, metoda »Berlina«...”
...metoda, metoda „Berlina”, i to właśnie z niej korzystaliśmy, jakby z premedytacją, właśnie przy tych słowach, których brzmienie i obce korzenie były powszechnie używane przez ludzi. Rzeczywiście – z powagą: „herbata, kawa, biszkopt, auto, papieros, cukier...” i tak dalej, i tym podobnie. Powtarzał [słówka] i czytał ze swojego notesu, a z jego ust biła niezwykła bystrość umysłu, która cechowała go w tamtych bliskich momentach. Przecież wiedział, że nie opanował jeszcze języka hebrajskiego w stopniu, który przyniósłby mu międzynarodowe uznanie, ale tutaj przyswoił sobie także słowo „gazoz” [woda gazowana], które wydało mu się niezwykle miłe dla ucha.
Gdy lekcja dobiegła końca, opowiedziałem mu, że w dolinie Jizreel, której realia były tak surowe, a rzeczywistość szara, mieszka pewien wychowawca, który w tej chwili jest mechanikiem i kierowcą. Zauważyłem, że ta informacja bardzo go ucieszyła, a jego zadowolenie nie miało granic. Przypomniał sobie i wybrał różne szczegóły, aby dopasować je do tej postaci, którą nazwał z wielką miłością i szczególnym humorem swoim „mordercą” („mój morderca”). A gdy opowiedziano mu, że wychowawca ten ożenił się w międzyczasie z kobietą, uścisnął mi dłoń z wielkim ciepłem i zapytał szeptem: „A kiedy przymierze?¹ Czy urodziło się dziecko?”. Odpowiedziałem: „Nie, ale jeśli poczekasz trochę, jestem gotów ci to obiecać. Tylko nie zapomnij mnie powiadomić”. A w jego oczach zapalił się blask.
Godzina jasności umysłu nadeszła, gdy spacerowaliśmy wzdłuż brzegu morza w Bat Galim. Przetłumaczyłem mu ogłoszenie z gazety o „pokoju do wynajęcia” w jednej z willi. Zdecydował się tam wejść, aby sprawdzić, czy pasuje ono do jego potrzeb. Rzeczywiście, jego bystrość umysłu jawiła się tam jako żywy dowód dramatycznego talentu, ponieważ natychmiast zachowywał się jak gospodyni domu, która przybyła do Ziemi Izraela z bliskich stron...

¹ Odsyłacz na dole strony w oryginale:
1 Obrzezanie syna.

Tłumaczenie strony 41: „...i szuka pokoju...”
...i szuka pokoju. Rozmawiał z nią, pytał o każdy szczegół, zaglądał do łazienki, na taras i z wielką wiernością odgrywał rolę imigranta, który nie ma dachu nad głową. A ja służyłem mu jako tłumacz, starając się powstrzymać od śmiechu, widząc te niezwykłe miny, które stroił, i jak głęboko „Doktor” wszedł w tę rolę.
Gdy wróciliśmy do hotelu, zjedliśmy kolację w milczeniu, ale wiedziałem, że ta improwizacja, ten humor i te wysiłki z boku nie były dla niego tylko chwilową rozrywką. Pod tym wszystkim krył się mały ciężar i głosy dzieci, które wstrząsały tym budynkiem. Był to po prostu teatr i głosy dzieci, które grały w pobliżu tego miejsca.
Korczak był głęboko pogrążony w swoich przemyśleniach. Zdawało się, że widział te dwie rzeczywistości, które ten wielki ocean dzielił od siebie, i dokonywał swojego surowego rozrachunku. A wieczorem, o późnej godzinie, gdy siedzieliśmy w pokoju hotelowym na wzgórzu Karmel, usłyszałem z jego ust intymne wyznania i tragiczne opowieści z jego własnego życia, których los nie oszczędził.
W pokoju zapanowała cisza i ciemność. Nie zakłócę tego spokoju, który panuje tu teraz, i nie otworzę w tym rozdziale serca tego wybitnego Przyjaciela.
Nie minęło wiele dni od tamtych chwil, gdy otrzymałem od niego kilka listów. Dwa lata, których treść przynoszę tutaj, podnoszą kurtynę nad systemem różnych wydarzeń w jego życiu, dedykowanych chorym i walce Wielkiego Człowieka. Nad tym wszystkim wznosi się jednak walka uparta i gorzka, która toczyła się w jego sercu w tamtym okresie – walka z samym sobą w ostatnim rozdziale jego życia.

Analiza i kontekst historyczny (Strony 40 i 41)
Te dwie strony przynoszą niezwykle poruszający, intymny i psychologiczny obraz Janusza Korczaka podczas jego ostatnich dni w Palestynie, tuż przed powrotem do Polski:
  • Nauka hebrajskiego metodą Berlina: Opis naukowej pokory Korczaka (str. 40) jest uroczy. Korczak uczy się podstawowych słówek (herbata, kawa) metodą skojarzeniową i cieszy się jak dziecko nowo poznanym słowem „gazoz” (popularna wówczas w Palestynie słodka woda gazowana z syfonu).
  • Teatralny geniusz Korczaka: Scena w dzielnicy Bat Galim w Hajfie (nad samym morzem) (str. 40–41) to absolutny majstersztyk biograficzny. Korczak, chcąc sprawdzić warunki mieszkaniowe i mentalność tutejszych ludzi, odgrywa przed kompletnie nieświadomą właścicielką willi improwizowaną scenkę dramatyczną – udaje ubogiego, zagubionego imigranta, który pilnie szuka pokoju, szczegółowo sprawdzając łazienki i tarasy. Pokazuje to jego niezwykłe poczucie humoru i aktorskie zacięcie, które przed wojną wykorzystywał w audycjach radiowych.
  • Wewnętrzne pęknięcie i rozrachunek: Strona 41 przynosi gwałtowną zmianę nastroju. Po tej wesołej improwizacji przychodzi nocna cisza w hotelu na górze Karmel. Zartal kapitalnie wychwytuje tragizm sytuacji: pod fasadą humoru kryje się potworny niepokój o losy dzieci w Europie. Korczak dokonuje „surowego rozrachunku” między(semi) bezpieczną Palestyną a płonącą nienawiścią Polską.
  • Tajemnica nocnych wyznań: Zylbertal wspomina o wstrząsających, intymnych historiach z życia osobistego, którymi stary i zmęczony Korczak podzielił się z nim w ciemności hotelowego pokoju. Co niezwykle szlachetne, Zylbertal (Zartal) odmawia ujawnienia tych sekretów na kartach książki, pisząc: „Nie zakłócę tego spokoju (...) i nie otworzę w tym rozdziale serca tego wybitnego Przyjaciela”.
  • Zapowiedź tragicznego końca: Końcówka strony 41 to przejmujący pomost do listów, które Korczak słał do autora po powrocie do Warszawy. Listy te dokumentują jego najtrudniejszą, wewnętrzną walkę z samym sobą i ze świadomością nadchodzącej katastrofy, która miała dopełnić się w Getcie Warszawskim.


Tłumaczenie strony 42: „Jego spotkanie z Diasporą...”
...jego spotkanie z Diasporą po powrocie do kraju [do Polski], spotkanie z Polską i cierpieniem narodu żydowskiego w Polsce – na nowo zrodziło w nim falę wątpliwości. Pragnienie powrotu do Ziemi Izraela, pragnienie, które było tak silne w kręgach osadników, zderzyło się w jego sercu z poczuciem odpowiedzialności, które nakazywało mu nie opuszczać posterunku, który być może był już stracony. Nagle obudził się w nim zmysł wiernego żołnierza, który stoi na straży obozu walczącego o przetrwanie. Czyż ucieczka z frontu była możliwa? Korczak nie znalazł w tym spokoju. Strach przed ucieczką zakłócał jego spokój, a wraz z nim rosła siła przyciągania Ziemi Izraela, pogłębiał się też proces brania odpowiedzialności za rzeczywistość, wokół której utkana była legenda jego życia i dzieła.
A oto słowa z jego (Korczaka do Zylbertala) listów (sa w archiwach, pisane po polsku):
„M...
...dobrze, że mam lód. Pamiętam ten moment, kiedy zdecydowałem się nie budować domu. Z jaką uroczystością i naiwnością. To było w mieście Han-Lid koło Londynu: »Niewolnik nie ma prawa do dziecka«, powiedział mi polski Żyd w czasie zaboru rosyjskiego. A potem poczułem to natychmiast jako samobójstwo. Z całą siłą zarządzałem moim życiem, które wydawało się tak nieuporządkowane, samotne i obce. Przyjąłem do serca ideał nocnej służby, na jawie. Przegrałem, wydaje się. Przegrałem. Oni mają rację i sprawiedliwość; ich jest prawo, a dziś to naród. Stary dziadek, bez środków – spróbuję podjąć moje ostatnie próby. Wysiłek ponad siły, a ja niosę to bez chęci, jakby wbrew mojej woli, jakby to nie było moje życzenie, jakby to było narzucone przez los. Czy to przeznaczenie? – I z tego powodu nie mniej, a nawet więcej, ale jako podróżnik jadę (?) do Ziemi Izraela – i to właśnie do Jerozolimy – na rok. Muszę się tam nauczyć...

Tłumaczenie strony 43: „...języka. A potem...”
...języka. A potem – jakby wezwał mnie los. Na jakiś czas odciąłem tu wszystkie nitki, pozostał mały skrawek namiotu. A poczucie ucieczki? Kiedy porównałem moje życie z życiem Kuszewskiego i Łukasiewicza, pozwoliłem sobie na ten luksus, który ma człowiek wolny. Nie, nie po to, by im schlebiać, poprosiłem o dowód. Oni nie potrafili żyć w Polsce, ale ja byłem zmuszony: oto jestem i piszę do was, pogrążony w pamiętnikach dla mojej własnej korzyści. Mam prawo dzielić się prawdami zdobytymi w walce. Oto Jerozolima da mi siłę. – Tęsknota, tęsknota – życie tak bardzo osobiste, jakbym już teraz patrzył na ten świat z perspektywy przyszłego stulecia lub z pozycji armii z czasów antycznych.
A pomimo to, wierzę w przyszłość: ludzkości, Żydów, Ziemi Izraela. Dowódcy ruchów młodzieżowych, w których nie ma moralnego zepsucia, dzielą losy świata i wykonują swoje zadania. Sytuacja taka, jaka jest teraz, nie może trwać wiecznie. To jest jedyne pocieszenie. Nie koniec świata, lecz jego okrucieństwa. A czy po tym nadejdzie inna epoka?
Oto zbliżam się do końca moich listów w sprawie wojny w gettach i obrony przed nimi. Chrześcijanie posługiwali się w gettach oszustwem, o czym słyszymy w tej książce. I rzeczywiście, czy jest tam jakieś schronienie?
Przeczytałem dwa opowiadania z mojego życia. Są ludzie, dla których nie tylko wydarzenia historyczne znajdują odzwierciedlenie w tym, co dzieje się wokół nich, ale którzy noszą je głęboko w sobie. To wielki ucisk. Średniowiecze? Tak. Czy to koniec świata, czy wojna światowa? – słowa, zaraza, teraz – getta. A teraz –

Analiza i kontekst historyczny (Sidorna 42 och 43)
Te dwie strony przynoszą absolutnie kluczowy, epistolarny materiał – autentyczne listy Janusza Korczaka pisane z Warszawy do Mieczysława Zylbertala pod koniec lat 30. Ukazują one potężny dramat psychologiczny i proroczą intuicję Doktora:
  • Konflikt moralny i metafora żołnierza: Zartal kapitalnie wprowadza nas w stan ducha Korczaka po powrocie z Palestyny do Polski (str. 42). Doktor czuje potężne ssanie i tęsknotę za Jerozolimą, ale jego moralny kompas i poczucie obowiązku nie pozwalają mu odejść. Czuje się jak „wierny żołnierz”, który nie może zdezerterować i uciec z frontu, gdy jego podopieczni są zagrożeni. Ewentualny wyjazd do Palestyny w tamtym momencie postrzegałby jako „ucieczkę”. Ucieczka Korczaka - emigracja do Ziemi Obiecanej – to również poddanie się falom antysemityzmu w Polsce.
  • Gorycz i poczucie porażki: W liście na stronie 42 pojawiają się wstrząsające słowa starego pedagoga: „Przegrałem, wydaje się. Przegrałem”. Czuję się stary, zmęczony, pozbawiony środków do życia, a misję opieki dźwigam na barkach „wbrew własnej woli”, jako ciężar narzucony przez tragiczny los.
  • Tęsknota za Jerozolimą jako źródłem siły: Na stronie 43 Korczak wciąż tli w sobie nierealne już marzenie – planuje wyjazd do Jerozolimy na rok, by nauczyć się języka i zyskać siłę z tamtejszej ziemi. Pisze o sobie, że patrzy na świat „z perspektywy przyszłego stulecia” – to cecha wielkich wizjonerów, którzy czują, że ich epoka właśnie dobiega końca. Ten planowany "wyjazd do Jerozolimy na rok" jest właściwie emigracją na zawsze. Dlatego Korczak miał przygotowane papiery emigracyjne i "był w drodze", gdy wybuchła wojna we wrześniu 1939 roku.
  • Prorocza wizja i przeczucie getta: Najbardziej niesamowity i poruszający jest ostatni akapit strony 43. Korczak, pisząc te słowa przed wybuchem II wojny światowej, używa terminów, które zmaterializowały się dopiero pod okupacją hitlerowską. Pisze o „wojnie w gettach”, „zarazie” i „średniowieczu”. Jego intuicja bezbłędnie wyczuwała nadchodzącą katastrofę europejskich Żydów, zanim jeszcze powstały mury warszawskiego getta.
  • Wiara w młodzież mimo apokalipsy: Pomimo głębokiego pesymizmu co do losów świata, Korczak zachowuje jedną jasną iskrę wiary – wierzy w „dowódców ruchów młodzieżowych” (takich jak Haszomer Hacair), widząc w ich czystości moralnej jedyną nadzieję na odrodzenie ludzkości po nadchodzącym kataklizmie. Dowódca Powstania w Getcie Warszawskim, Mordechaj Anielewicz, był związany z Haszomer Hacair.