Tłumaczenie strony 44: „...głód – głód dzieci...”
...głód – głód dzieci to wstyd dla człowieka, który ma siedem lat.
Ty piszesz o „partiach”¹ z pogardą. I nie tylko to. W ostatnich latach wyszła z druku seria moich opowiadań o dziecku i młodzieży, oby tylko nie po niewczasie. Jesteśmy w przededniu wielkich wydarzeń, krwawych wydarzeń? – Czyż nie zostaniemy ocaleni, czyż nie można uratować choćby części – aby zmienić ten los, to pasmo cierpienia i pazury uwięzione w pułapce? Służy to temu, by wyjaśnić i udowodnić: przecież jesteśmy odcięci od świata i pełni wad, w mrokach naszych korytarzy, oni wiedzą o tym wszystkim tak wiele, w imię czego wyciągam rękę, by pomóc tej spuściźnie? I mimo to nie można postąpić inaczej. Ach, gdyby tylko te nasze wysiłki sięgnęły wyżej, gdybyśmy tylko zagłębili się aż do dna otchłani w szczelnym budynku, a nasza władza nad tym światem tam, w dole, była tym ostatnim zwycięstwem? Nie proszę o ocalenie dla samego siebie, lecz o ocalenie moich myśli. Ja nie chcę, ponieważ nie potrafię, odciąć kontaktu z tą polską rzeczywistością, która pośród wszystkich jęków i krzyków, w każdym tonie, każe mi po prostu ratować to, co jeszcze pozostało. To trudne, ale ja nie potrafię inaczej. Według tego, co myślę, jakże zdołam zrealizować moje plany? Czy droga wytyczona przez zasady, czy droga Agencji [Żydowskiej], czy załatwianie pozwoleń na wyjazd, z których można czerpać zyski – czy w tym tkwi sedno? Jest tu tylko tysiąc złotych – kwestia ubrań nie jest kluczowa, to tylko drugorzędne sprawy. Rzeczą najważniejszą była decyzja. Nie potrafię i nie chcę dłużej czekać. Już chciałbym siedzieć w małym, ciasnym pokoiku w Jerozolimie, przed Biblią, książkami do nauki, słownikiem hebrajskim, mieć papier i ołówek... abym mógł powiedzieć: nowa karta, ostatni rozdział. I być całkowicie wolnym.
Ty piszesz o „partiach”¹ z pogardą. I nie tylko to. W ostatnich latach wyszła z druku seria moich opowiadań o dziecku i młodzieży, oby tylko nie po niewczasie. Jesteśmy w przededniu wielkich wydarzeń, krwawych wydarzeń? – Czyż nie zostaniemy ocaleni, czyż nie można uratować choćby części – aby zmienić ten los, to pasmo cierpienia i pazury uwięzione w pułapce? Służy to temu, by wyjaśnić i udowodnić: przecież jesteśmy odcięci od świata i pełni wad, w mrokach naszych korytarzy, oni wiedzą o tym wszystkim tak wiele, w imię czego wyciągam rękę, by pomóc tej spuściźnie? I mimo to nie można postąpić inaczej. Ach, gdyby tylko te nasze wysiłki sięgnęły wyżej, gdybyśmy tylko zagłębili się aż do dna otchłani w szczelnym budynku, a nasza władza nad tym światem tam, w dole, była tym ostatnim zwycięstwem? Nie proszę o ocalenie dla samego siebie, lecz o ocalenie moich myśli. Ja nie chcę, ponieważ nie potrafię, odciąć kontaktu z tą polską rzeczywistością, która pośród wszystkich jęków i krzyków, w każdym tonie, każe mi po prostu ratować to, co jeszcze pozostało. To trudne, ale ja nie potrafię inaczej. Według tego, co myślę, jakże zdołam zrealizować moje plany? Czy droga wytyczona przez zasady, czy droga Agencji [Żydowskiej], czy załatwianie pozwoleń na wyjazd, z których można czerpać zyski – czy w tym tkwi sedno? Jest tu tylko tysiąc złotych – kwestia ubrań nie jest kluczowa, to tylko drugorzędne sprawy. Rzeczą najważniejszą była decyzja. Nie potrafię i nie chcę dłużej czekać. Już chciałbym siedzieć w małym, ciasnym pokoiku w Jerozolimie, przed Biblią, książkami do nauki, słownikiem hebrajskim, mieć papier i ołówek... abym mógł powiedzieć: nowa karta, ostatni rozdział. I być całkowicie wolnym.
¹ Słowo „miflagot” (partie) odnosi się tu do wewnętrznych sporów politycznych w łonie ruchu syjonistycznego.
Tłumaczenie strony 45: „Gdy szedłem ulicą...”
Gdy szedłem ulicą, a dzieci pędziły do szkół, poczułem absolutną pustkę moich rąk, poczułem zbędność mojego bytu. Ja ponoszę odpowiedzialność za całe zło, które im się dzieje. I nie potrafię zrobić nic więcej. Pisałeś o tym małym dziecku... Nawet ten wspaniały uśmiech, na który stać małe dziecko, nie jest w stanie rozproszyć mgły niepokoju. Na twarzach dzieci, w obliczu zabawek, które im zostawiono, jest miejsce, by zapomnieć o trudnej rzeczywistości – co nie ma miejsca w ciągu całego dnia: ich ucieczka jest bolesna. Ale te dzieci wygnania (Diaspory) zasługują na to, by żyć bezpiecznie w blasku swojego domu; nie ma bowiem podstaw, by kwestionować ich prawo do śmiechu i radosnego okrzyku.
Ty piszesz, że łatwo ci pisać (w drodze, którą przemierzasz) i opisywać wszystko pod kątem człowieka. – Nie mówiłem ci o tym, a przecież ten powiew wiatru odmienił niepokój tego arabskiego dziecka – port w Tel Awiwie – to wszystko po zniszczeniu portu w Jafie. Odsłaniam te skomplikowane i trudne sprawy, przed którymi życie zmusza nas do kapitulacji. Moje oczy są otwarte na oścież, choć nie wiem, czy zdołam je zamknąć. Spróbuję...
Rozszerzyłem moje zapiski ponad miarę. Być może to sentymentalizm starca. Jednak ty sam nalegałeś i prosiłeś mnie o to. Pisać o sobie? – Nie warto. – Wolę czytać. – Istnieją trzy horyzonty twórczości: dla codziennego użytku, by nakarmić rynek, – kłamliwa, podła, sztuczna, przebiegła; i druga – czerpiąca z podziemia i głębin. Ludzie nowi i inni. Trzecia: człowiek, dziecko, młodzież, ten drugi świat; nowe kontynenty, nowe kraje, kobieta, mężczyzna, uciemiężeni, synowie wolności; – ci, którzy uciekają...
Analiza i kontekst historyczny (Sidorna 44 och 45)
Te dwie strony przynoszą bodaj najbardziej wstrząsający i intymny wgląd w kryzys egzystencjalny Janusza Korczaka u progu kataklizmu:
- Głód dzieci i ocalenie myśli: List na stronie 44 otwiera dramatyczne zdanie o głodzie dzieci jako ostatecznym wstydzie ludzkości. Korczak pisze z głębi „mroków swoich korytarzy” (Domu Sierot), przeczuwając nadchodzące „krwawe wydarzenia”. Kluczowa jest tu jego deklaracja: „Nie proszę o ocalenie dla samego siebie, lecz o ocalenie moich myśli”. To esencja jego heroizmu – pogodził się z własną śmiertelnością, byle przetrwało jego pedagogiczne przesłanie.
- Rozdarcie między Warszawą a Jerozolimą: Korczak gardzi biurokracją Agencji Żydowskiej i handlowaniem „certyfikatami” (pozwoleniami na wyjazd do Palestyny). Z jednej strony marzy o ucieczce do ciasnego pokoju w Jerozolimie, by pisać ostatni rozdział życia w wolności, z drugiej – więzy z polską rzeczywistością i cierpiącymi dziećmi w Warszawie trzymają go w pułapce.
- Kompleks winy starego Doktora: Na stronie 45 Korczak dzieli się wstrząsającym uczuciem, które dopada go na warszawskiej ulicy: „poczułem absolutną pustkę moich rąk (...) Ja ponoszę odpowiedzialność za całe zło, które im się dzieje”. Wielki pedagog czuje się bezradny wobec nadchodzącej machiny Zagłady.
- Prawa dzieci wygnania (Diaspory): Korczak przypomina, że dzieci żydowskie w Polsce, żyjące w cieniu narastającego antysemityzmu, mają niezbywalne prawo do bezpiecznego domu, śmiechu i radosnego okrzyku, a ich ucieczka w świat zabawek jest bolesną próbą przetrwania.
- Manifest literacki Starego Doktora: Końcówka strony 45 to genialny minifest literacki. Korczak dzieli literaturę na trzy kategorie: komercyjną i kłamliwą (dla rynku), głęboką (z podziemia) oraz tę najważniejszą – zaangażowaną społecznie, opisującą świat dzieci, kobiet, uciemiężonych i „synów wolności”. To w tej trzeciej kategorii widział swoją misję jako pisarza.
Tłumaczenie strony 46: „...i do przeorientowania...”
...i do przeorientowania. Nie warto pisać, jeśli inni robią to lepiej i robią to dobrze, a nawet lżej.
Proszę o pełne wybaczenie, jeśli list ten zasiał niepokój lub brak wiary w Waszych myślach. Według mojej wiedzy powinienem był [pisać] więcej – z umiarem, w rozwadze, w spokoju. Nie potrafię. Serce bije już inaczej, lecz to tylko potęguje lęk. Z bliska nie było to w mojej ocenie rzeczą, która przyniosłaby korzyść z codziennego użytku: stary dziadek. Przecież on zna świat i jego sprawy, i wie, jak nadać im blask. Chciałbym bardzo być starym dziadkiem; niestety – to boli – jestem samotny i moje myśli są ponure. Ziemia stała się obca dla medycyny; i dlatego być może gwiazdy Ziemi Izraela (przecież tam nie ma słońca).
Proszę o pełne wybaczenie, jeśli list ten zasiał niepokój lub brak wiary w Waszych myślach. Według mojej wiedzy powinienem był [pisać] więcej – z umiarem, w rozwadze, w spokoju. Nie potrafię. Serce bije już inaczej, lecz to tylko potęguje lęk. Z bliska nie było to w mojej ocenie rzeczą, która przyniosłaby korzyść z codziennego użytku: stary dziadek. Przecież on zna świat i jego sprawy, i wie, jak nadać im blask. Chciałbym bardzo być starym dziadkiem; niestety – to boli – jestem samotny i moje myśli są ponure. Ziemia stała się obca dla medycyny; i dlatego być może gwiazdy Ziemi Izraela (przecież tam nie ma słońca).
Uścisk dłoni dla kibucu
Korczak.
Korczak.
30.3.37
M. – –
Oto zaczynam od postscriptum do mojego listu w sprawie spraw: odłożyłem odpowiedź z dnia na dzień; ciężkie było to pisanie. Bardzo ciężkie. Próbowałem, bo przecież nie można dopuścić do sytuacji, by zaniechać przynoszenia korzyści, w bolesnym okresie, gdy trucizna historii buzuje; wiedziałem, że to minie; lecz zanim to nastąpi, minie jeszcze wiele dni, a we mnie nie ma już sił. Konflikty i tarcia są bliskie w równym stopniu. Czy i tam, u Was, jest tak wiele ludzkich podłości, które utonęły w błocie? Dlaczego mam jechać i przybywać do Was? – Odpowiedzialność za to, co zostawiam...
Oto zaczynam od postscriptum do mojego listu w sprawie spraw: odłożyłem odpowiedź z dnia na dzień; ciężkie było to pisanie. Bardzo ciężkie. Próbowałem, bo przecież nie można dopuścić do sytuacji, by zaniechać przynoszenia korzyści, w bolesnym okresie, gdy trucizna historii buzuje; wiedziałem, że to minie; lecz zanim to nastąpi, minie jeszcze wiele dni, a we mnie nie ma już sił. Konflikty i tarcia są bliskie w równym stopniu. Czy i tam, u Was, jest tak wiele ludzkich podłości, które utonęły w błocie? Dlaczego mam jechać i przybywać do Was? – Odpowiedzialność za to, co zostawiam...
Tłumaczenie strony 47: „...tutaj, i to, do czego...”
...tutaj, i to, do czego zobowiązałem się tam. Jedzenie? Przecież to tylko kwestia prostego chleba! Tylko czy wolno mi ponosić konsekwencje prostego rozrachunku. Zaakceptować, uwierzyć – przecież to zło i klęska. Przestraszyłem się w ostatniej chwili.
Teraz nie chcę wracać tutaj do małych spraw, tak jak osiedliłem się w kibucach. Moim pragnieniem jest ujrzeć drogę życia. Być może zdołam powiedzieć coś, co przyniesie ulgę. Nie wiem, doprawdy, co uczynię w rzeczywistości. Czuję się zobowiązany wobec dzieci, którym chciałem służyć, z którymi związałem moje dzieło życia, życie oparte nie tylko na pracy, by chronić świat dziecka. – Jeśli nie znalazłem nawet na moment spokoju w budowaniu drogi, która – być może oszukuję samego siebie – zrodziła się z tego. Postawić nasz ruch dziecięcy na fundamencie sprawiedliwej wymiany, by oddalić ostateczny cel od zła panującego w świecie dorosłych, dać im niezależność, spokój, strumienie cierpliwości do wzrostu i dojrzałości; nie okradać ich, nie obciążać ich, nie niszczyć, nigdy. Nie mylę się, bo zrobiłem to dla „Jośków” i dla „Jaśków”¹, dla dzieci-sierot. Pomimo trudnych warunków: oto żyjemy na pustyni, która, niestety, pokrywa piaskiem wielki ból pustkowia wokół. Ciężko, bardzo ciężko.
Uścisk dłoni,
Korczak.
Korczak.
23.5.37
W roku 1938, w dniach mojej misji w Europie, spotkałem się ponownie z Januszem Korczakiem. Tym razem w jego domu w Warszawie. Był...
¹ Przypis dolny w oryginale:
1 Imiona dzieci żydowskich i chrześcijańskich – metafora równego traktowania wszystkich dzieci bez względu na pochodzenie.
1 Imiona dzieci żydowskich i chrześcijańskich – metafora równego traktowania wszystkich dzieci bez względu na pochodzenie.
Analiza i kontekst historyczny (Sidorna 46 och 47)
Te dwie strony przynoszą absolutny punkt kulminacyjny przedwojennej korespondencji Korczaka z Zartalem:
- Moralny paraliż u progu katastrofy: List z 30 marca 1937 roku (str. 46) to poruszający zapis depresji i bezsilności starego Doktora. Korczak pisze o „truciźnie historii”, która buzuje w Europie (wzrost antysemityzmu i faszyzmu). Czuje potężny lęk i samotność, nazywając siebie „starym, ponurym dziadkiem”. Zadaje dramatyczne pytanie: „Dlaczego mam jechać i przybywać do Was?” – rozdarty poczuciem odpowiedzialności za dzieci, które zostawi w Warszawie.
- Manifest uniwersalnego humanizmu („Jośki i Jaśki”): List z 23 maja 1937 roku (str. 47) zawiera jedno z najważniejszych zdań w całej biografii Henryka Goldszmita. Korczak ostatecznie odrzuca nacjonalistyczne i polityczne podziały. Pisze, że całe swoje życie i system pedagogiczny stworzył zarówno dla „Jośków” (dzieci żydowskich), jak i dla „Jaśków” (dzieci polskich/chrześcijańskich). To zdanie to jego absolutne credo: dla niego dziecko było po prostu dzieckiem, istotą ludzką o nienaruszalnej godności, niezależnie od wyznania czy narodowości.
- Odmowa ucieczki: Korczak przyznaje, że w ostatniej chwili „przestraszył się” wyjazdu. Perspektywę porzucenia swoich wychowanków dla bezpiecznego życia i chleba w Palestynie uznał wewnętrznie za „zło i klęskę” (dezerterstwo). Wolność dziecka, ochrona jego świata przed „złem dorosłych”, zapewnienie mu „strumieni cierpliwości” – to były wartości, dla których zdecydował się pozostać na swoim posterunku.
- Ostatnie przedwojenne spotkanie (1938 r.): Końcówka strony 47 to bezcenny komentarz autorski Mieczysława Zylbertala. Autor wraca na rok przed wybuchem wojny jako wysłannik (emisariusz) z Palestyny do Polski (podobnie jak Zerbuwal Gilead) i odwiedza Korczaka w jego warszawskim domu. To moment, w którym klamra przedwojennego etapu ich znajomości ostatecznie się zamyka, a Doktor jest już w pełni pogodzony ze swoim tragicznym losem.
Niezwykle mocny, wzruszający i kluczowy materiał źródłowy!
