Strona 14: „W działalności „Haszomer Hacair”, Partner dla naszej twórczosci”
...w działalności „Haszomer Hacair” był także Janusz Korczak partnerem dla naszej twórczości.
Podczas gdy w Domu Sierot panowała zupełnie inna atmosfera – atmosfera asymilacji z kulturą polską, która dominowała w tym domu przez wiele lat i była podtrzymywana przez kręgi asymilowanej inteligencji oraz zamożnych fundatorów, którzy ufundowali i utrzymywali ten „Dom” (a ich nazwiska były wyryte złotymi literami na tablicy w słońcu, na korytarzu instytucji) – ta atmosfera już nie wystarczała.
Biało-niebieskie flagi, które ozdabiały, wraz z polskimi flagami państwowymi, przestronną aulę instytucji przy okazji dorocznych uroczystości, świadczyły o nadchodzącym przełomie. Pojawiły się już także głębokie i wyraźne znaki wewnętrzne: rozpoczęto naukę języka hebrajskiego, a idea Ziemi Izraela wyszła z ram niemej mapy zawieszonej na zimnej ścianie.
Na tym polu ruch młodzieżowy „Haszomer Hacair” odegrał znaczącą rolę. Korczak zaczął wykazywać ogromne zainteresowanie tym, co działo się wewnątrz gniazda [naszego hufca] i ruchu. W naszych rozmowach pytał mnie o wydarzenia w gnieździe, o plany pracy, o to, co działo się w Ziemi Izraela – jego dusza chłonęła ten nowy świat. Odnosił się z powagą i zaufaniem do spraw, które mu opowiadano.
Kiedy stało się dla niego jasne, że w ciągu dni wypłynęły na wierzch sekrety innych organizacji syjonistycznych, oburzał się z powodu tych sporów i trudno mu było zrozumieć, dlaczego powstały te nowe tarcia. Z powodu ukrytej, czystej i naiwnej zazdrości opisywał w swojej duszy, że wszyscy pozostali nie są godni poparcia, zainteresowania, ponieważ tylko oni przeszkadzają nam w podboju, a nasze niepowodzenia przyniosą nam szkodę. Szacował, z jakiegoś powodu, że oni zawsze zajmą brudny i zanieczyszczony plac...
Strona 15: „...po likwidacji obozu...”
...po likwidacji obozu, albo w domach prowizorycznych, po zakończeniu kolonii letnich – i te rzeczy będą nam przeszkadzać, gdy wrócimy do tych samych miejsc i będziemy chcieli rozbić tam nasze namioty. Korczak natychmiast zrozumiał wybitną wartość edukacyjną ruchu młodzieżowego. Pamiętam, że pod koniec roku szkolnego, kiedy przygotowywaliśmy się do wyjazdu na kolonie letnie, dotarła do nas wieść, że nowa grupa „Bnej Midbar” [Synów Pustyni] nie będzie mogła wyjechać z powodu sprzeciwu rodziców. Rozmawialiśmy z rodzicami, odwiedzaliśmy ich w domach, ale wielu z nich nie ustępowało w swoim oporze. Poprosiłem o pomoc Korczaka. W tamtych dniach lekarze zabronili mu przemawiać z powodu choroby gardła, która go trapiła, ale kiedy wyjaśniłem mu i wytłumaczyłem, że sprawa dotyczy około setki dzieci, ustąpił wobec mojej prośby i zgodził się porozmawiać z rodzicami.
Z uśmiechem pełnym humoru, który był u niego tak naturalny, powiedział mi, że wie, co ma powiedzieć, i że ten krok nie skończy się niepowodzeniem. Poprosił mnie, bym usiadł na krześle i przyniósł mu akordeon lub gitarę, aby w razie potrzeby mógł zagrać kilka odpowiednich melodii, by zmienić nastrój we właściwym momencie.
To była jedna z najoryginalniejszych i najpiękniejszych rozmów, jakie kiedykolwiek słyszałem z ust działacza młodzieżowego, choć nie miała takiej formy. Mówił z całkowitą prostotą, ale w jego słowach nie było grama poezji. Opisał dziecko, które spędza czas w domu, jako kurczaka skaczącego wokół miski z rarytasami i idącego spać bladym i zmęczonym; z kolei dziecko, które jest ze swoimi przyjaciółmi z ruchu, opisał jako dumnie kroczącego koguta, którego pióra mienią się w słońcu...
Analiza i kontekst historyczny (Strony 14 i 15)
Te dwie strony przynoszą fundamentalne odkrycia dla zrozumienia ewolucji poglądów Korczaka w latach 30.:
- Ideologiczny przełom w Domu Sierot: Zartal kapitalnie opisuje wewnętrzny konflikt placówki przy Krochmalnej. Przez pierwsze lata był to dom asymilatorski (mozliwie to filantropi żydowscy chcieli wychować dzieci na lojalnych obywateli polskich, stąd złote tablice fundatorów i polskie flagi). Jednak pod wpływem kryzysu i antysemityzmu w Polsce w końcu lat 20. Korczak. Bursiści (i same dzieci) zaczynają otwierać się na syjonizm. Pojawiają się flagi biało-niebieskie i lekcje hebrajskiego – mapa Palestyny przestaje być tylko „niemym obrazkiem”.
- Naiwność polityczna Korczaka: Autor trafnie zauważa, że Korczak idealizował ruch Haszomer Hacair i z dziecięcą wręcz naiwnością nie wnikał w konflikty polityczne między różnymi odłamami syjonizmu w Warszawie.
- Poświęcenie dla dzieci: Scena z chorym gardłem na stronie 15 pokazuje bezgraniczne oddanie Doktora. Mimo zakazu lekarzy, na wieść o tym, że 100 dzieci z ubogich rodzin może nie wyjechać na upragnione kolonie przez opór rodziców, decyduje się na interwencję.
- Genialna metafora pedagogiczna: Rozmowa z rodzicami, w której Korczak używa metafory „domowego kurczaka przy misce” kontra „dumnie kroczącego koguta na wolności z rówieśnikami”, idealnie obrazuje jego styl przekonywania – pełen humoru, obrazowy i trafiający prosto w serca prostych ludzi. Pomysł z akordeonem jako elementem „rozładowania atmosfery” dopełnia ten genialny obrazek.
Strona 16: „...i woreczek cukru...”
...i woreczek cukru, z którego czerpie pełnymi garściami, karmiąc się nim i żyjąc pełnią życia.
Mówił o przesadnej trosce rodziców, którzy nie dostrzegają, że sekret szczęścia dzieci leży w dążeniu do życia pełnego wolności i niezależności. Z zachwytem kiwałem głową, a on mówił dalej, podczas gdy zgromadzeni słuchali go w przejęciu, z rosnącym i nieustającym wzruszeniem.
Na tym spotkaniu, gdzie siedziały matki i ojcowie z kręgów zasymilowanej żydowskiej burżuazji, obok żydowskich matek zmęczonych i uciemiężonych przez los, oraz dzieci wychowywanych przez rzemieślników o spracowanych dłoniach – na tym spotkaniu lód został całkowicie przełamany, a jego wpływ był absolutny. Ta krótka rozmowa Korczaka przesądziła o losie setki dzieci, które postawiły swoje pierwsze kroki w ruchu.
Jaki był charakter tego edukacyjnego dzieła, które się tutaj zrodziło? Jaka była istota tej instytucji? – pytałem samego siebie niejednokrotnie, przechodząc przez ciężką bramę i wchodząc na dziedziniec „Domu Sierot”. Jaki był sens tej głębokiej powagi, która tu panowała? Czym było to jasne, czyste i zielone światło, te radosne głosy, które współgrały z atmosferą przesyconą poczuciem wzajemnej odpowiedzialności?
Oto bowiem, jak jawiła się placówka Janusza Korczaka w moich oczach. Był to pierwszy tego typu dom w Polsce – i prawdopodobnie w całej Europie – w którym osierocone i ubogie dzieci dorastały nie w upokarzającym reżimie charytatywnym, nie w ramach duchowego ucisku pod rządami „wychowawców”. Tutaj wytyczona została droga do niezależności dziecka. W ramach swojego dzieła Korczak próbował...
Tłumaczenie strony 17: „...Korczak próbował uwolnić...”
...Korczak próbował uwolnić dziecko z więzów poddaństwa, które krępowały je przez pokolenia. Dążył do rozwijania i wzmacniania niezależnego świata dziecka, a czynił to z miłością, oddaniem i uporem.
Samorząd dziecięcy, w którym wychowawcy byli jedynie doradcami – oto co charakteryzowało wewnętrzny ustrój instytucji, skupiającej około 120 dzieci. „Sąd koleżeński”, na którego czele stali wybrani sędziowie-wychowankowie, opierał się na kodeksie przepisów stworzonych w toku wieloletniej pracy, trudu i doświadczenia – zabraniał on faworyzowania i niesprawiedliwości.
To nie zmienny nastrój wychowawcy, nie sympatia lub (antypatia?) sympatia instruktora decydowały o losie błądzącego dziecka. Trzeźwy osąd rówieśników, naturalne zrozumienie dla ludzkich słabości u dorastającej młodzieży – to one decydowały o wyroku. Dzieci były sędziami nieskażonymi i niekorumpowalnymi. Tylko taka społeczność była w stanie sprostać wyzwaniu wzniosłej roli i odpowiedzialności. Starsze dzieci i młodzież, obarczone odpowiedzialnością za innych, ostrzegały tych, którzy próbowali łamać zasady i prawa wyznaczone przez samą społeczność. A jeśli ostrzeżenie nie pomagało, nie wahano się ukarać winnego. A jeśli i to nie przynosiło poprawy – społeczność miała prawo wykluczyć go z obozu.
Słyszałem, że niemal nigdy nie dochodziło do wymierzania kar fizycznych. Autorytet społeczności rówieśniczej pomagał w tak ogromnym stopniu, że rzadko spotykało się zatwardziałych przestępców, dla których nie byłoby nadziei. Dzieci pochodzące z najuboższych i najbardziej zaniedbanych dzielnic wielkiego miasta powoli przekształcały się w obywateli...
Krótka analiza i kontekst historyczny (Strony 16 i 17)
Te strony to kluczowy, teoretyczny i praktyczny wykład na temat istoty pedagogiki korczakowskiej widzianej oczami świadka:
- Zatarcie barier społecznych: Na stronie 16 autor pokazuje, jak słowa Korczaka zjednoczyły skrajnie różne grupy społeczne warszawskich Żydów – od bogatej burżuazji po ubogich rzemieślników z Woli.
- Nowoczesność placówki na tle Europy: Zartal słusznie zauważa, że Dom Sierot przy Krochmalnej był rewolucją w skali europejskiej. W tamtych czasach sierocińce kojarzyły się z surowym drylem, karami i upokorzeniem. Korczak stworzył miejsce oparte na partnerstwie.
- Sąd Koleżeński i Kodeks: Strona 17 przynosi genialny opis działania dziecięcego sądu. Kluczowa jest tu uwaga, że system ten chronił dzieci przed „zmiennym nastrojem dorosłego wychowawcy”. Sprawiedliwość była zinstytucjonalizowana, a sędziami były same dzieci, co uczyło je odpowiedzialności obywatelskiej.
- Resocjalizacja bez przemocy: Informacja o braku kar fizycznych i skuteczności nacisku grupy rówieśniczej pokazuje, jak skutecznie Korczak potrafił resocjalizować dzieci z marginesu społecznego przedwojennej Warszawy.

