Tłumaczenie strony 48: „Przyjął mnie z radością...”
...przyjął mnie z radością i niecierpliwością, jak kogoś bliskiego, kto właśnie przybył z domu. Zasypał mnie ogólnymi pytaniami i szczegółowymi kwestiami. Pytał o sytuację bezpieczeństwa w kraju [w Palestynie], o stan osadnictwa (w dniach jego wizyty nie ustawały starcia w miastach i wioskach), oraz – z właściwym sobie przekąsem – „narzekał” na to, że w Ein Harod nie pozwolono mu dołączyć do straży szomerów [Haszomer Hacair]... Pytał o nowe punkty osadnicze, o znajomych i przyjaciół, o to, co działo się w Ein Shemer, o mój dobrostan i dobrostan mojej rodziny. Zdawało mi się, że jego skromny i mały pokój przy ulicy Śliskiej 8 [mieszczący się] w starej i zniszczonej kamienicy, wyposażony w proste, stare meble, w którym dwa okna wychodziły na podwórze, a na biurku i szafie piętrzyły się stosy książek, broszur i arkuszy papieru – pokój ten napełnił się radością i światłem. Gdy mówił o kraju, jego zainteresowanie i ludzka pasja ożywały. Pytał o najdrobniejsze szczegóły, uśmiechał się na wspomnienie chwil przyjemności, jakby poprzez obfitość pytań chciał zrekompensować sobie nieobecność w kraju.
Jednak w środek naszej rozmowy wkradł się cień i smutek tych dni. Wszak były to – po zwycięstwach i pierwszych podbojach Hitlera, po szybkim wzroście antysemityzmu i fali reakcji w całej Europie – dni rozlewu krwi w Ziemi Izraela. I stąd też cienie te kładły się na większości naszych spotkań w tamtym okresie, na progu nowej wojny światowej.
Rzeczywiście, Korczak próbował rozmawiać swobodnie i z humorem na różne tematy, a w sposobie, w jaki to robił, dało się wyczuć chęć dotknięcia wielkich kwestii polityki światowej – ale ponad wszelkie rozważania, które ujawniały się w jego słowach, przebijał potężny rozrachunek z własnym duchem. Było jasne, że ten moment podsumowań jest najważniejszym punktem jego życia...
Tłumaczenie strony 49: „...całe swoje życie...”
...całe swoje życie Janusz Korczak poświęcił dziecku. On przysiągł służyć dziecku, jego przyszłości i jego odkupieniu. Niczym potężne źródło, które przedziera się przez wiry życia, był gotów pracować, wyjaśniać, uczyć. Przez blisko czterdzieści lat poświęcał życie dziecku. Porzucił swoją karierę lekarską, nie wykorzystał w pełni swojego talentu literackiego, pozbawił samego siebie wszelkich przyjemności i osobistego szczęścia w życiu prywatnym.
Wierzył z całego serca, że „prawa dziecka” urzeczywistnią się w pełni, i oto nagle uderzyła w niego fala okrucieństwa i ucisku, zalewając kraje i narody. I wyciągnął stąd naukę.
On wypowiedział wojnę goryczy i z uporem walczył o „prawa dziecka do szacunku”, a w naszych oczach rósł potężny szacunek dla tego najmniejszego z ludzkich stworzeń, zarówno u dzieci, jak i u dorosłych – u Żyda, bo był Żydem. W istocie był socjalistą. „W naszym gronie nie ma sądu ani sprawiedliwości. My żyjemy w czasach przedhistorycznych, te mity... upadły, a oto ukrywają się i uciekają. Kamień i bicz, pięść i maczuga. Nie zorganizowaliśmy naszej cywilizacji”, pisał w jednej ze swoich ostatnich książek.
Jednak w momentach smutku i duchowego rozdarcia, na granicy rozpaczy, budziła się w nim siła życia i wiara w przyszłość. Wtedy podnosił swoje spojrzenie z rozrachunku z teraźniejszością i ogłaszał, że życie zmierza ku nowym horyzontom, i nie ma tam miejsca na niebezpieczeństwa czyhające na przyszłe pokolenia. Sądził, że zło, które teraz uderza, doprowadzi do punktu zwrotnego. W tym samym okresie napisał do redaktora „Małego Przeglądu”, który był jednym z pracowników Domu Sierot, te słowa: „Historia mknie z zawrotną prędkością; tak, ten stan nie będzie mógł trwać długo. Zło nie osiągnęło jeszcze...
Analiza i kontekst historyczny (Strony 48 i 49)
Te strony przynoszą bezcenny, naoczny zapis z ostatniego spotkania autora z Korczakiem w Warszawie w 1938 roku, ukazujący atmosferę przedednia Apokalipsy:
- Topografia i mikroklimat pokoju Korczaka: Strona 48 przynosi rzadki i niezwykle cenny detal topograficzny – opis skromnego pokoiku Korczaka przy ulicy Śliskiej 8 (w budynku powiązanym z Domem Rozwiertu / Towarzystwem „Pomoc dla Sierot”). Ubóstwo wnętrza (stare meble, stosy papierów) kontrastuje z wewnętrznym światłem, jakie budzi w nim rozmowa o Palestynie.
- Tęsknota i „narzekania” Doktora: Uroczy, typowo korczakowski akcent – Doktor z uśmiechem „narzeka”, że podczas pobytu w kibucu Ein Harod młodzi pionierzy nie pozwolili mu, starszemu panu, stać na nocnej straży z bronią w ręku (szomer).
- Cień Hitlera nad Europą: Rok 1938 to czas Anschlussu Austrii i rozbioru Czechosłowacji. Zartal kapitalnie oddaje narastający, paraliżujący lęk przed wojną światową, który gasił radość z rozmów o Bliskim Wschodzie.
- Bilans życia i asceza Korczaka: Strona 49 to potężne, biograficzne podsumowanie. Autor przypomina o całkowitej ascezie i poświęceniu Henryka Goldszmita: dla ratowania dzieci zrezygnował z lukratywnej kariery lekarskiej, z blichtru literackiego oraz z własnego życia rodzinnego i osobistego szczęścia.
- Krytyka upadku cywilizacji: Pojawia się tu wstrząsający, profetyczny cytat z późnej publicystyki Korczaka. Doktor bezlitośnie diagnozuje Europę lat 30.: uważa, że ludzkość cofnęła się do „czasów przedhistorycznych”, gdzie zamiast prawa i sprawiedliwości rządzą „pięść, maczuga i kamień”.
- Dialektyka nadziei i list do Newerlego: Najważniejsza jest jednak końcówka – mimo głębokiej depresji i świadomości, że faszyzm niszczy jego świat, Korczak zachowuje dialektyczną wiarę w to, że skrajne zło musi doprowadzić do oczyszczającego punktu zwrotnego w historii. Cytowany list do redaktora „Małego Przeglądu” (chodzi o Igora Newerlego) pokazuje, że Korczak widział w szaleńczym tempie przedwojennych wydarzeń zapowiedź rychłego końca starego, niesprawiedliwego świata.
Tłumaczenie strony 50: „...do swojego szczytu...”
...do swojego szczytu; w ciągu pięciu, a może dziesięciu nadchodzących burzliwych lat, a ostatecznie ujrzymy świt nowego porządku. Nasze pokolenie przeszło przez historię i próby, które zawiodły. W moim przekonaniu ponieśliśmy porażkę, rozpadło się przymierze dobra i zła, które trwało przez pokolenia. Jesteśmy karmieni dniem wczorajszym, wy sami spoglądacie w jutro, a ja – każdy z osobna, wy i ja – wspólnie. My – groby i mogiły, wy – kolebki. Dziś moje spojrzenie na dzieci jest pełne uznania. Oni są twórcami czynu. W złudzeniach spędziliśmy dni nasze – my, dorośli...”
Kto napisał te przenikliwe i przejmujące słowa, te słowa krytyki przeszłości, proroctwa i nadziei na przyszłość? Przede mną siedział stary i zmęczony człowiek, Stary Doktor. Kiedy patrzyłem w mrokach pokoju na jego postać, na jego wysokie i wydatne czoło, na jego oczy lśniące zza okularów, na jego małą brodę, która zbielała od cierpienia, pomyślałem w duchu: oto siedzę naprzeciwko jednego z największych ludzi naszego pokolenia, z tych, którzy próbowali czynić dobro, ratować i odkupić.
To oblicze już kiedyś widziałem, dokładnie to samo oblicze; raz miał je na imię Tomasz Masaryk, innym razem Albert Einstein, a teraz – Janusz Korczak. Humanista, lekarz-humanista, pedagog. Zdało mi się, że widzę w nim pisarza, którego tak bardzo kochałem wertować w młodości – „Jüdische Entwickler und Entdecker” [Żydowscy odkrywcy i badacze], książkę przedstawiającą esencję myśli i żydowski geniusz w służbie kultury humanistycznej. Człowiek sumienia, wierzący głęboko w przeznaczenie ludzkości – u progu ostatnich lat...
Tłumaczenie strony 51: „...ruiny. Raz po raz...”
...ruiny. Raz po raz prostował swoją sylwetkę, a nowa wiara przedzierała się przez gąszcz wątpliwości – lecz przez te wszystkie dni cień kroczył tuż za jego śladami.
Wydawało się, że jego droga różni się od powszechnej w samej swej istocie. Przecież on docierał do samych korzeni spraw, tam, gdzie rodzi się człowiek. A jednak, pomimo całego swojego wielkiego zainteresowania rzeczywistością, jego wizja była spętana, jego działalność była zamknięta w murach tego domu, bez jasnego światła, ponieważ nie ma odkupienia dziecka bez odkupienia całego świata.
Gdy pisał do mnie o swoim dziele, o „Domu Sierot”: „To jest oaza, która – niestety – pokrywa ten obecny ból pustyni...”, nie wyszedł, by wypędzić tę wielką pustynię swojej epoki, lecz stanął na straży tej właśnie oazy.
Syn wielkiej rodziny humanistów tego świata, ale nie potrafił żyć bez krytyki dnia wczorajszego i negacji teraźniejszości, a nowa droga wciąż nie nadchodziła.
Opowiadano mi, że w ostatnich latach zwrócił się ku naukom społecznym. Do późnych godzin nocnych siedział i zagłębiał się w badanie problemów ludzkiej społeczności, w istotę zmagań socjalistycznych. Fascynujący i oryginalny był ten kierunek, który znalazł odzwierciedlenie w dramacie, który napisał: „Senat szaleńców”. W zaciszu teatru żydowskiego w Warszawie, w teatrze „Atheneum” [Ateneum], słuchali go wieczorami ludzie zszokowani tą krytyką, która była wymierzona w nasz ustrój państwowy. Twórcy wyrażali w nim swoje zdanie o świecie „normalnym”...
Analiza i kontekst historyczny (Strony 50 i 51)
Te dwie strony przynoszą głębokie, filozoficzne i literackie podsumowanie postaci Korczaka z perspektywy roku 1938:
- Prorocza metafora pokoleniowa: Cytat otwierający stronę 50 to wstrząsający bilans starego świata dorosłych w obliczu nadchodzącej wojny. Korczak brutalnie dzieli pokolenia: dorośli to „groby i mogiły” (symbol odchodzącego, skompromitowanego świata), podczas gdy dzieci to „kolebki” (nadzieja na nowy porządek). Przyznaje, że dorośli żyli w złudzeniach.
- Korczak obok Einsteina i Masaryka: Zartal dokonuje pięknej generalizacji (str. 50). Widzi w zmęczonej twarzy Korczaka to samo uniwersalne, humanistyczne oblicze, które cechowało wybitnego prezydenta Czechosłowacji Tomáša Masaryka czy Alberta Einsteina. Definiuje go jako esencję „żydowskiego geniuszu w służbie kultury ludzkości”.
- Tragedia oazy w murach Domu Sierot: Strona 51 przynosi genialną, krytyczną syntezę. Autor zauważa tragiczny paradoks korczakowskiego systemu: Doktor stworzył wspaniałą, sprawiedliwą „oazę” dla dzieci przy Krochmalnej, ale ta oaza była zamknięta murami. Korczak nie był w stanie zmienić brutalnego świata zewnętrznego, a – jak celnie pisze Zartal – „nie ma odkupienia dziecka bez odkupienia całego świata”.
- Ostatnie nocne studia socjalistyczne: Świadectwo, że w latach 1937–1938 stary Korczak do późna w nocy studiował literaturę socjalistyczną i socjologiczną, szukając globalnych rozwiązań dla ucisku i biedy, rzuca nowe światło na jego późny światopogląd.
- „Senat szaleńców” jako manifest: Zartal wspomina o głośnym dramacie Korczaka Senat szaleńców, który został wystawiony w przedwojennej Warszawie (w słynnym Teatrze Ateneum rządzonym przez Stefana Jaracza). Sztuka ta, dziejąca się w domu wariatów, była w istocie genialną, czarną satyrą na faszyzującą Europę i staczający się w stronę autorytaryzmu świat dorosłych. Publiczność oglądała ją wstrząśnięta, czując, że „normalny świat” stał się w istocie domem obłąkanych.
