Tuesday, June 30, 2026

W obecności Korczaka (Be-mechicato szel Korczak) - 52-55 - Moshe Zartal (Mietek, Mieczyslaw Zylbertal) - Pisane w wojskowym namiocie. 1944.

 


Seminarium w Michalinie: Strona 55 przynosi bezcenny detal historyczny. Zartal wspomina o obecności Korczaka na centralnym seminarium instruktorskim Haszomer Hacair w Michalinie pod Warszawą (słynna przedwojenna baza letniskowo-szkoleniowa). Wykłady Korczaka dla setek młodych Żydów z Polski i Czechosłowacji były kluczowym momentem, w którym jego relacje o Izraelu i pedagogika miłości i szacunku do pojedynczego dziecka stały się oficjalnym programem wychowawczym przyszłych twórców izraelskich kibuców.

Oto wierne, literackie tłumaczenie stron 52–55 z książki Mieczysława Zylbertala (Moshe Zartala) na język polski, wraz z analizą kontekstu historycznego.

Tłumaczenie strony 52: „...życiu; szaleńcy...znajomy z wojska”

...życiu; szaleńcy, których zdanie nie zostało wzięte pod uwagę, a ono [życie] toczyło się dalej w swoim nurcie...
Kiedy nad Europą gęstniały czarne chmury, Korczak poczuł, że w jej wschodnich granicach rodzi się i rośnie siła niosąca nadzieję w sercu. „Tam, poza granicami nauki, budują drogi, linie kolejowe, fabryki, maszyny, wznoszą piękne domy, wioski i miasta...”, opowiadał w radiu.
Zmęczony długą podróżą – nie cofnął się ani na chwilę. Również w ostatnim rozdziale swojego życia wyruszył na poszukiwanie drogi odkupienia, z poczuciem godności, w bólu i miłości – widziałem go w tamtych trudnych dniach.
Kiedy Korczak dowiedział się, że moja żona i ja przybyliśmy do Polski na kilka miesięcy, żywo interesował się wszystkim i dzielił z nami naszą radość. Na koniec rozmowy powiedział mi: „Pamiętaj, jeśli w jakimkolwiek przypadku będziesz potrzebować pomocy lub rady medycznej dla malucha – jestem waszym lekarzem”. Podziękowałem mu. Powiedziałem to ze świadomością, że nie odważę się go niepokoić, chyba że – nie daj Boże – zajdzie taka potrzeba.
Nie minęło wiele dni, gdy nagła i gwałtowna zmiana pogody odbiła się na zdrowiu malucha. Ostry przeziębienie doprowadziło do gorączki i wszystkich związanych z nią dolegliwości. Nie pamiętam już dokładnie, jak do tego doszło, ale „Doktor” dowiedział się o naszych kłopotach. Kiedy wróciłem na noc do domu, powiedziano mi, że po południu był tu z wizytą starszy pan, który przedstawił się jako znajomy z wojska. Był w domu moich rodziców, gdzie mieszkaliśmy w tamtych dniach. O wyznaczonej godzinie nie spóźnił się ani na chwilę – to był „Doktor”...

Tłumaczenie strony 53: „...zmęczony (rano spacerował z chłopcem)...”
...zmęczony (rano spacerował z chłopcem)¹, lecz pełen energii i dobroci. Podszedł do łóżeczka dziecka, spojrzał na nie, przeprowadził krótkie i lekkie badanie – osłuchał je i zbadał puls. Wyglądało na to, że ich rozmowa była nieco niezgrabna: jedna strona mówiła w jidysz, druga – bez ani jednego słowa po hebrajsku, a mimo to narodziła się między nimi nić porozumienia i zaczęli bawić się jak przyjaciele.
A kiedy nadeszła godzina rozstania, powiedział: „Ależ skąd, to minie. To tylko zęby. Postawcie przy łóżeczku miskę z letnią wodą – to dobre, by było więcej pary w powietrzu”. Wizyta dobiegła końca. Wstając z krzesła, zobaczył ukrytą na boku moją mamę, która weszła do pokoju. Znała go już wcześniej z dawnych czasów, skłoniła się serdecznie i powiedziała z uśmiechem: „Tak, ale czy jako babcia nie mam prawa niepokoić się w takich przypadkach? Z pewnością zasięgnę opinii innego lekarza...”.
Następnego ranka dziecko odwiedził „Lekarz nad Lekarzami”, a za nim przyszło dwóch innych pediatrów, „zgodnie ze zwyczajem lekarzy”. Wielu, wielu mieszkańców i starszych ludzi pamiętało i nosiło w pamięci postać Janusza Korczaka jako lekarza dziecięcego, który zasłynął w całej Polsce w tamtych latach. Dr Henryk Goldszmit (takie było jego prawdziwe nazwisko rodowe) był lekarzem młodym i odnoszącym sukcesy, z gruntownym wykształceniem zdobytym w Rosji, Niemczech, Francji i Anglii (warto tu odnotować z satysfakcją, że to właśnie jego nauczyciele w Niemczech nauczyli go tajników i metod pracy, które pomogły mu rozwinąć się w działalności medycznej i naukowej) – lekarz, który ocalił życie tysiącom dzieci.

¹ Dopisek w nawiasie u góry strony odnosi się do codziennego rytmu Korczaka.

Analiza i kontekst historyczny (Strony 52 i 53)
Te dwie strony przynoszą wspaniałe, pełne domowego ciepła, a zarazem tragiczne świadectwo z ostatnich miesięcy przed wybuchem wojny, kiedy autor wraz z ciężarną żoną wrócił na chwilę z Palestyny do Warszawy:
  • Przełom w postrzeganiu Palestyny w Radiu: Na stronie 52 Zartal przypomina, jak Korczak w swoich przedwojennych audycjach radiowych próbował zaszczepić w słuchaczach podziw dla budowy nowego społeczeństwa w Palestynie. Opisywał ten kraj jako technologiczną i społeczną awangardę (budowa fabryk, maszyn, nowoczesnych osad), która stawała się przeciwwagą dla pogrążającej się w kryzysie i faszyzmie Europy.
  • Korczak jako oddany lekarz rodzinny: Scena z chorobą dziecka autora (str. 52) pokazuje niezwykłe oblicze Doktora. Mimo podeszłego wieku, zmęczenia i nawału obowiązków w Domu Sierot, na wieść o chorobie wnuka swojego młodego przyjaciela, natychmiast zjawia się w jego rodzinnym domu. Uroczy jest szczegół, że przed rodzicami Zartala przedstawił się skromnie jako „znajomy z wojska” (Korczak służył jako lekarz wojskowy w armii carskiej oraz w Wojsku Polskim). Cytat: "jedna strona mówiła w jidysz" – pokazuje, że w pewnych sytuacjach Korczak mówił po żydowsku.
  • Intuicja medyczna i nić porozumienia z dzieckiem: Strona 53 przynosi kapitalny opis korczakowskiej metody lekarskiej. Zamiast straszyć chore, gorączkujące dziecko zimnymi przyrządami, Korczak najpierw nawiązuje z nim intymny, pełen humoru kontakt, barierę językową (hebrajski/jidysz) zastępując uniwersalnym językiem zabawy. Jego diagnoza, że to „tylko zęby”, i proste zalecenie postawienia miski z wodą w celu nawilżenia powietrza, pokazują jego niechęć do faszerowania dzieci zbędnymi lekarstwami.
  • Starcie z „babciną troską” i prestiż Goldszmita: Scena z matką autora (babcią dziecka) wprowadza element ciepłego, przedwojennego humoru. Kobieta, mimo szacunku dla Korczaka, z typową dla matek troską zapowiada, że wezwie jeszcze „innych pediatrów”. Zartal wykorzystuje ten moment, by przypomnieć polskiemu i izraelskiemu czytelnikowi, że dr Henryk Goldszmit był w przedwojennej Polsce absolutną lekarską elitą – pediatrą z dyplomami uniwersytetów w Paryżu, Berlinie i Londynie, który uratował życie tysiącom najmłodszych.
To był ostatni, tak jasny i pełen pokoju moment w przedwojennej relacji między Mieczysławem Zylbertalem a Januszem Korczakiem. Kolejne strony książki przenoszą nas już w mroki okupacji i getta.

Tłumaczenie strony 54: „...Ale w ciągu dni...”
...Ale w ciągu dni, kiedy angażował swoje siły w pracę edukacyjną, jego mądrość medyczna nie była dla niego jedynie rzeczą drugorzędną. Śledził z wielkim zainteresowaniem rozwój nauki, wspomagał swoimi radami [innych] w ich pracy wychowawczej, ale w praktyce lekarskiej prawie nie znajdował już czasu, by zajmować się pacjentami. No cóż, w samej pracy medycznej, podobnie jak w innych obszarach życia, był człowiekiem sumienia i uczciwości. Wyrażał bardzo surową krytykę pod adresem tych lekarzy, którzy zmienili swój fach w biznes. Żalił się z goryczą na owo wielkie grono „szarlatanów” pośród lekarzy, tych, którzy „zasłaniają i mydlą oczy choremu dobrymi manierami i drogimi receptami, ale nie dbają z całego serca o wyleczenie pacjenta”. Stąd też brał się jego wielki szacunek dla instytucji Kasy Chorych, w której widział jedno z największych osiągnięć naszych czasów, mówiąc: „To ważniejsze niż sanatoria” – jak opowiadał mi podczas naszych rozmów.
Szczegół ten jest bardzo charakterystyczny dla jego oceny spraw w tej dziedzinie: pamiętam, że gdy dopadło mnie zapalenie płuc i męczący kaszel powtarzał się raz po raz, przyszedł do mnie, by dać mi lekarską poradę. „Na kogo mam nałożyć bańki?” – zapytałem go. A on na to: „Zrobię to sam; to doskonały lek dla ciebie, wiedz, że nie ma w tym żadnego wstydu”. Niewielu pacjentów uciekało się do jego porad. I cóż w tym dziwnego? Mieszkał w skromnym mieszkaniu (przez większość lat na peryferiach, nad brzegiem rzeki Wisły), jego skromne locum, jego rude, potargane włosy, twarz poorana bruzdami od słońca – nie miał w sobie ani dostojeństwa, ani elegancji. I rzeczywiście, kto miałby przyjść do niego?
Słowa te były przepełnione goryczą, tą samą goryczą, która towarzyszyła jego rozmowom z przyjaciółmi, młodymi i starszymi lekarzami, którym nie udało się znaleźć żony z posagiem i mieszkania z porządnymi...

Tłumaczenie strony 55: „...meblami, co uniemożliwiało...”
...meblami, co uniemożliwiało otwarcie gabinetu lekarskiego; „świadectwo życia” złożone z goryczą i ironią, które zostało opublikowane w jednym z ważnych esejów socjologicznych (pt. „Pamiętniki lekarzy”), a które ukazało się w Polsce przed wojną i wstrząsnęło opinią publiczną, co opisał także wybitny pisarz angielski Cronin w swojej książce „Cytadela”.
Co ciekawe, w naszych rozmowach wielokrotnie powracaliśmy do spraw ruchu pionierskiego i „Haszomer Hacair”. Okazywał wielki szacunek i zaufanie, zwłaszcza gdy powrócił ze swojej wizyty w Ziemi Izraela, aby przekonać się na własne oczy, czym jest korona edukacji, jak rozciąga się nić od obozu skautowego, od edukacji opartej na pracy, od „Służby Kulturalnej” Szomeru, aż po twórczość rolniczą, erę pionierską i ludzki, humanitarny profil życia w kibucu.
Jego więź z ruchem pionierskim pogłębiała się i rozszerzała. Śledził losy „Haszomer Hacair” w jego edukacyjnych przedsięwzięciach i zmaganiach na polu literatury. Ruch nasz odpowiadał za każdym razem, gdy proszono go o pomoc lub radę. Pamiętam, jak bardzo zafascynowały go słowa setek młodych instruktorów z Polski, Galicji i Czechosłowacji, którzy zebrali się na seminarium centralnym ruchu w podwarszawskim Michalinie. Jakże uczył ich tam, przekazując słuchaczom rozdział po rozdziale zasady wychowania. A ponad wszystko uczył ich z własnych ust dbałości i miłości do każdego dziecka, bez wyjątku i bez przerwy. Podkreślał, że należy szanować każde dziecko, jedno, dwoje czy troje – to pełne, prawdziwe wyzwanie, nie po to, by gonić za masą i ilością, ale po to, by stać na straży prawdy, by chronić wierność prawdziwej teorii wychowawcy.

Analiza i kontekst historyczny (Strony 54 i 55)
Te dwie strony przynoszą fascynujący materiał, spajający etykę lekarską Korczaka z przedwojennym kontekstem społecznym w Polsce oraz jego pracą dla ruchu Haszomer Hacair:
  • Etyka lekarska ponad zyskiem: Strona 54 ukazuje Korczaka jako bezkompromisowego krytyka komercjalizacji medycyny. Szczerze nienawidził lekarzy dbających jedynie o bogatych pacjentów i drogie gabinety. Sam z dumą stawiał bańki choremu Zylbertalowi, pokazując, że dla prawdziwego lekarza żadna praca fizyczna przy pacjencie nie jest ujmą. Jego zachwyt nad Kasą Chorych (ubezpieczeniami społecznymi) dowodzi jego lewicowych, prospołecznych poglądów.
  • Wizerunek „Doktora z marginesu”: Autor z czułością, ale i realizmem opisuje wygląd Korczaka, który kompletnie nie pasował do wizerunku eleganckiego warszawskiego lekarza z tamtych lat. Mieszkał skromnie na Krochmalnej (robotnicza bliskość Wisły), miał potargane włosy i twarz zniszczoną słońcem. Dla zamożnego mieszczaństwa wyglądał zbyt pospolicie, co sam komentował z właściwą sobie autoironią.
  • Nawiązanie do „Pamiętników lekarzy” i Cronina: Bardzo ważny fakt literacki na przełomie stron 54 i 55. Korczak odnosi się do słynnego przedwojennego konkursu i książki Pamiętniki lekarzy (wydanej przez Instytut Gospodarstwa Społecznego w 1939 r.), która obnażyła nędzę, korupcję i trudny los młodych medyków w Polsce. Porównanie do kultowej powieści A.J. Cronina Cytadela idealnie oddaje ten klimat buntu przeciwko skomercjalizowanej medycynie.
  • Seminarium w Michalinie: Strona 55 przynosi bezcenny detal historyczny. Zartal wspomina o obecności Korczaka (fotografia) na centralnym seminarium instruktorskim Haszomer Hacair w Michalinie pod Warszawą (słynna przedwojenna baza letniskowo-szkoleniowa). Wykłady Korczaka dla setek młodych Żydów z Polski i Czechosłowacji były kluczowym momentem, w którym jego pedagogika miłości i szacunku do pojedynczego dziecka stała się oficjalnym programem wychowawczym przyszłych twórców izraelskich kibuców.