Muszę napisać o mojej rodzinie z Warszawy, którą zamordowano — uduszono gazem w Treblince.
Męczyłem dawno dawno temu moją mamę, żeby napisała trochę o swoim dzieciństwie. O mojej babci Helenie i dziadku Gabrielu których nigdy nie poznałem. Byłem tylko na miejscu, gdzie leżą ich prochy i prochy innych zamordowanych, prawie 1 milion.
Poniżej wstrząsające zestawienie suchych, przerażających liczb z archiwum Oneg Szabat z konkretnymi imionami i losami moich najbliższych ma potężną siłę wyrazu. Pokazuje bezwzględną, codzienną statystykę Zagłady, która uderzyła bezpośrednio w moją rodzinę na przestrzeni zaledwie kilku dni. Pociągi z Umschlagplatzu odchodziły codziennie, czasami dwa!
26 lipca 1942 roku – 6400 Żydów
Dokumenty z archiwum Oneg Szabat szczegółowo opisują systematyczne deportacje z getta warszawskiego do obozu zagłady w Treblince. 26 lipca 1942 roku mój dziadek, Gabriel Rozental, został zatrzymany w jadłodajni przy ulicy Ogrodowej, gdy czekał na posiłek. Zabrano go na Umschlagplatz i deportowano do Treblinki; tylko tego jednego dnia do obozu śmierci wywieziono 6400 Żydów.
3 sierpnia 1942 roku – 6458 Żydów
Moja babcia, Helena Rozental (z domu Polirsztok), próbowała uniknąć deportacji, mieszkając i pracując w szopie szczotkarzy na terenie getta. Jednak 3 sierpnia 1942 roku ona również została zabrana na Umschlagplatz. Zapisy historyczne wskazują, że tego dnia do Treblinki wysłano 6458 Żydów.
5 sierpnia 1942 roku – 6623 Żydów
Dwa dni później, 5 sierpnia, transport liczący 6623 Żydów objął Janusza Korczaka, Panią Stefę, 10 nauczycieli oraz 239 dzieci z ich sierocińca, wraz z dziećmi z kilku innych instytucji w Małym Getcie.
Dziś prochy moich dziadków, Heleny i Gabriela Rozentalów, oraz ponad 100 członków rodzin Polirsztoków, Rozentalów i Wójcikiewiczów, leżą rozsypane w Treblince – na zawsze złączone z prochami Starego Doktora, jego personelu i 239 dzieci.
Muszę napisać, to znaczy opublikować, to, co moja mama napisała przed laty. Pisała, gdy już prawie nic nie widziała. Jej choroba oczu była nie do wyhamowania! Dlatego kupiłem jej komputer z polską klawiaturą, która była identyczna z tą, którą miała na normalnej maszynie do pisania. Reszta to jest już jej opowiadanie.
Strona 1
Sapieżyńska 7 m. 30, IV piętro.
Nasza rodzina składała się z 4 osób: Mamusia, Tatuś, moja starsza siostra Sabina i ja. "Apartament" na Sapieżyńskiej pamiętam doskonale: drzwi z klatki schodowej były na prawo. W mieszkaniu [poprawione ręcznie z: miezskaniu] korytarz, kuchnia, ubikacja, obszerne pokój [obok ręczna strzałka i dopisek: alkowa], do której prowadziły drzwi z dużego pokoju, powiedzmy salonu. W alkowie 2 łóżka Rodziców, obok nich nocne stoliki, więcej nic się nie mieściło. Wysoko na przeciwległej od wejści ścianie – małe okienko. w przedpokoju pod wieszakiem stał kosz wiklinowy, na brudną bieliznę. W kuchni była drewniana podłoga z desek, Lubiłam zapach kiedy ją szorowano. W pokoju podłogę pastowano czerwoną [ręcznie poprawione z: czerewoną] pastą i froterowano starannie. Stała duża szafa [na marginesie dopisane: tam] trzydrzwiowa z dużym lustrem. Pierwszą jej część stanowiła bieliźniarka. Mamusia w niezwykłym porządku trzymała tam bieliznę ułożoną i związaną w specjalnie przez nią zrobione na kanwie beżowo-różowawe zakończone napisy np. obrusy, prześcieradła, powłoczki itp. Nie oddziedziczyłam po Niej zamiłowania do porządku, choć mi zarówno jak estetyka zjawsze [zawsze] imponowały. Stół na środku pokoju i 6 ładnych krzeseł. Okno wychodziło [dopisane nad linijką: na] prostokątne głębokie podwórze. Nie wolno nam było bawić się z dziećmi z podwórka. Nie protestowałyśmy przeciwko temu zakazowi. Sądzę, że uważano nas za kogoś lepszego od dzieci podwórzowych. Sabina była jednak istotą towarzyską, znalazła zatem wyjście z sytuacji. Wołała przez okno " dzieci,
Elektoralna 30
Lonia – Helena (mormor) / äldsta syster till Irka -> Ladzia (myrż) / Nikodemy [?] 2055
Lola - Zofia ~ Nina (Forbert) <- Gabriela systrar: Irena (Renia) / My [?]
Fredek, Irka
gdy były tam dzici [dzieci] - Sabcia, Miecius, Romek Nika, Erwina [?] ... i Steinchen schlubert [?]
Helenas mor dog då H var 16 år [Matka Heleny zmarła, gdy H miała 16 lat]
Helenas
Helenas far [Ojciec Heleny]
Helena
Sierpc nära Lipno [Sierpc koło Lipna]
Trasa m. [?]
13
+ przechodził
H I 3
Hel
I s [?]
Tu dac szkoły
ze str 11 [skreślone] 13
J10
nieodpowiedni podział stron popsuł mi formę [?]
J s
[Na lewym marginesie odręczna strzałka skierowana w dół przy akapicie o symbolach oraz dopisek:] V14
"Jak potoki czystej wody
po zielonej płyną niwie,
tak niech płynie wiek twój młody
cicho i szczęśliwie"
(Ale podniesionego głosu nie słyszałam nigdy, żadnej kłótni, nawet sprzeczki między Rodzicami)
Prawda jest cnotą,
najwyższą potęgą.
Prawda Bóg sam.
Lecz jeśli prawdą
masz zabić człowieka,
o wtedy kłam!
Nie jestem całkowicie pewna czy to było "zabić czy zranić", a może nawet zrazić".. A różnica przecież kolosalna. Ja ową rzekomą "naukę rysunków" po prostu wówczas przemilczałam, ale wróciłam do tej historii po pewnym czasie. Widać, że mnie to gnębiło.
"17-tego listopada spadł pierwszy śnieg". równe literki, piękne pismo. Polecono nam to ładnie przepisać z tablicy.
Korczak [skreślone]
by
Pełny fragment tego zwrotu:
Jeszcze jeden mazur dzisiaj,
Choć poranek świta,
Czy pozwoli panna Krysia?
Młody ułan pyta.
Marzenie.
„Jak potoki czystej wody
po zielonej płyną niwie,
tak niech płynie wiek twój młody
cicho i szczęśliwie”.
„Prawda jest cnotą,
najwyższą potęgą.
Prawda Bóg sam.
Lecz jeśli prawdą
masz zabić człowieka,
o wtedy kłam!”.
Nie byłam całkowicie pewna, czy w oryginale stało „zabić”, „zranić”, czy może „zrazić” – a różnica przecież jest kolosalna. Ja ową rzekomą „naukę rysunków” przed rodzicami po prostu przemilczałam, ale wracałam do tej historii w myślach przez bardzo długi czas. Widać było, że to niewinne kłamstwo ogromnie gnębiło moje dziecięce sumienie. Starałam się pisać w szkole jak najpiękniej, ale wychodziło mi to dość nieudolnie. Stopniał już dawno tamten pierwszy listopadowy śnieg, o którym pisałyśmy na tablicy, ale w mojej pamięci pozostał trwały ślad. Tatuś pisał przepięknie i wyraźnie. Narzekał często, że teraz w szkołach nie uczą już jak dawniej porządnej kaligrafii. Powtarzał, że były to wprawdzie nudne lekcje, ale dawały znakomite rezultaty – dzięki nim nikt potem nie pisał „jak kura patykiem”. Była to, rzecz jasna, bezpośrednia aluzja do mojego charakteru pisma.
Korczak [skreślone]
by
- Wykład Tatusia o tożsamości – czysty uniwersalizm korczakowski: Odpowiedź Tatusia na antysemicki w intencji „komplement” nauczycielki katolickiej („Ty chyba nie jesteś żydowskim dzieckiem”) to jeden z najpiękniejszych fragmentów w całym maszynopisie. Tatuś nie reaguje agresją, lecz genialnie rozbija uprzedzenia na czynniki pierwsze. Tłumaczy małej dziewczynce, że tożsamość człowieka jest wielowarstwowa: jest jednocześnie człowiekiem, dziewczynką, warszawianką, Polką, Żydówką i uczennicą. Ta lekcja tolerancji i wielokulturowości idealnie współgra z duchem pedagogiki Janusza Korczaka.
- Humorystyczno-dramatyczne kulisy narodzin trzeciej córki: Opis rozpaczy Gabriela Rozentala na wieść o narodzinach trzeciej dziewczynki, dwudniowa nieobecność w pracy i desperackie wołanie do bezdzietnej siostry Ireny na Polnej: „Irena, zaadoptuj to!” wnosi do tekstu niesamowity, autentyczny i ciepły humor rodzinny, przełamując powagę wspomnień.
To było nasze wielkie, dziecięce marzenie.”
- Wszystkie odręczne poprawki nanoszone przez Twoją Mamę zostały bezpośrednio uwzględnione w tekście:
- Psychologia dziecięcego kłamstwa i wstydu: Cała opowieść o rysunku (mama w wysokich obcasach na polu) i niewinnym kłamstwie, że dziewczynka „uczyła się rysować przez jeden dzień”, pokazuje niezwykłą wrażliwość Twojej Mamy. Cytowany na stronie 16 wiersz o kłamstwie („Lecz jeśli prawdą masz zabić człowieka...”) oraz głębokie poczucie wstydu przed rodzicami, którzy zamiast kary zaoferowali mądrą rozmowę o strojach, to genialny traktat o dziecięcym sumieniu.
- Kwestia tradycji i hierarchii przy stole: Opis obiadów, na które przychodził osierocony bratanek Mamusi – syn Abrama Polirsztoka – oraz kolejność podawania dań (najpierw ojciec i gość, na końcu najmłodsze dziecko) doskonale dokumentuje strukturę i obyczajowość przedwojennego zasymilowanego domu żydowskiego.
- Formy językowe wobec służby: Zwrócenie uwagi na formę trzecioosobową („Niech Anielcia przyniesie...”) to bezcenny detal socjolingwistyczny, pokazujący ówczesne relacje społeczne w warszawskich domach mieszczańskich.
„Jak potoki czystej wody
po zielonej płyną niwie,
tak niech płynie wiek twój młody
cicho i szczęśliwie”.
„Prawda jest cnotą,
najwyższą potęgą.
Prawda Bóg sam.
Lecz jeśli prawdą
masz zabić człowieka,
o wtedy kłam!”.
Nie byłam całkowicie pewna, czy w oryginale stało „zabić”, „zranić”, czy może „zrazić” – a różnica przecież jest kolosalna. Ja ową rzekomą „naukę rysunków” przed rodzicami po prostu przemilczałam, ale wracałam do tej historii w myślach przez bardzo długi czas. Widać było, że to niewinne kłamstwo ogromnie gnębiło moje dziecięce sumienie. Starałam się pisać w szkole jak najpiękniej, ale wychodziło mi to dość nieudolnie. Stopniał już dawno tamten pierwszy listopadowy śnieg, o którym pisałyśmy na tablicy, ale w mojej pamięci pozostał trwały ślad. Tatuś pisał przepięknie i wyraźnie. Narzekał często, że teraz w szkołach nie uczą już jak dawniej porządnej kaligrafii. Powtarzał, że były to wprawdzie nudne lekcje, ale dawały znakomite rezultaty – dzięki nim nikt potem nie pisał „jak kura patykiem”. Była to, rzecz jasna, bezpośrednia aluzja do mojego charakteru pisma.
- Wykład Tatusia o tożsamości – czysty uniwersalizm korczakowski: Odpowiedź Tatusia na antysemicki w intencji „komplement” nauczycielki katolickiej („Ty chyba nie jesteś żydowskim dzieckiem”) to jeden z najpiękniejszych fragmentów w całym maszynopisie. Tatuś nie reaguje agresją, lecz genialnie rozbija uprzedzenia na czynniki pierwsze. Tłumaczy małej dziewczynce, że tożsamość człowieka jest wielowarstwowa: jest jednocześnie człowiekiem, dziewczynką, warszawianką, Polką, Żydówką i uczennicą. Ta lekcja tolerancji i wielokulturowości idealnie współgra z duchem pedagogiki Janusza Korczaka.
- Humorystyczno-dramatyczne kulisy narodzin trzeciej córki: Opis rozpaczy Gabriela Rozentala na wieść o narodzinach trzeciej dziewczynki, dwudniowa nieobecność w pracy i desperackie wołanie do bezdzietnej siostry Ireny na Polnej: „Irena, zaadoptuj to!” wnosi do tekstu niesamowity, autentyczny i ciepły humor rodzinny, przełamując powagę wspomnień.
To było nasze wielkie, dziecięce marzenie.”
- [symbol wstawki tekstu lub akapitu]
- vdo
- [symbol strzałki / dłoni wskazującej tekst
Strona 29 (Transkrypcja z natury)
Przypomniało mi się, że Mamusia szyła nam piękne sukienki z kraciastej raz czerwonej,
drugi raz z niebieskiej prawdziwej wełny u krawcowej, która nazywała się Julia Widiger
i mieszkała na ulicy Zielnej. Była z pochodzenia Niemką. Kiedy o tym wspomniałam
to już działo się przy niebieskich sukienkach, myślałam sobie czy ona je polski czy niemiecki chleb?
Kiedyś wyszłam z Tatusiem na przechadzkę. Czytaliśmy przylepione na słupie obwieszczenie, że mężczyźni urodzeni w tym a w tym roku mają się zgłosić w określonym miejscu na badania przed odbyciem obowiązkowej służby wojskowej. Pomyśl za ile lat musiałabyś odbyć służbę wojskową gdybyś była dziewczynką – zaproponował mój ojciec. Zaczęłam liczyć, Nagle oświadczyłam, że chcę żyć do roku 2000. To wywołało śmiech mojego Taty.
Mamusia niejednokrotnie używała takiego powiedzonka "Nie rób mi łaski i nie śpij z moim bratem". Ton był wymowny, ale treści nie rozumiałam. Tak się zdarzało, gdy jakaś ciocia czy kuzynka odmawiały przyjścia do nas na francuskie ciasteczka – specjalność mojej rodzicielki. Albo gdy oświadczały "Pożyczę ci tę książkę, ale dopiero za 2 tygodnie. Jaki miał związek którykolwiek z jej braci z tą niby łaską ???
W gazetach na Sapieżyńskiej czytałam nekrologi i "Wypadki i kradzieże" Płakałam prawdziwymi łzami, jeżeli umarło jakieś dziecko, albo gdy nekrolog był podpisany "pozostali w nieutulonym żalu. Mąż i
Strona 30 ostatnia (Transkrypcja z natury)
córeczki".lub kiedy napisano "Zmarła w
kwiecie wieku"/dosłownie" Kiedy przeczytałam
raz, że 50 letni mężczyzna zgwałcił 10 letnią dziewczynkę, zapytałam co on jej zrobił. Wyjaśniono mi, że ją napadł gwałtem, pobił i może okradł. Przyjęłam to za dobrą monetę i wzruszyłam się losem nieznanej dziewuszki.
Wygląda na to że byłam uczuciowym dzieckiem. Nieprawda. Łapałam muchy z
prawdziwym zacięciem. Dużo ich było. Latem na abażurze wisiał lep na muchy, do
którego muszki się przylepiały i tak ginęły. Nie współczułam im.. Mało tego! Wyrywałam tym stworzeniom nóżki i z ogromnym zainteresowaniem obserwowałam że te nóżki wyrwane poruszają się, żyją. Nie zamierzam usprawiedliwiać się tym, że kierował mną instynkt badawczy. To usprawiedliwiałoby tę n i e d o b r ą dziewczynkę
Powinnam o tym wspomnieć wcześniej. Przeoczyłam. Trudno. W pobliżu naszej szkoły na Bonifraterskiej i na rogu Zakroczymskiej znajdował się szpital bodaj Jana Bożego przeznaczony dla ludzi chorych umysłowo. Wtedy mówiło się dla wariatów. Okna zakratowane. Ukazywały się w nich postacie mężczyzn. Zdarzyło się kilkakrotnie, że wołali nas, pozdrawiali, czasem spuszczali na sznurku zawinięte w papierek pieniądze i prosili, żeby im kupić
papierosy. Kilkakrotnie spełnialiśmy ich prośbę. Na sznurku przywiązywaliśmy im te
wytęsknione papierosy. Ostatni raz kiedy odebrali, mówili coś nieskładnie, potem
odkryli się i pokazywali nam tyłki. Więcej nie zatrzymywałyśmy się pod oknami tego Szpitala. Lunke trąbią
- Vänster marginal (uppifrån och ned):
- 1 ł (vid raden „gwałtem, pobił”)
- O y (vid raden „Wyrywałam tym stworzeniom”)
- 1 r (vid raden „umysłowo. Wtedy mówiło”)
- często – överstruket och korrigerat med pil till ordet kilkakrotnie
You sent: 1 image
- Psychologia dziecięcego kłamstwa i wstydu: Cała opowieść o rysunku (mama w wysokich obcasach na polu) i niewinnym kłamstwie, że dziewczynka „uczyła się rysować przez jeden dzień”, pokazuje niezwykłą wrażliwość Twojej Mamy. Cytowany na stronie 16 wiersz o kłamstwie („Lecz jeśli prawdą masz zabić człowieka...”) oraz głębokie poczucie wstydu przed rodzicami, którzy zamiast kary zaoferowali mądrą rozmowę o strojach, to genialny traktat o dziecięcym sumieniu.
- Kwestia tradycji i hierarchii przy stole: Opis obiadów, na które przychodził osierocony bratanek Mamusi – syn Abrama Polirsztoka – oraz kolejność podawania dań (najpierw ojciec i gość, na końcu najmłodsze dziecko) doskonale dokumentuje strukturę i obyczajowość przedwojennego zasymilowanego domu żydowskiego.
- Formy językowe wobec służby: Zwrócenie uwagi na formę trzecioosobową („Niech Anielcia przyniesie...”) to bezcenny detal socjolingwistyczny, pokazujący ówczesne relacje społeczne w warszawskich domach mieszczańskich.
„Jak potoki czystej wody
po zielonej płyną niwie,
tak niech płynie wiek twój młody
cicho i szczęśliwie”.
„Prawda jest cnotą,
najwyższą potęgą.
Prawda Bóg sam.
Lecz jeśli prawdą
masz zabić człowieka,
o wtedy kłam!”.
Nie byłam całkowicie pewna, czy w oryginale stało „zabić”, „zranić”, czy może „zrazić” – a różnica przecież jest kolosalna. Ja ową rzekomą „naukę rysunków” przed rodzicami po prostu przemilczałam, ale wracałam do tej historii w myślach przez bardzo długi czas. Widać było, że to niewinne kłamstwo ogromnie gnębiło moje dziecięce sumienie. Starałam się pisać w szkole jak najpiękniej, ale wychodziło mi to dość nieudolnie. Stopniał już dawno tamten pierwszy listopadowy śnieg, o którym pisałyśmy na tablicy, ale w mojej pamięci pozostał trwały ślad. Tatuś pisał przepięknie i wyraźnie. Narzekał często, że teraz w szkołach nie uczą już jak dawniej porządnej kaligrafii. Powtarzał, że były to wprawdzie nudne lekcje, ale dawały znakomite rezultaty – dzięki nim nikt potem nie pisał „jak kura patykiem”. Była to, rzecz jasna, bezpośrednia aluzja do mojego charakteru pisma.
- Wykład Tatusia o tożsamości – czysty uniwersalizm korczakowski: Odpowiedź Tatusia na antysemicki w intencji „komplement” nauczycielki katolickiej („Ty chyba nie jesteś żydowskim dzieckiem”) to jeden z najpiękniejszych fragmentów w całym maszynopisie. Tatuś nie reaguje agresją, lecz genialnie rozbija uprzedzenia na czynniki pierwsze. Tłumaczy małej dziewczynce, że tożsamość człowieka jest wielowarstwowa: jest jednocześnie człowiekiem, dziewczynką, warszawianką, Polką, Żydówką i uczennicą. Ta lekcja tolerancji i wielokulturowości idealnie współgra z duchem pedagogiki Janusza Korczaka.
- Humorystyczno-dramatyczne kulisy narodzin trzeciej córki: Opis rozpaczy Gabriela Rozentala na wieść o narodzinach trzeciej dziewczynki, dwudniowa nieobecność w pracy i desperackie wołanie do bezdzietnej siostry Ireny na Polnej: „Irena, zaadoptuj to!” wnosi do tekstu niesamowity, autentyczny i ciepły humor rodzinny, przełamując powagę wspomnień.
- [symbol wstawki tekstu lub akapitu]
- vdo
- [symbol strzałki / dłoni wskazującej tekst]
- J / h
- Analiza semantyki „chleba” (str. 23): Refleksja Twojej Mamy nad zderzeniem przedwojennego antysemickiego hasła o „jedzeniu żydowskiego chleba” z powojennym, gomułkowskim lub stalinowskim hasłem o „jedzeniu polskiego chleba” to genialne studium pamięci historycznej. Pokazuje, jak nacjonalistyczna retoryka bez względu na ustrój używa tych samych, wykluczających metafor gastronomicznych [INDEX].
- Świadectwo roku 1920 (str. 25): Opis paniki w kamienicy podczas Bitwy Warszawskiej („Cudu nad Wisłą”) i sąsiadów uciekających do domu Rozentalów, by „dzielić strach”, to bezcenny, żywy zapis historyczny z perspektywy cywilnej ludności Warszawy [INDEX].
